DOBRY, ale po co? „Ghost in the Shell”

Za: cdn-static.denofgeek.com

Za: cdn-static.denofgeek.com

Polskie „Duch w pancerzu”, jak przetłumaczono superancką anime z 1995 r. inspirowaną komiksem, trochę tracił na metaforyce, więc dobrze, że przy filmie zostawiono oryginał. Kiedy jednak okazało się, że Hollywood bierze na warsztat DOBRĄ anime, a w głównych rolach obsadza białych — zarzut o whitewashing utrzymuje się nawet, gdy weźmiemy pod uwagę, że fabułę pcha tercet amerykańsko-francusko-duński — pozostało pytanie, czy może to być coś DOBREGO. Może. Ale pod warunkiem, że naprawdę nie ma się innych opcji na wieczór.

Ghost in the Shell

USA, 2017

reż.  Rupert Sanders, scen. Jamie Moss, William Wheeler, Ehren Kruger

wyk. Scarlett Johansson, Takeshi Kitano, Michael Pitt, Pilou Asbæk,

Powiedzmy na wstępie — nie jest to film zły. Fakt, bez jakiś oszałamiających fajerwerków, amerykański, z szybko rozwijaną historią i mimo wszystko starający się oddać klimat Wschodu. Scarlett Johansson — główna bohaterka, Major Mira Killian aka (nie zaspojleruję, nie?)  Motoko Kusanagi — biega po futurystycznej megapolis Tokio, która swoim kontrastem między obrzydliwem bogactwem i uliczną biedą, jest w sumie cuberpunkową fantazją na azjatycką aglomerację. Są mroczne zaułki, transwestyci, jedzenie z ulicy. Dookoła wszystko japońsku, szef Mojor Killian mówi właściwie w tym języku, neony układają się zaś w niezrozumiałe krzaczki, z czego wyjątkiem jest logo Hondy. Jest mrocznie, intensywnie, technoorientalnie. I choć miasto traci na panoramach oraz szerszych kadrach — dziwnie niespójne i niedopracowane jak dla mnie były reklamy z gigantycznych hologramów między budynkami — to wszystko to można kupić.

Jak to w anime było, wątek poszukiwania uberhakera Hideo Kuze (Michael Pitt) przez specjalną jednostkę rządowej agencji Sekcji 9, w której udziela się Major, zaostrza kryzys tożsamościowy bohaterki, której jedyną ludzką częścią jest mózg. To co brzmi trochę niebezpiecznie — szczególnie po feralnej „Lucy”, gdzie Johansson też grała niebanalną postać, też w Azji — udaje się całkiem sensownie przedstawić w „Ghost in the Shell”. Film w żadnym razie nie dorasta klimatem do mrocznej anime, niemniej jako hollywoodzka adaptacja dzielnie się broni. Dobrze gra Johansonn, do tego solidne wsparcie ze strony Pilou Asbæka (m. in. „Seks, narkotyki i podatki”) jako bliskiego kumpla z pracy i Juliette Binoche, dr Ouelet, ewolującej z najbliższej osoby, w tą, która przeszkadza Major w odkryciu prawdy o swojej przeszłości. Uzupełniają wszystko barwne postaci drugie planu, przynoszącej trochę egzotyki, klimatyczna muzyka oraz sprawnie tocząca się akcja.

Za: blackgirlnerds.com

Za: blackgirlnerds.com

We wszystkim tym czuć trochę egzystencjalny niepokój oryginału. Technopesymizm kontra poważne pytanie o tożsamość i granice tego, gdzie i jak kończy się człowieczeństwo. Czy można być sobą bez ciała? Odwieczne pytanie o relację duch-materia staje się na nowo opowiedziane w realiach zaawansowanych technik transplantacyjnych. Niemniej dzieję się to na amerykańską modłę. Kto się spodziewał głębi oryginału może być zawiedziony, ale chyba nie oczekiwaliśmy „Matriksu”?

Film w sumie niezły, ale nie porywający. Jakby zatrzymano się w połowie drogi między komercją dla przeciętnego odbiorcy, a fascynacją oryginałem. Skutkiem tego jest niepocieszenie fanów i obojętność szerszej publiki. Przy budżecie 110 mln dolarów (Scarlet miała przytulić 15 milionów z tego) zaliczono chyba wtopę finansową, czyli weekend otwarcia na poziomie 40 mln dolarów. ALE: film czeka na premierę w Japonii i Chinach. Niemniej nie wiadomo, czy produkcji bardziej zaszkodziła awantura o filmowy kolonializm (komentarz Johansson, że film jest o feminizmie, nie o rasie raczej nie pomogły) czy kijowa promocja. A może jedno i drugie? A może po prostu film jest słaby?

Słowem: niekoniecznie i nieobowiązkowo. Mogło być lepiej. Mogło?

Współautor

P.S. Filmowy masturdating, czyli chodzenie samemu do kina, Współautor zawdzięcza Cinema City. Chyba nie pomogłem producentom za bardzo…

Za: img.buzzfeed.com

Za: img.buzzfeed.com

W oryginalnym poście z 11.04.17 błędnie podałem datę produkcji anime. Film pochodzi z 1995r. – w 2005 r. była polska premiera. Dziękuję za czujność!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s