DOBRE makabreski: Fest Makabra

express2

Hordy koreańskich zombie ganiających po pociągach, psychopatyczni rzeźnicy robiący w szwedzkich lasach amerykańskie burgery z prawdziwego amerykańskiego mięsa (ludzkiego oczywiście) oraz krwiożerce donuty. Organizatorzy przeglądu Fest Makabra, który zorganizowany będzie w wybranych kinach całego kraju na przełomie lutego i marca, przygotowali naprawdę różnorodną ofertę dla koneserów strasznych filmów. 

Na pierwszy ogień poszły oczywiście donuty, wpisujące się w nurt niskobudżetowego kina celującego w gatunek, który wymaga raczej nieco poważniejszych funduszy. Dlatego też „Atak krwiożerczych donantów” (USA, 2016) już swoim tytułem sugeruje, że szykuje się produkcja tak dramatycznie zła, że aż dobra. Twórcą tego fascynującego kina klasy B jest Scott Wheeler, odpowiedzialny między za efekty specjalne w serialu o przygodach wojowniczej księżniczki Xeny, jaką się oglądało w latach 90. na Polsacie po obiedzie na wakacjach nad morzem. „Spodziewam się, że to taki film, na który dzieciaki z college’u będą chodziły przebrane i w trakcie seansu rzucać pączkami w ekran” — reklamuje swoje ostatnie dzieło twórca.

Faktycznie. Film o agresywnych ciastkach-krwiopijcach od samego początku poraża. Jednych od razu odrzuci, zaś innych — tak jak autora — obezwładi i oczaruje swoim tyleż entuzjastycznym, co zamierzenie amatorskim hołdem dla radosnego kina si-fi spod znaku „Sharknado”, „Martwicy Mózgu”, czy „Morderczych clownów z kosmosu”. Nasz główny bohater, Johny (Justin Ray) pracuje w obleśnym barze z pączkami, którego szef lata w dresach i ma odklejającą się perukę. Zajęcie byłoby nie do zniesienia, gdyby nie koleżanka z pracy, Michelle (Kayla Compton). Wszystko idzie źle, ale dopiero wizyta nawiedzonego wujka, który nieopatrznie wrzuci serum ożywiające szczury do oleju na donuty wywoła kataklizm. Sklecone w Paintcie agresywne pączusie z dziurką, ale za to z kłami, ruszą na żer. Na ich drodze stanie blondi wysysająca kasę z Johnego, nieco ciamajdowaty gang teroryzujący wspomnianą budę z pączkami czy policjanci, którzy gubią konwojowanego więźnia. Powstrzymać zgraję sadystycznych deserków może tylko Johny, Michelle oraz kolega Howard (Ben Heyman), nie za bardzo kryjący się z erotycznymi schadzkami z matką Johnego.

donuts

Od psychologii Johnego, sądzącego, że zajeżdżająca po raz kolejny po parę baksów blond lasia to jego dziewczyna, po znikający skuter Howarda i kompletnie bzdurne i banalne wyjaśnienie pojawienia się morderczych pączusiów (już nie wspomnę o gościnnie pojawiających się bagietkach killerach) film miażdży konceptem. Donuty dołączają do galerii niespodziewancyh obiektów, które w wyobraźni reżyserów filmowych zjadają ludzi. Przypominam, że znajdziemy tam m. in. zabójcze ryjówki (USA, 1959), ludzi-grzyby (Japonia, 1963), czy pomidory (USA, 1978). Fantastyczna jazda bez trzymanki, kino tak złe, że język angielski żałuje, że nie ma w alfabecie Ź. Mózg należy zostawić przed salą kinową.

Niech go zjedzą wygłodniałe donuty. Albo kremówki.

W podobnej konwencji utrzymany jest „Amerykański Burger” (Szwecja, 2014). Tym razem Szwedzi w bardzo niewybredny sposób robią sobie zgrywę z filmów gore, czyli horrorów koncentrujących się na scenach przemocy, często wykorzystując motywy dewiacji seksualnych, tortur i innych przejemnościach. Mało tu efektów specjalnych, za to twórcy z nawiązką nadrabiają braki budżetowe sztuczną krwią. Nie ma tu potworów czy krwawych kremówek, ale schowani w nordyckich lasach popierdoleńcy po gastronomiku, kursie stolarki i chirurgii na raz zapewniają wystarczająco dużo frajdy.

Banda uczniów collegu jest na wycieczce po Europie. Co ciekawe, poza gęstym lasem i paroma budynkami, które równie dobrze mogłby się znajdować w Kanadzie czy Rosji. niewiele zobaczą kontynentu. Akcja warto rusza z kopyta, oprawcy już po niecałym kwadransie zaczynają wycinać w pień biednych studenciaków. Kaci w białych kombinezonach niczym filip z konopii wyskakują na środek parkingu przed ubojnią „American Burger”, gdzie zatrzymuje się autokar przyszłych ofiar. I tak zaczyna się pościg po lasach w poszukiwaniu garstki, której udało się zbiec. Młode cheerlederki, futboliści, grube nauczycielki i nerdy w większości nie dają rady dostrzec w krzakach oprawców, podejmując daremną próbę ucieczki. Rzeźnicy latają zaś z popapranymi osoczem maskami i taczkami, ale mimo to dają radę sprawnie wyrzynać naiwnych turystów, któzy po prostu chcieli zjeść dobrego amerykańskiego hamburgera.

burger23

„Amerykański Burger” zdaje się być kapkę bardziej dopracowany niż „Donuty”, niemniej i tutaj nie zabraknie zupełnie bezsensownych dialogów, sikania po twarzy, softpornograficznych wtrętów i obfitych prysznicy krwi szlachtowanych bohaterów. Sceny nagle nieraz są spowalniane kompletnie niedorzecznymi wtrętami, ale wszystko to składa się na pięknie złą całość. Braki budżetowe nie pozwoliły na jakieś większe fanaberie, więc nawet ci co wrażliwsi powinni przetrwać tę krwawą ucztę.

Na drugim biegunie tych radosnych wytworów chorej wyobraźni i prawie pustego portfela znajduje się „Zombie Express” (Korea Południowa, 2016). Absolutny hit zeszłego roku w Korei Południowej, gdzie zobaczyła go rekordowa liczba 10 milionów ludzi (co piąty obywatel). Zdaniem wielu, był to najlepszy film o zombie ostatnich lat! Choć nie jestem fanem gatunku to przyznam — produkcja z drugiego końca kontynentu euroazjatyckiego cholernie wciąga. Reżyser Sang-ho Yeon dysponował nieco większymi środkami, ale wykorzystał je bardzo dobrze. Film zarobił ponad 82 milionów dolarów, a prawa do niego zostały sprzedane do 150 krajów.

express

Seok Woo (Yoo Gong), zarobiony pracownik korporacji nie ma za dużo czasu na życie rodzinne. Małżeństwo wisi na włosku, a kolejne prezenty dla córki, Soo Ann (Soo Ann Kim), w żaden sposób nie koją jej smutku, wywołanego ciągłą nieobecnością taty.W tym samym momencie, gdy Seok postanawia pojechać z młodą pociagiem do Busan w stolicy wybucha epidemia zombie. Niestety, jedna z zakażonych dostaje sie do pociągu, franca rozlewa się po przedziałach i wkrótce zostanie mała grupka, która będzie walczyła o przeżycie. Dramturgia będzie rosła stopniowo, przy niezmiennie wciągającej akcji walki z kolejnymi zastępami nieumarłych. Najpierw trzeba będzie zebrać wszystkich żywych, potem dotrzeć do kolejnego miasta, jednocześnie przedzierając się przez kolejne przedziały pełne rozjuszonych zombiaków.

Równolegle nasz bohater będzie musiał przejść wewnętrzną przemianę. Kontrast, między jego egoizmem, a chęcią co pomocy innymi córki, choć nierozwiązywalny w tak dramatycznej i ekstremalnej sytuacji, kiedy siłą rzeczy trzeba będzie kogoś zostawić, nada wszystkiemu dodatkowej dramaturgii. Twórcy w ogóle sprytnie wykorzystują motyw zombiaków, by przemycać poważne i realne dramaty. Między pasażerami wytworzy się stopniowo więź, ale czy można ryzykować i przekonywać całą grupę, by zwlekała z zabarykadowaniem drzwi, jeśli widzimy, że jeden z naszych został w tyle, ale tuż za nim tłoczy się wataha wygłodniałych zombie? Co gorsza, co zrobić, gdy kolega zostanie zainfekowany i żeby uratować zdrowych trzeba go będzie zdzielić po czaszce bejsbolowym kijem?

Te świetnie przemycone problemy prowokowały wielu do traktowania filmu jako wyrafinowanej krytyki stosunków społecznych w kraju. Szczególnie, że w międzyczasie wybuchł skandal, który może pozbawić prezydent Korei stołka. Jeden z bohaterów, starszy mężczyzna o uprzywilejowanej pozycji, nie waha się dochodzić po trupach do celu, rzucając na pastwę zombie niewinnych uczniów, byle tylko uratować swój tyłem. Zainicjowana przez niego wcześniej histeria, że ocaleni są zombie i trzeba się ich pozbyć prowokują do szukania aluzji wobec tak impregnowanej na racjonalne argumenty polityki wykluczania i piętnowania. Niemniej popularność filmu za granicą pokazuje, że DOBRO tego horroru polega na uniwersaliźmie treści, wykraczającym poza granice rodzimego kraju.

Nie ma się co bać, nie jest to kino moralnego niepokoju z Korei z zombiakami w tle. O nie! Niemal od samego początku do samego końca nieumarli wściekle naparzają, nie zostawiając nikogo w spokoju. Faktycznie, ich sprawność fizyczna i szybkość, w jakiej się poruszają, jest godna podziwu, niemniej w pełni oddajemy się tej doskonale zmontowanej historii.

Bo to w końu chyba najlepsza naparzanka z Azji od czasu indonezyjskiego „Raida”. (Tak? Nie?)

Na marginesie: długo szukałem, pociąg miał jechać do Pusan czy Busan. Odsyłam do artykułu na Korean Times na ten temat, choć podobno Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych ma inne zdanie…Co najważniejsze — polski tłumacz dał radę, z „Pociągu do BPusan” robiąc „Zombie Express”. Niemniej nie zmienia to faktu, że film jest przedni.

fest-makabra-lista-kin

W trakcie Fest Makabra jest w czym wybierać. Jak pójdziemy, to pewnie chcielibyśmy zobaczyć drugą produkcję z Korei Południowej, czyli nieco bardziej kryminalny „Lament”. Dobrze wygląda też fiński „Bodom”, choć zapowiada się wyjątkowo krypnie. Na stronie internetowej Makabry znajdziecie aktualną listę kin, biorących udział w akcji oraz zwiastuny filmów.

Słowem — czy lubicie kino klasy B, azjatyckie zombiaki czy kryminały z solidną dawką emocji na pewno znajdziecie coś dla siebie. Dajcie znać, co wam się najbardziej podobało albo na co sie wybieracie!

Słoń

Za możliwość oglądnięcia i zrecenzowania filmów dziękujemy dystrybutorowi „Kino Świat”, będącego organizatorem przeglądu FEST MAKABRA.

P.S. Na dniach na blogu pojawi się konkurs z nagrodami, dlatego czuwać!;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s