Dwa DOBRE filmy z Azji: PRAKTYKANT i KLIENT

Za: affif-sitepublic-media-prod.s3-website-eu-west-1.amazonaws.com

Za: affif-sitepublic-media-prod.s3-website-eu-west-1.amazonaws.com

O irańskim „Kliencie” zrobiło się głośno, gdy ogłoszono nominacje do Oscarów. Okazało się bowiem, że w przypadku wygranej twórca nie będzie mógł odebrać nagrody, ze względu na antyimigracyjny dekret prezydenta Trumpa. Jakby na złość Prezydentowi USA, wygrał właśnie film Farhadiego. „Praktykant”, kandydat Singapuru, nie dostał nominacji, dlatego nie wywołał takich emocji. Swoją tematyką powinien jednak wzbudzić większe dyskusje, szczególnie w kraju, gdzie toczy się akcja filmu. Choć Oscara dostał tylko film z Iranu, to oba są godne polecenia.

„Klient” jest z pozoru prostą historią obyczajową, która poprzez jeden wypadek ukazuje szerszy problem społeczny relacji damsko-męskich. Para aktorów z Teheranu, Emad (Shahab Hosseini) i Rana (Taraneh Alidoosti) przygotowuje się wraz ze swoją trupą do wystawnienia dramatu „Śmierć Komiwojażera”. Oczywiście praca w niezależnej branży kreatywnej w Iranie nie należy do najłatwiejszych. Choć małżeństwo nie ma problemów takich jak np. chłopcy grający house, o jakich pisaliśmy z Audiorivera, to po trzęsieniu ziemi, jakie nawiedza ich dzielnicę, nie jest łatwo znaleźć nowe mieszkanie. Lokum zostaje znalezione po znajomości, ale szybko okazuje się, że praca poprzedniej współlokatorki stanowić będzie problem dla nowych mieszkańców. Najbardziej ucierpi na tym Rena, ale co zaszło, postanowi wyjaśnić troskliwy mąż. I z czasem, to jego pomoc stanie się większym problemem.

Szybko okazuje się bowiem, że tajemniczy i niezrozumiały incydent jest tylko punktem wyjścia do ukazania nieumiejętności poradzenia sobie z tą sytuacją pary, a właściwie faceta. Nadgorliwość Emada ukaże problemy w komunikacji w parze, ale także szerzej — społeczny problem. Okaże się, że prowadzone przez niego śledztwo, zamiast wyjaśnienia zaistniałej sytuacji i wybaczenia ewentualnemu opracy, bardziej przybierze chęć wzięcia odwetu i zemsty. Cały film jest bardzo subtelny, jest to prosty dramat, niemniej do końca trzymani jesteśmy w napięciu, jak z tym dylematem poradzi sobie coraz bardziej zagubiony Emad. Nie usprawiedliwiając czynu, którego dopuścił się winny, szybko orientujemy się, że cała sytuacja była bardziej skomplikowana. A Emad z czasem znajdzie się w sytuacji, w której nie wiadomo, czy jego żona bardziej była skrzywdzona przez oprawcę, czy własnego męża.

i-ytimg-com1

i-ytimg-com1

Na duży plus dla całej produkcji jest fakt, że nadano dramatowi wymiar uniwersalny. Ciężko powiedzieć, że akcja toczy się w Iranie. To znaczy — nie jest to aż tak oczywiste, nie rzuca się na pierwszy plan. Bohaterowie są członkami artystycznej bohemy, miejskiej klasy średniej, nie ma tutaj wielkiej polityki, policji religijnej czy czadorów. Dramat mógłby się wydarzyć w sumie w każdym innym kraju, choć oczywiście nie wszędzie mają miejsca trzęsienia ziemi. Niemniej wczasach antyislamskiej obsesji, film ten zyskuje, chowając na bok lokalne koloryty.

Wydźwięk filmu byłby niestety mocniejszy, gdyby nie przeciągnięto zakończenia. Traci ono trochę na dramatyzmie, bo już wcześniej zdajemy sobie sprawę ze zmiany głównego bohatera. Jednak ta prosta historia, niesie głębsze przesłanie. Po oglądnięciu „Klienta” jakiś czas temu nie miałem poczucia, że jest to film oscarowy, ale być może w prostocie kryje się siła.

Przenosząc się parę tysięcy kilometrów na południowy-zachód, w regiony bardziej znane Współautorowi — singapurski „Praktykant” jest kinem równie niepokojącym, choć znacznie mroczniejszym. Nie ukrywam — jest krypniejszy, dramatycznie lepiej dopracowany niż „Klient”, który jak dla mnie trochę traci na zakończeniu. Suspens zamykający „Praktykanta” wywołuje zaś mocniejsze wrażenie, powodując, że z kina wychodzimy naprawdę porządnie wstrząśnięci. Tym bardziej, że historia nie toczy się w irańskich teatrach czy mieszkaniach, ale przede wszystkim w mrokach singapurskiej celi śmierci.

Za: 2-bp-blogspot-com

Za: 2-bp-blogspot-com

„Praktykant” zasadza się narastającym napięciu między parą głównych boahterów. Stary wiarus, weteran wieszania, doświadczony i zgorzkniały kat, Rahim (Wan Hanafi Su), przyucza do tego specyficznego zawodu młodziana Aimana (Firdaus Rahman). Oczywiście, samo wprowadzanie nowicjusza w arkana zawodu zawodu zadawania — zdaniem Dostojewskiego — najgorszej możliwej śmierci jest świetnym materiałem na film. Okazuje się jednak, że Aiman nie bez przyczyny wybrał ten, a nie inny zakład karny, co spowoduje, że i tak trudny proces nauki specyficznego zawodu stanie się jeszcze bardziej emocjonujący. Zbliżenie z Rahimem będzie prowadziło do nieuchronnego spięcia, bo na jaw wyjdzie tajemnica Aimana. Jego trudna sytuacja tak materialna, jak i rodzinna, stworzą przekonującą postać zagubionego chłopaka, z nierozwiązaną tajmenicą rodzinną. Jego dramatyczne poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o to, kim jest, zawiedzie go paradoksalnie do miejsca, którego się tak boi. Nie tylko jako człowiek, mający naturalny problem ze zinstytucjonalizowanym mordem, ale widzący w celi śmierci mroczne odbicie i przypominenie źródła problemów jego rodziny.

Międzynarodowa koprodukcja pod reżyserią Boo Junfenga daje nam pełen napięcia i stopniowo dozowany, aż do mocnego zakończenia dramat. Choć od czasu do czasu widzimy obrazki rodzin czuwających pod celą śmierci, film ucieka od taniego moralizowania. Jest realistyczny, mocny, stawia trudne pytania, ale zostawia nas z nimi bez odpowiedzi. Sam bohater musi zmierzyć się z paradoksalną sytuacją, gdzie ratunkiem źródło jego traumy i dylemat ten można rozwiązać na parę sposobów.

Obsadzenie w głównych rolach Malajów, pracujących w singapurskim więzieniu, jest też subtelnym nawiązaniem do sytuacji w mieście-państwie, gdzie przed paroma laty doszło przecież do zamieszek etnicznych na tle etnicznym. Warunki, w jakich żyje Aiman niczym nie przypominają apartementów, w jakich powinni żyć mieskańcy kraju, lokującego się w pierwszej piątce jeśli chodzi o najwyższy dochód per capita.

Na spotkaniu z widzami po projekcji, jaka miała miejsce na Nowych Horyzontach rok temu, twórcy nie ukrywali, że były problemy ze znalezieniem funduszy na film. Film sybtelnie krytykujący instytucję karę śmierci, nie mógł się spodobać władzom Singapuru, stąd lista hojnych fundatorów rozciąga się przez parę krajów. Co więcej, autorzy obrazu liczyli na większy odzew w Singapurze: kraju, w którym zdecydowana większość obywateli popiera mordowanie w imię prawa. Niestety (albo i stety?) — film chyba bardziej zarezonował za granicą.

Za: i-ytimg-com

Za: i-ytimg-com

Ciekawe, że polscy dystrybutorzy nie zajarzyli, że mieliśmy już filmy o takich tytułach. ZŁEGO „Praktykanta” pamiętamy, z resztą nawet go zrecenzowaliśmy. „Klienta” z  1994 r. z Tomym Lee Jonesem pamiętają chyba nieliczni.

Z obu filmów godne polecenia są oba. Mocniejszy i mroczniejszy jest bardziej egzotyczny „Praktykant”, ale to subtelniejszy „Klient” w końcu dostał Oscara i Złotą Palmę. Wybór trudny, ale jak mawiał Oscar Wilde — najlepszy sposób aby odeprzeć pokuję, to jej ulec.

Słoń

Przypominamy — w dzień św. Patryka widzimy się na małej imprezie z okazji naszej skromnej rocznicy. Serdecznie zapraszamy do kinokawiarni KIKA w Krakowie, już w piątek 17.03! Link do wydarzenia tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s