Paterson: DOBRY film, który nas podzielił

paterson-2016-005-adam-driver-in-uniform-walking-outside-bus-garage_0.jpg

Nowy Rok zaczęliśmy optymistycznie (wreszcie wykupiliśmy domenę!), ale w czwarty dzień roku stało się coś niezwykle niepokojącego: wyszliśmy z kina z zupełnie innymi wrażeniami. I nie chodzi tylko o to, że ja bawiłam się świetnie, a Słoń zasnął i podchrapywał niczym angielski buldog bohaterów — ja odebrałam ten film jako w sumie optymistyczne przedstawienie spokojnie pogodnej codzienności, Współautora nieprzespane momenty przygnębiły, odebrał tą codzienność jako obezwładniająco beznadziejną. Zapewne różnice w naszym odbiorze wynikają nie tylko z mojego bardziej wyrafinowanego gustu, ale w dużej mierze z odmiennych temperamentów (w sumie dobry temat na pracę magisterską lub doktorską z psychologii…). Jedno jest pewne: to w sumie dobrze świadczy, że film, w którym bądź co bądź niewiele się dzieje, potrafi doprowadzić do tak skrajnych emocji i wciągnąć nas w godzinną dyskusję podczas której o mało co nie doszło do ostrej wymiany zdań (Współautor nazwał mnie pogardliwie „kluską śląską”, ale wzięłam to za komplement ponieważ kluski śląskie są pyszne). 

paterson_plakat

Paterson

USA 2016

reż. i scen. Jim Jarmusch (autor wierszy: Ron Padgett)

wyk. Adam Driver, Goldshifteh Farahani, Barry Shabaka Henley

Adam Driver gra kierowcę autobusu (Was też to śmieszy?) a zarazem poetę, który nazywa się Paterson i mieszka w mieście Paterson w stanie New Jersey. Jak na „dziurę,” zainspirowało całkiem dużo poetów i pisarzy: Ginsberga, Keruaca, czy wreszcie Williama Carlosa Williamsa — ulubionego poetę Patersona. Bohater dzień po dniu budzi się u boku żony Laury (Farahani), je cheeriosy w szklance, idzie do pracy, pisze, gada z kolegą, prowadzi autobus, przysłuchuje się rozmowom pasażerów, je drugie śniadanie przy wodospadzie, wraca do domu, rozmawia z żoną, bierze psa na spacer, czasem spotka innego poetę, idzie do baru gdzie gada z barmanem i współpijącymi, i tak w kółko, aż do weekendu.  I jeszcze wszędzie widzi bliźniaki. W międzyczasie układa w głowie poezję.

I tu jest coś, co spodobało się nam obojgu  — dobra poezja (napisana zresztą przez „prawdziwego” poetę, Rona Padgetta) i to, jak jej pisanie zostało przedstawione. Mianowicie widzimy na ekranie kolejno pojawiające się linijki — bardzo dobrze, w końcu sposób zapisania jest tak samo ważny, jak to, co jest napisane , a czasem istotniejszy.  Bardzo ciekawie pokazane jest, jak czasem przypadkowo zasłyszane sformułowania czy obserwacje inspirują bohatera, nagle zaczynają układać się w wersy. Jak William Carlos Williams, który opisując, jak powstawał jego długaśny i niedokończony poemat Paterson, wspomniał:

„Przechadzałem się po ulicach; jeździłem tam w niedziele, w lecie, kiedy ludzie przebywali w parku i  kiedykolwiek się dało przysłuchiwałem się ich rozmowom; przyglądałem się, co robili i włączałem to wszystko do wiersza”. (Przekład mój, cytat zerżnęłam z recenzi Anthony’ego Lane’a w New Yorkerze.

O poezji dużo się tu rozmawia. Także, co zauważam z profesjonalną i akademicką radością, o jej przekładzie. Spotkany w niedzielę bohater przyrównuje przekład poezji do „wchodzenia pod prysznic w płaszczu przeciwdeszczowym”. Jako tłumaczka i przekładoznawca muszę przyznać, że coś w tym jest. Choć sama lubię brać prysznic w pelerynie. Współczuję tłumaczom tego filmu na całym świecie.

138925716_PATERSON_D28_0290.jpg_unorm.jpg

Jednym z motywów przewodnich tego filmu jest powtarzalność, co widać i w rozmowach, i  w warstwie wizualnej. Mamy zbiegi okoliczności – wątki czy tematy powracające w rozmowach, obrazach, na wiszących w mieście plakatach. Ta powtarzalność i monotonia to coś, co odebraliśmy inaczej. Dla mnie jest to taka „pogodna stabilizacja”, dla Współautora – nudna, przygnębiająca beznadzieja. Tak samo inaczej odbieramy głównego bohatera (zgadzamy się jednak, że został świetnie zagrany): tam, gdzie Słoń widzi człowieka stłamszonego i oddającego się beznadziei, ja widzę po prostu widzę kogoś spokojnego i cichego, któremu wystarcza sama radość pisania, a nie czuje potrzeby dzielenia się swoją poezją (warto zaznaczyć, że sam Paterson nigdy nie nazywa się poetą). Brak ambicji niekoniecznie musi być czymś złym — może wynikać z zadowolenia tym, czym się ma, z umiejętności cieszenia się małymi, codziennymi rzeczami. Dla mnie Paterson jest zakochany, dla Słonia — zamknięty w toksycznym związku.

Paterson-5-620x412.pngNiektórym Laura działa na nerwy, ale trzeba przyznać, że ma fajne poczucie stylu

Przyznam, że Laura, żona bohatera, może grać na nerwach, ale ja wcale nie zauważyłam, aby bohaterowi to przeszkadzało. I to jest to, co Współautora najbardziej raziło – Paterson według niego traci, gdy poznajemy go przez pryzmat związku. Laura, w przeciwieństwie do męża żyje średnio realistycznymi marzeniami, snując kolejne niepewne plany na biznes. Fakt, sprzedaż babeczek okazuje się sukcesem, ale wiemy, że tart nie robi najlepszych — o czym sama nie wie. Słoń zastanawia się, czy aby jej wygórowane ambicje nie zderzą się w przyszłości ze stoicyzmem Patersona i uważa, że bohater nie jest aż tak szczęśliwy, jak mamy myśleć.

Niemniej według mnie, jedną z mocniejszych stron tego filmu jest połączenie jarmushowskich „epizodów” z procesem tworzenia poezji. Pokazanie, że z codzienności i zwyczajności da się wyciągnąć coś pięknego.

Kto z nas ma rację? Ja zachwycona spokojnym filmem o poezji, czy znudzonym nieśpiesznym tempem Współautor?

Musicie przekonać się sami. Możecie albo się dobrze bawić, albo przynajmniej się wyspać.

Ryba.

P.S. Oboje niezależnie stwierdziliśmy natomiast, że mężczyzna z fotografii wiszącej w piwnicznym gabinecie (poeta William Carlos Williams) na pierwszy rzut oka przypomina… Andrzeja Dudę.

william_carlos_williams_passport_photograph_1921

3 thoughts on “Paterson: DOBRY film, który nas podzielił

  1. Widziałam dzisiaj zwiastun tego filmu (nie wiem jakim cudem nie widziałam go wcześniej) i już w tym zwiastunie jest taka pogodna nieśpieszna atmosfera, że aż byłam ciekawa, czy utrzymuje się przez cały film.

  2. Okej, widziałam wczoraj. Jestem bardzo na tak i po stronie Współautorki!

    I widzę tu film, który można odczytywać jak tylko się chce. Opowieść o marazmie, smutnej rzeczywistości, beznadziei? Widzę powody. Historia o pogodnej harmonii i cichym szczęściu? Jak najbardziej. Może z tego powodu, że naoglądałam się „Dziewczyn”, w których Driver jest naprawdę dziwnym, zamkniętym w sobie człowiekiem, mam wrażenie, że bohater jest mimo wszystko zadowolonym introwertykiem, któremu niewiele więcej do szczęścia potrzeba. A może nie jest osobą, a codziennym, mało spektakularnym uosobieniem/echem beatnikowskiego ducha miasta, którego miano nosi w nazwisku?

    Podobało mi się, że w niektórych momentach otoczenie mówiło za bohatera – na przykład przy tworzeniu wiersza o zapałkach przechodził koło napisu „FIRE” na ścianie. Plus ta reklama rozwodów na autobusie… Czy ta jego dziewczyna ma zamiar zarabiać kiedyś w życiu? 😀

    Z wrażenia aż mnie przygasiło, że od tak dawna nie pisałam. I kupiłam sobie po wyjściu z kina notatnik. Na wiersze.

    🙂

    • Hahaha! Tak, nawet Wspołautora to skłoniło do pomyślenia o kajecie (ja mój mam na podorędziu).

      Bardzo się cieszę, że Ci się podobało, że się ze mną zgadzasz:)

      Rzeczywiście — dużym plusem jest możliwość różnego odbioru tego filmu. Muszę to jeszcze raz obejrzeć, aby dowyłapywać jeszcze więcej szczegółów!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s