DOBRY film, z lekko zawodzącym zakończeniem: MATKA

bdb939a3-2a61-4172-a99e-3faa99ab4d88.jpg

Przed seansem Współautor bezskutecznie próbował kupić obwarzanka, a Towarzysząca-Nam-Przyjaciółka  z utęsknieniem wyglądała popcornu. Tylko ja przezornie najadłam się przed wyjściem (i wzięłam M&Mki). 

Nie wiedzieliśmy, co nas czeka, ponad to, że jest to estoński komediodramat. Poszliśmy głównie dlatego, że pora nam odpowiadała, a przydałaby się jakaś recenzja na blogu…

matka_plakat.jpg

Ema

Estonia 2016

reż. Kadri Kõusaar scen. Jeana Laukse i Al Wallcat (na podstawie słuchowiska Kevina McCana)

wyk. Tiina Mälberg, Andres Tabun, Andres Noormets

W zapyziałym miasteczku mieszka Matka, po estońsku Ema, zajmująca się znajdującym się w śpiączce synem. Jej mąż prawie nic nie mówi, jej życie polega na doglądaniu syna i rozmowie z odwiedzającymi go dziwakami. Poznajemy też lokalną społeczność: smutnego policjanta, skacowaną lekarkę, zakochaną uczennicę, zdesperowanego kumpla, starego myśliwego, romantycznego szefa, pełną żalu dziewczynę oraz lokalną Ofelię.

Każdy przychodzi pogadać do śpiącego — oraz szukać w jego pokoju tajemniczo zaginionych pieniędzy. W ten nietypowy sposób widz prowadzi śledztwo: kto go do tego stanu doprowadził? czemu? i co się stało z tymi pieniędzmi?

1000x667_ofjwol.jpg

Zachwycony stylówą Ojca, Współautor obiecał sobie i nam, że jak tylko zacznie łysieć to zacznie też zapuszczać włosy.

To jest film, który z początku zdaje się być o niczym, później zamienia się w dziwaczną tragikomedię, potem napięcie rośnie i zamienia „Matkę” w thriller… do czasu, kiedy szybkie zakończenie niby wszystko spina klamrą, ale jednak pozostaje pewien niedosyt. Przypomniało nam się Dobrze się kłamie…w którym udało się wszystko złączyć i stworzyć wyśmienitą puentę, naprawdę genialnie.

Niemniej,  Matka to DOBRY i ciekawy film, któremu komizmu i uroku dodaje cudownie  obcy i niezrozumiały dla naszych uszu język estoński. Nie jesteśmy pewni, czy połowa komizu filmu, nie brała się właśnie z zachwytu nad jego dźwięcznością. Moment, w którym jeden z bohaterów załamany mruczy do siebie „hoot hoot hoot”, a w napisach po trzykroć pojawia się ulubione przekleństwo Polaków, doprowadził nas do zbiorowego ataku śmiechu.

Nieco mniej chichraliśmy się, gdy policja znalazła kůlę postrzałową.

W ogóle kulturowo ten film jest niezwykle ciekawy: umówmy się, nad Wisłą niezbyt znamy się na kulturze i w ogóle o życiu w Estonii. Tu widzimy bardzo ciekawy portret takiej „słowiańskiej Skandynawii”.

W skrócie: polecamy — a im mniej o tym filmie wiecie, tym lepiej.

Ryba

matka-2.jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s