Dobry Film: Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej

SZTUKA KOCHANIA  - © Fot Jaroslaw Sosinski / Watchout ProductioGdy twórcy „Bogów” zabierają się za film o kobiecie, która za komuny wychowała seksualnie całe pokolenie Polaków oczekiwania są duże. Dodajmy, że mamy do zobaczenia najprawdopodobniej najbardziej naszpikowany scenami erotycznymi film w historii polskiej filmografii, którego partnerem (medialnym!) jest producent środka na erekcję, a uwielbiany aktor znany z roli Papieża Polaka wciela sie w postać żyjącego w trójkącie pornografa. Czy może z tego wyjść dobry film? Odpowiedź jest zaskakująca jak pierwszy pocałunek…

„Szutka Kochania: Historia Michaliny Wisłockiej”

Polska, 2016

reż. Maria Sadowska, scen. Krzysztof Rak,

wyk. Magdalena Boczarska, Eryk Lubos, Justyna Wasilewska

Gdyby nie ten film, młodsi pewnie nie mieliby pojęcia kim jest Michalina Wisłocka. Dla wtajemiczonych, a na pewno dojrzalszych, bohaterka filmu Marii Sadowskiej jest oczywiście postacią kultową, która wprowadzała rzesze Polaków w arkana sztuki miłosnej. Jej sukces i zasięg oddziaływania trudno przecenić: przeszło 7 milionów sprzedanych egzemplarzy tylko w kraju, bo na „Sztukę Kochania” — pierwszy seksuologiczny poradnik w Układzie Warszawskim (tak mruczy wikipedia) — równie dużą chcicę mieli bracia zza granicy, a podobno dotarła i do Chin. Te 7 milionów to oczywiście szacunki pomijające pirackie wersje, kopiowane w trudnych do oszacowania ilościach. A i dodać należy kolejne wydania poradnika. Rzecz jasna — truizm seksuologów — nie wielkość ma znaczenie (w końcu Stachursky sprzedaje miliony płyt, Clinton zdobyła ponad dwa miliony więcej głosów niż Trump, a Feuerbach nienarzekający na powodzenie kobiet był impotentem). Bez przesady można powiedzieć, że to dzięki Wisłockiej Polacy dowiedzieli się, że kobieta też ma prawo (i powinna!) doznawać orgazmu. Pionierka masowej edukacji seksualnej za swój cel obrała , by  „Sztuka kochania odgrywała rolę doświadczonego przyjaciela kochających się par i wprowadziła do ich dnia powszedniego wiele radości”. Oczywiście nie mogło się to wszystkim spodobać. Na publikację swojego opus magnum autorka czekała parę lat.

Kanwą fabuły jest droga do publikacji „Sztuki Kochania”. Koncentrujemy się na trzech wątkach składających się na historię Wisłockiej (w filmie — nieustannie — Magdalena Boczarska) w latach 1939-1976 — skomplikowanym życiu rodzinnym z mężem Stachem (Piotr Adamczyk) i przyjaciółką Wandą (Justyna Wasilewska); przygodach w uzdrowisku w Lubniewicach, gdzie Wisłocka wpada w burzliwy romans z Jurkiem (Eryk Lubos) oraz same perypetie wydawnicze. Daje to przekrojowy obraz Wisłockiej, jako niezwykłej osobowości. Nie wolnej od problemów i konieczności podejmowania trudnych decyzji, konsekwentnie podążającej za swoją pasją. Skomplikowanej osobowości, w której mieszała się empatia i introwertyzm, inteligencja i prostota, awangardowe idee i przaśne kiecki. W końcu podobno obwołano ją najgorzej ubraną kobietą PRL-u, a i — według córki — miała cierpieć na zespół Aspergera! Dostajemy szeroki kontekst historyczny, a dzięki temu jej motywacje, lęki, a w końcu upór w walce o wydrukowanie książki z rozdziałem o orgazmach kobiet stają się jasne i logiczne.

SZTUKA KOCHANIA  - © Fot Jaroslaw Sosinski / Watchout

Historia Wisłockiej jest przebogata, ale scenarzystom koniec końców udało się ze skomplikowanej biografii wyselekcjonować najważniejsze wątki. Sądzę, że trochę za dużo czasu poświęcono perypetiom rodzinnym i kanikułom na Mazurach, niemniej wybaczam. Rozumiem pokusę, a i po prostu dobrze się to ogląda. Przede wszystkim Boczarska, która gra — przynajmniej do tej pory — swoją rolę życia. Jej kreacja jest dobra, ukazuje całe skomplikowanie osobowości Wisłockiej, ale — co ważne — cały czas jesteśmy po jej stronie i jej kibicujemy. Na pierwszy plan zdecydowanie wychodzi w filmie działalność bohaterki jako rewolucjonistki-edukatorki. Jej poszukiwanie szczęścia w życiu osobistym oraz działalność pisarska jest równie ważna, ale to jej pasja i wiara w swoją misję są motywem przewodnim.

Dookoła przewija się korowód postaci, a każda wprowadza nową energię. Rodzinny trójkąt z Adamczykiem i Wasilewską iskrzy od napięcia do samego końca. Szowinistyczne świnie z Wydziału Kultury KC PZPR, czyli tercet Jakubic-Mecwaldowski-Barciś jest uroczo disowany przez Wisłocką. „Skąd jesteś?” — pyta bohaterka, a gdy w odpowiedzi słyszy nazwę miasta wypala: „Nie, jesteś z waginy!”. Co rusz pojawiają się fanki talentu i wiedzy Wisłockiej, niestety, ruda Karolina Gruszka blednie przy pani Danucie Stence jako generałowej. Fani serialu „Artyści” z radością odkryją Krzysztofa Dracza w biskupiej sutannie („Eminancje to się do kardynała mówi. Józef jestem!”) czy Andrzeja Kłaka jako poetę na ognisku, na którym bawi też Grzegorz Halama. Na schodach gmachu KC przebiegnie Tomasz Kot — prof. Religa z „Bogów”.

SZTUKA KOCHANIA  - © Fot Jaroslaw Sosinski / Watchout

Drobnostka — zarejestrujcie pracę kamery. Zjazd z lustrzanego odbicia na bohaterów. Cholera, jak takie rzeczy — dobrze zrobione! — cieszą! Radzimir Dębski też odwalił kawał porządnej roboty w ścieżce dźwiękowej, która jest wyrazista i świetnie zgrana z akcją. Jednocześnie nie pcha się przed szereg, pozostaje tam, gdzie miejsce muzyki w takich filmach.

Jestem pod dużym wrażeniem tego, że udało się zrobić przesycony seksem polski film, który się dobrze ogląda. Jest ostro, intensywnie, aktorzy pokazują dużo wdzięków. Ale jest estetycznie, erotycznie i bez żenady. Dużo, bardzo dużo tego seksu, no ale cholera o kim jest ten film?! Podobnie z poczuciem humoru — wiadomo, musi być przaśnie, ale wszystko jest robione ze smakiem. Piję tu nie tylko do rodzimej kinematografii — naprawdę, sztuką jest zrobić inteligentą opowieść o tych sprawach, trzymając pewien poziom. Tym bardziej jestem pod wrażeniem tego, co się udało w „Sztuce Kochania”.

A co się nie udało? Nie sądzę, żeby te dwie godziny wszystkim szybko leciały. Finał z wydaniem książki też pozostawia trochę niedosytu, chyba można było to zrobić z większą werwą. Tym bardziej, jak widzimy, ile zachodu to wymagało i pociągnięcia ilu sznurków (sznurków!!!!). Mści się jednak trochę próba dokładnego ukazania szerszej biografii. Jest ona w pełni zasadna i istotna dla budowania portretu psychologicznego Wisłockiej, ale czasem mniej znaczy więcej.

W filmie opór wobec publikacji wynika z obaw o morale kraju Partii i Kościoła (jedyny raz kiedy PZPR i księża mówili to samo?). Tymczasem faktycznie chodziło o konkurencję — proces wydawniczy blokowali seksuolodzy, widzący w Wisłockiej poważną konkurencję. Poza tym dziwią portrety Gomułki w 1972 r. i przystanek autobusowy w polu miasta, które w centrum ma katedrę gotycką. Jeśli już jednak jesteśmy przy historii — poza tymi drobnymi, nie wytrącającymi z rytmu potknięciami — „Sztuka Kochania…” nie ustępuje „Jestem Mordercą” czy „Ostatniej Rodzinie” — w stylizacji hisotrycznej nasz przemysł filmowy konkretnie daje radę! Dobrze też ukazano problem w terenie. Scena, gdy ksiądz intonuje na spotkaniu z Wisłocką pieśń religijną, by zagłuszyć deprawatorkę ludu jak żywo mogłaby wydarzyć się i dzisiaj.

SZTUKA KOCHANIA  - © Fot Jaroslaw Sosinski / Watchout Productio

„Nic się nie zmieniło od tego czasu!” — skostatowali gorzko rodziciele po seansie. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie jest nawet gorzej. Teraz młodzi czerpią wiedzę z pornografii i filmów. Wtedy przynajmniej mieli Wisłocką. Prosiło się o odniesienia do współczesności, ale twórcy słusznie zrezygnowali z tej pokusy. Pod koniec filmu nie pojawia się nawet zdjęcie samej Wisłockiej. Jedynym odniesieniem do rzeczywistości jest informacja o uhonorowaniu seksuolożki Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski w 1997 r. Sam lubię, gdy film fabularny walczy o swoją autonomię, ograniczając do niezbędnego minimum nawiązania do faktycznych postaci. Co więcej, moze w tym tkwi moc tego filmu — uciekając od współczesności, jedynie nabiera dodatkowego, krytycznego wobec dzisiaj wydźwięku.

„Szuka Kochania: Historia Michaliny Wisłockiej” jest naprawdę dobrym filmem. Nie doprowadza nas — jakby chciała Wisłocka — do orgazmu, bo ma parę mankamentów i można przyczepić się o lekką dłużyznę. Z resztą nie od tego są filmy. Poczytajcie Wisłocką.

Słoń

Zdjęcia: materiały prasowe

3 thoughts on “Dobry Film: Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s