DOBRY „Laggies” i ZŁY „1 Night”: czyli dwa filmy o wspominaniu balu maturalnego

laggies-0226.jpg

Twórcom „Laggies” udało się przedstawić nastolatki, które wyglądają i zachowują się na swój wiek, a nie są przy tym niezwykle irytujące

W filmach amerykańskich strasznie dużo dzieje się na balu maturalnym. Albo ktoś wyznaje ci miłość, albo łamie serce. Niekiedy ktoś zaczyna rodzić, można zostać oblanym wiadrem świńskiej krwi;  zdarza się, że na scenie podskakuje twój przyszły syn grając muzykę z przyszłości. Czasem imprezę przerywa nawet atak zombie. Jeśli dorośli już bohaterowie wspominają go, to tylko skrajnie: albo był to najlepszy dzień w ich życiu, albo najgorszy. Ja studniówkę wspominam bardzo dobrze, choć na szczęście byłam i na lepszych imprezach. Nie prześladuje mnie żadne mroczne wspomnienie — jestem nawet zadowolona z tego, jak wyglądałam, może tylko jednak upięłabym włosy, żeby podczas cha-chy się nie zaplątać lokami w guzik od mankietu kolegi. Znacznie więcej dramy było na komersie na koniec gimnazjum, podczas którego jakaś zupełnie nieznana mi dziewczyna  niespodziewanie mnie spoliczkowała. Nawet to jednak nie popsuło mi zabawy i koniec końców uważam wieczór za dość udany. 

Tak się złożyło, że niedawno oglądałam dwa filmy, w których jakimś punktem wyjścia jest właśnie bal maturalny czy jego wspomnienie. „Laggies „(a.k.a. Życie nie gryzie) okazał się niespodziewanie DOBRY, „1 Night” natomiast zaskakująco ZŁY.

laggies-poster1.jpg

Laggies

USA 2014

reż. Lynn Shelton, scen. Andrea Seigel

wyk. Keira Knightley, Sam Rockwell,  Chloë Grace Moretz

Ten film zapisze się w historii tego bloga: dzięki niemu polubiłam Keirę Knightley, do której od czasów liceum byłam z jakiegoś dziwnego powodu uprzedzona. Zaczęłam się do niej przekonywać już przy „Begin Again”, a tutaj już naprawdę polubiłam — zwłaszcza, że udało jej się zamienić bohaterkę, która mogła być nieznośna i denerwująca w kogoś, komu kibicujemy. I jak ładnie mówi z amerykańskim akcentem! Widać po prostu wolę ją, jak gra w czymś współczesnym, najlepiej — niezależnym.

Dwudziestoośmioletnia Megan jest zawieszona pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. Dalej jest ze swoim chłopakiem z liceum, jeszcze nie wie, co chce ze sobą zrobić po studiach, więc dorabia sobie reklamując firmę taty (tj. machając zapraszającą strzałką). To jej nawet tak bardzo nie przeszkadza, jak to, że nagle orientuje się, że za bardzo ma o czym gadać ze swoimi psiapsiółami, które z jednej strony ciągle oczekują, że ich relacja będzie tak zażyła, jak w liceum, a z drugiej gadają raczej o dzieciach i kredytach, pouczają Megan, jak ma żyć i nie śmieją się z jej (śmiesznych) żartów. Bohaterka zaczyna się zastanawiać, w czym problem: czy to koleżanki (i chwilami — chłopak) stały się nagle takie nudne, czy to z nią jest coś nie tak. Jak później zwierza się nowej przyjaciółce: „Czułam się, jak jedyna pijana na imprezie. Albo gorzej… Jakbym jedyna była trzeźwa!”

MV5BMTQyMDA1ODE5M15BMl5BanBnXkFtZTgwNDMxNjQyMzE@._V1_.jpg

Keitlyn Dever (L) gra Misty, najlepszą przyjaciółkę Anniki (Moretz), która wcale nie jest zazdrosna o nową przyjaciókę przyjaciółki. Odświeżające.

Jej zagubienie i dyskomfort potęguje dokonanie na weselu koleżanki dwóch nieprzyjemnych odkryć… Niedługo potem, zupełnie przypadkiem zaprzyjaźnia się z gromadą nastolatków i odkrywa, że w sumie z nimi ma więcej wspólnego. Postanawia dać sobie tydzień na przemyślenie życia i zebranie myśli, w tym czasie „ukrywa” się u nowej koleżanki, bardzo sympatycznej licealistki Anniki (Moretz), której pomaga wybrać makijaż na bal maturalny. Ten wątek mógłby być dziwny lub naciągany, ale dzięki dobrym dialogom i ciekawemu przedstawieniu postaci jesteśmy w stanie uwierzyć, że mimo różnicy wieku dziewczyny naprawdę się zaprzyjaźniają, że znajomość nie jest tylko elementem regresu głównej bohaterki. Tymczasem Megan poznaje Craiga (świetny Rockwell, który dla mnie zawsze pozostanie mordercą z Niebezpiecznego umysłu), ojca przyjaciółki, i z nim też dogaduje się bardzo dobrze, jeśli nawet nie lepiej…

chloe-grace-moretz-and-a-turtle-from-laggies.jpg

Ważnym bohaterem jest też żółw.

Co ciekawe, film nie piętnuje „niedojrzałości” głównej bohaterki. Okazuje się, że właściwie wszyscy bohaterowie — ojciec Megan, jej chłopak, Annika, Craig, matka Anniki —  w jakimś stopniu „dryfują” przez życie. Przesłanie wydaje się raczej takie, że nie chodzi o pozbycie się młodzieńczych idei i „wydoroślenie” na siłę, tylko i to, że trzeba przestać czekać, aż coś się wydarzy i wziąć życie w swoje ręce. Silną stroną „Laggies” są śmieszne, inteligentne dialogi i ciekawie zbudowane, wielowymiarowe postacie i relacje między nimi. Może i bohaterowie zaprzyjaźniają się nierealnie szybko… ale jakoś nie trudno jest nam, widzom, to kupić.tumblr_nk657u09bl1rsyukao1_500.jpg

Plus — w scenie upijania się w zadomowej meksykańskiej melinie Knightley i Rockwell doskonale oddają „głębię” rozmów po zbyt dużym spożyciu burbona.


mv5bn2zknwfjyzktodkwny00ymm3ltkzmgutmtrhmdlmzgzhztu0l2ltywdlxkeyxkfqcgdeqxvyndg3mtqxotg-_v1_sy1000_cr006661000_al_

1 Night

USA 2016

reż. i scen. Minhal Baig

wyk. Anna Camp, Justin Chatwin, Isabelle Fuhrman, Kyle Allen

Jako że, pomimo ZŁEGO zwiastuna, „Laggies” okazało się pozytywnym zaskoczeniem, postanowiłam dać szansę „1 Night”. To był jednak duży błąd.

Zaczyna się długim montażem, podczas którego głos bohaterki z offu zaczyna snuć pretensjonalne rozważania w stylu „czy chcielibyście wrócić do przeszłości, nawet wiedząc, że nie uda się wam nic zmienić?”. Rzecz się dzieje w podejrzanie opustoszałym hotelu. Mamy dwie pary: Elizabeth (Camp) i Drew (Chatwin), trzydziestoparoletnie małżeństwo z problemami oraz czubiących się maturzystów Bea (Fuhrman) i Andy’ego (Allen), którzy wymykają się z after-party po nieudanym dla nich balu maturalnym. Dość szybko okazuje się, że to tak naprawdę jedna para, tylko ci starsi cofnęli się w czasie (!) aby przypomnieć sobie wieczór, w którym się w sobie zakochali.

Problem w tym, że gdyby to nie było wprost powiedziane i w zwiastunie, i kilkakrotnie przypominane widzowi, to bym się nie zorientowała, ponieważ ani wyglądem, ani zachowaniem „starzy” w ogóle nie przypominają „młodych”. Chciałam napisać, że charaktery mają inne, ale problem w tym, że „starzy” nie mają charakterów, przez cały film krzyczą w swoim kierunku denne stwierdzenia, niczym wyjęte ze zbioru najbardziej sztampowych zwrotów historii kina („Już nigdy ci nie zaufam…”, „Nie pamiętasz? Pamiętam…”, „Nic idź za mną… Poczeeeekaj!!”). Wątek nastolatków już jest lepszy, aktorzy przynajmniej się starają, a bohaterowie boczą się, więc jest ciekawiej.

One-Night-Tiffany-Roohani-nuotr-25.jpg

Jedyny znośny sposób na oglądanie tego filmu.

Mimo kilku fajnych, uroczych pomysłów, dialogi strasznie kuleją, a postacie są bardzo kartonowe. A to problem, bo film aspiruje do bycia kolejnym dziełem „chodzonym i mówionym”, niczym trylogia Przed… Linklatera czy Zanim się rozstaniemy. A to nie może wyjść bez ciekawych bohaterów i sprawnie napisanych i prowadzonych dialogów.

Nie mówiąc już, że potencjał wprowadzenia wątku krypto-sci-fi został całkowicie zmarnowany. Ale wiarygodności powiedziano dobranoc już w chwili, kiedy próbowano nas przekonać, że śliczna Anna Camp, która dalej z powodzeniem gra studentkę w Pitch Perfect, jest „stara i zbrzydziała”.

1 NIGHT, (AKA ONE NIGHT), FROM LEFT: JUSTIN CHATWIN, ANNA CAMP, ISABELLE FUHRMAN, KYLE ALLEN, 2016.

1 NIGHT, (AKA ONE NIGHT),  © LEVEL 33 ENTERTAINMENT

Podsumowując:

Oba filmy zrobione zostały nakręcone w około dwa tygodnie na podstawie scenariusza debiutantki. W „1 Night” scenarzystka jest równocześnie reżyserką, „Laggies” natomiast wyreżyserowała doświadczona Lynn Shelton (pisałam już o Siostrze twojej siostry). Moim zdaniem jednak to dialogi  zaważyły o „złości” jednego i „dobroci” drugiego. W „Laggies” potencjalnie średni lub krypny pomysł został uratowany śmiesznymi, inteligentnym wymianami zdań i chemią pomiędzy ciekawymi bohaterami; w „1 Night” potencjalnie ciekawy pomysł został zabity drętwymi dialogami i antypatycznymi postaciami.

download-3.jpeg

W obu filmach mamy dorosłych wspominających bal i nastolatki na jego zakończeniu, jak i zestawienie nostalgii, oczekiwań i rozważań o dorastaniu i straconych marzeniach. Główna różnica polega jednak tym, że Seigel i Shelton bardzo subtelnie łączą te wątki i sprawiają, że naprawdę zależy nam na bohaterach, Baig przekombinowała z pseudo-skomplikowaniem (nie czepiam się samej podróży w czasie — kto jak kto, ale ja zwykle to uwielbiam!), a nudni bohaterowie w kółko tylko powtarzają banały.

W skrócie: Laggies to uroczy, zabawny film na leniwy wieczór. 1 Night polecam tylko tym, co cierpią na insomnię.

Ryba

Laggies-Rockwell-pot-on-head.png

Sam Rockwell udaje, że banan to miecz świetlny.

Skoro już o balach mowa: z okazji tego, że niepostrzeżenie nasz blog skończył cztery lata, serdecznie zapraszamy na kinderbal w krakowskim kinie Kika w Świętego Patryka o 19🙂 

3 thoughts on “DOBRY „Laggies” i ZŁY „1 Night”: czyli dwa filmy o wspominaniu balu maturalnego

  1. Bardzo lubię Laggies – dawno żaden film mnie tak nie zaskoczył. Idea jest dziwna, zwiastun niezbyt zachwycający, ale oglądał się fajnie. 😀 Tego drugiego nie oglądałam. Z tego, co widzę, nic mnie nie ominęło.

    • Prawda? Do Laggies zasiadłam właśnie myśląc, że przynajmniej będę mogła sobie ponarzekać na blogu (no dobra, i powzdychać do Rockwella), a tymczasem taka niespodzianka:)

      Tego drugiego nie poleciłabym nawet większości moich wrogów, jest po prostu nudny.

      • Ja go utrafiłam w telewizji jakoś przypadkiem i to, że faktycznie zaczęłam oglądać miał coś wspólnego z tym, że Sam Rockwell w nim gra :D. I kupiła mnie wizja anorektycznego żółwia namawianego do jedzenia…
        Wiem, co omijać, w takim razie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s