DOBRY film, ZŁY dokument: Szwedzka Teoria Miłości

ocdn.eu

Długo polowaliśmy na ten szwedzki dokument. W końcu się udało, a i upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu, bo w końcu odwiedziliśmy krakowską kinokawiarnię KIKA, w jakiej odbędzie się nasz urodzinowy kinderbal. Trochę wstyd się przyznać, że była to nasza pierwsza wizyta w tym uroczym zakątku… Posadziliśmy się zatem wygodnie na pufach w bocznej, kameralnej sali, by zobaczyć ładnie i dobrze zmontowany film, który niestety jest złym dokumentem. Skąd taki paradoks?

The Swedish Theory of Love

Szwecja, 2016

reż. Erik Gandini

Film dokumentalny jest szerokim i pojemnym gatunkiem. W końcu jedynym warunkiem, jest przedstawienie realnych wydarzeń, czy postaci, a to oczywiście daje niemal nieograniczone możliwości. Może być to być zatem prosta historią, gdzie liczy się bohater i jego codzienne życie; historyczna opowieść Bogusława Wołoszańskiego czy przyrodnicze podróże duetu Czubówna-Attenborough, filmowy esej, zahaczający nawet o formy naukowej analizy. „Szwedzka Teoria Miłości”, od samego początku zdradza swoje niemałe ambicje — tematem ma być życie rodzinne kraju liczącego 9,5 miliona ludzi. Na tapetę wzięta zostaje niesamowita statystyka — połowa Szwedów żyje w samotności, a co czwarty umiera sam. Film staje się zatem analizą niezwykłego fenomenu, jakim jest skrajnie indywidualistyczna kultura tego nordyckiego kraju.

bi.gazeta.pl

Z nakreśleniem samego problemu nie jest źle i tutaj wszystko się udaje. Punktem wyjścia są globalne badania wyznawanych wartości, które klasyfikują poszczególne kraje podług podejścia ich mieszkańców do wartości z osi indywidualizm-komunitaryzm oraz autoekspresja-przeżycie. W tym rankingu Szwecja jest samotną wyspą uciekają hen w górę jeśli chodzi o indywidualizm. Ciekawostka: Polska w tych badaniach ląduje tam gdzie Malezja i Chile, niedaleko Indii. Wracając do ojczyzny Ikei: wyniki tych badań idą w parze z krótkim historycznym komentarzem, decyzją Sztokholmu o realizacji polityki o niezależności jednostki. Ma to swoje źródło w konsekwentnym dążeniu do egalitaryzmu — skąd wiemy, że dana jednostka jest w danym związku szczęśliwa, wolna od przymusu? Jedynie uniezależnienie jej od społeczeństwa i innych może dać jej wolność. Tym samym socjaldemokratyczny komunitaryzm staję się swoją karykaturą, niszcząc społeczeństwo. Jakby za Margaret Thatcher — indywidualistyczną, neoliberalną konserwatyską — powtarzał: „Nie ma społeczeństwa. Są tylko jednostki”.

Jakie są skutki takiej polityki? Jeden z nich to samotne matki. Odwiedzamy zatem Duńczyka, który założył firmę, oferującą usługę domowej inseminacji. Samotna matka (ponad połowa klientów pochodzi rzecz jasna ze Szwecji) przegląda profile potencjalnych dawców spermy, zamawia przesyłkę i w ciągu 2o minut dokonuje samotnego cudu poczęcia przy pomocy strzykawki. Drugim szokującym momentem jest śledzenie pracy pracowników rządowej agencji, zajmującej się tropieniem krewnych ludzi, którzy umarli w samotności. Automatyczne systemy opłacania czynszu powodują, że czasem o śmierci dowiadują się dopiero lata po zgonie.

Nieco komizmu do tej ponurej opowieści wprowadzają obrazki z lekcji szwedzkiego dla imigrantów. Zdziwienie na twarzy uchodzców z Syrii, że można życ razem, ale spotykać się tylko w weekend, lub, że w Szwecji krótko odpowiada się na pytane „jak się masz?” pokazują kulturową przepaść.

www.nff.ug.edu.pl

I niestety od tego momentu wszystko zaczyna się sypać. Odpowiedzią na kryzys rodziny i relacji w Szwecji jest uciekanie do lasu. Dlatego też twórcy zabierają nas do jednego z sanktuariów w nordyckich puszczach, gdzie hipisi latając na bosaka po mchach, odkrywają drugiego, razem kontemplując swoją bliskość i błogą współzależność. Scena jest zaskakująca o tyle, że wcześniej, odnośnie do samotnie umierających, widzimy weekendową działalność wolontariuszy, wspólnie szukających zaginionego po innym lesie. Od czasu do czasu pojawiają się też sceny z zakończenia roku szkolnego, gdzie roześmiana młodzież radośnie świętuje początek wakacji. Wszyscy trzymają się razem, a nastrój świetnej zabawy udziela się wszystkim. Niemniej nie jest to dowód na to, że sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana, ale ilustracja tezy, że Szwedzi lubią dystans, a imigranci potrzebuję siedmiu lat na zdobycie pozwolenia o pracę i poznanie pierwszych Szwedów. Co się dzieje, że kończąc szkołę Szwedzi radośnie tańcują, a po kilkudziesięciu latach zauważa się ich śmierć dopiero, kiedy swąd martwego ciała rozdrażni sąsiadów? Tego się nie dowiadujemy.

Dla ukazania jak wygląda życie po drugiej stronie indywidualistycznego ekstremum odwiedzamy szwedzkiego lekarza w Etiopii. Opowieść o trudach pracy jako chirurg w czarnej Afryce (pacjenci przebici włócznią, wyciekająca śledziona i tak dalej), szybko staje się apoteozą życia w kraju, gdzie lekarze zaopatrują się w skłądzie budowlanym, a pacjentom mającym problem z utrzymaniem moczu sugerują zatrzaskiwanie spinki do włosów na przyrodzeniu.

Epizod afrykański rozwleka się jednak za bardzo (odnieśliśmy wrażenie, że zabrakło im materiału na osobny dokument o opalonym szwedzkim medyku, więc dokleili to co mieli do innego dokumentu), a w dodatku do komentarza zmarłego niedawno socjologa, Zygmunta Baumana, pokazuje, że twórcy nie odrobili zadania domowego. Faktycznie, dobrobyt, usuwając przeszkody materialne, powoduje, że czasem szczęście wydaje się trudniejsze do osiągnięcia. Wobec braku wyzwań, tracimy radość ich pokonywania. Nieprzypadkowo to właśnie w Szwecji na początku XXI w. notowano największy w Europie odsetek ludzi z głębokim lękiem egzystencjalnym. Czy jest to efekt jedynie bogactwa? Równie bogaci Duńczycy są od lat w czołówce rankingów szczęśliwości, promując teraz swoje hygge — odnajdywanie szczęścia w małych, przytulnych, codziennych rzeczach, jako klucz do szczęścia. Konsumują jednak też dużo alkoholu i środków antydepresyjnych.

cdn.natemat.pl

I podobnie ze Szwecją. Obraz odmalowany w dokumencie spodoba się krytykom modelu społecznego i politycznego kraju po drugiej stronie Bałtyku. Pytanie jednak, czy jest to obraz pełny, a recepta słuszna. Zdecydowanie zabrakło nam analizy tego, co zdaje się być specyficznie szwedzkim pomysłem i problemem. W dyskusji już po seansie Współautorka twardo argumentowała, że to nieprawda, że Finowie są małomówni, ale pozotaje pytanie jak ta nordycka mentalność ma się pomysłów rządu z lat 70., kiedy to zapoczątkowano walkę o niezależność jednostki? Króciótki komentarz historyczny na samym początku powinien być chyba bardziej rozbudowany, nawet kosztem świetnie opowiedzianej historii z Etiopii.

Całość się oczywiście super ogląda. Jako film jest dobrą rozrywką, ale nie odnieśmy wrażenia, by spełnił swoje zadanie jako dokument.

Współautorzy

Wizja lokalna w kinokawiarni KIKA. DOBRE miejsce na kinowej mapie Krakowa;)

Wizja lokalna w kinokawiarni KIKA. DOBRE miejsce na kinowej mapie Krakowa;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s