Katastrofalnie Zły: Sprzymierzeni

allied.png

Gdy ustały pierwsze spazmy śmiechu, minęło paraliżujące niedowierzanie i szokujące zdziwienie pojawiło się pytanie: jak w drugiej dekadzie XXI w. można zrobić tak niewyobrażalnie zły dramat rodzinno-szpiegowski z gwiazdami pokroju Brad Pitt i Marion Cotillard? Aktorzy grają, jakby wiedzieli, w jaką szmirę się wpakowali; fabularne bezsensy potęgowane są kuriozalnymi dialogami i historycznymi nieścisłościami (pod wieloma względami „‚Allo ‚Allo” jest bardziej realistyczne), a nam przychodzi się z tym męczyć prawie dwie godziny. Plotki o rzekomym romansie Pitta i Cotillard były chyba żałosną próbą zdesperowanych speców od marketingu , aby wzbudzić jakiekolwiek zainteresowanie tym wtórnym, a zarazem wyjątkowo durnym filmem.

allied

Jak można tak dziecku obciąć głowę?

Allied

USA, Wielka Brytania 2016

reż. Robert Zemeckis, scen. George Knight

wyk. Brad Pitt, Marion Cottilard

Scena 1. 1942 r. On — aliancki szpieg — ląduje na spadochronie na środku pustyni. (Współautorka już zaczęła się śmiać, przypomniawszy sobie pustynne sceny w Kosmicznych Jajach). Dostaje się do Casablanki, gdzie spotyka (po raz pierwszy w życiu) swoją francuską partnerkę i razem przygotowują się do akcji na bankiecie dyplomatycznym, gdzie mają udawać szczęśliwe małżeństwo. Do imprezy jest 10 dni, a Kanadyjczyk z Ontario musi nauczyć się mówić po francusku z paryskim akcentem. Po drodze ma udowodnić niemieckiemu dyplomacie, że jest specem od górnictwa pisząc na kartce wzór złoża, jakie wydobywa, a swoją pokerską pasję potwierdza parominutowym tasowaniem kart, przy której triki ancymonów z „Iluzji”, wyglądają jak pokaz sześciolatka cieszącego się z zestawu „Mały Magik”.

Scena 2. Między agentami nawiązuje się relacja romantyczna i to mimo bon-motu, że „Ci co się pieprzyli, tak spieprzyli, że ich rozpieprzyli!” Nadchodząca nie wiadomo skąd nastrojowość ma swój finał w erotycznej scenie w samochodzie, stopniowo zanurzającym się w piaskach szalejącej dookoła pustynnej burzy. W następnej scenie, szpiedzy  — cali, zdrowi, z czystym i działającym autem — rozmawiają po angielsku na ulicy Casablanki, gotując się do nadchodzącej akcji na bankiecie.

Scena 3. Rozweselona rodzinka cieszy się pięknem pogody na pikniku. Parę metrów za nimi tlą się resztki zestrzelonego poprzedniej nocy niemieckiego bombowca (który jest nieproporcjonalnie gigantyczny w porównaniu z otaczającą go ludnością). Jakby kuriozalności było mało, w poprzedniej scenie ona poprosiła go, żeby następnego dnia gdzieś wyjechali i choć na chwilę „zapomnieli o wojnie”. Na kocyku piknikowym mają pod dostatkiem jedzenia.

I tak cały czas. Od pierwszej sceny, gdzie agent Max Vatan w cholernie złych efektach specjalnych ląduje na środku pustyni, po wzięte z robionych w darmowych programach do obróbki wideo napisy końcowe dostajemy dzieło, jakie spokojnie powinno zgarnąć wszystkie Złote Maliny. Wrażenie jest potęgowane konwencją kina szpiegowskiego, które wymaga i od widza,  i od twórcy pewnej dozy inteligencji. Tymczasem tu szpiedzy nie potrafią kłamać; mamy nocne wymknięcie się męża z domu na wycieczkę samolotem za linię frontu i procedury bezpieczeństwa kontrwywiadu, które wyłapują agentów nasyłając na nich ich współmałżonków. Jasne, Bond jest postacią pełną komizmu w swojej wszechogarze, a fabuły le Carre’go wymagają nieraz dłuższych analiz, ale jakiś poziom trzeba utrzymywać.

allied-brad-pitt-005-1280x538.jpg

Pitt już wolałby wleźć do tej szafy i skończyć w niej, jak jego bohater w „Tajne/Poufne”

Jeśli wątek szpiegowski jest żałosny, to brak słów na stylizację historyczną. Tutaj można się czepiać szczegółów, ale Lizzy Caplan jako powszechnie akceptowana lesbijka na imprezie wojska w czasie, gdy homoseksualizm karano więzieniem, każe nam wyrzucić jakąkolwiek wiedzę historyczną … Nie mówiąc już o tym, że w filmie Niemcy bombardują Londyn jakieś dwa lata po faktycznych bombardowaniach (dostajemy jeszcze niezwykle estetyczny i sterylny poród podczas opóźnionego o parę lat Blitzu), a dużo zwrotów akcji opiera się na tym, że w bazach RAFu nigdy nie chowają samolotów do hangarów — wręcz przeciwnie, samoloty zawsze stoją już zatankowane na pasie startowym…

Wydawałoby się, że z taką obsadą najprostsze będzie zbudowanie wiarygodnej relacji między głównymi bohaterami, ale i to przerasta twórców. Romans rozwija się mozolnie, niezrozumiale, pojawia się nagle i znikąd jak agent Max na piaskach nieopodal Casablanki. Bohaterowie wplątują się w coraz bardziej przekombinowane tarapaty, a my nigdy nie dowiadujemy się, jak z nich uciekli — w chwili, gdy sprawy się komplikują mamy zwykle cięcie i przerzucenie akcji o kilka godzin, tygodni, czy miesięcy do przodu.  Dostajemy wszystkie klisze kina szpiegowskiego i ckliwego melodramatu, bez ani milimetra dystansu czy ironii pozwalającej przełknąć choć trochę tego absurdu.

No i ten niezamierzony komizm. Jak wtedy, gdy agent Max rzuca stołem, spod którego wyjmuje broń i urządza krwawą łaźnię na dyplomatycznej recepcji. Trąci to Tarantino, ale jest tak cholernie poważne, że budzi nasze rozbawienie swoją nieporadnością. I przy okazji — po „Bękartach Wojny” nie wyobrażamy sobie poważnej produkcji, w której Brad Pitt mówi w romańskim języku jako aliancki szpieg w czasach drugiej wojny światowej. Sorry, ale ten motyw za bardzo wbił się wszystkim w pamięć, by go wykorzystać po raz drugi, i to nawet nie puszczając oka do widza. Biedny aktor przez cały film się krzywi, z jego oblicza wynika, że wie, w co się wpakował i cierpi. Wszystkie strzelaniny wyglądają jak z przestarzałej gry komputerowej, a hitlerowcy strzelają tak celnie, jak szturmowcy Imperium.

Twórcy chcieli widocznie stworzyć coś, co jest równocześnie „Casablancą”, „Osławioną” Hitchcocka i „Panem i Panią Smith”. Na daremno. O ile w przygodach małżeństwa granego przez Brangelinę, które musi się ukatrupić, była wartka akcja, dużo zamierzonego komizmu i dające się wyczuć napięcie między przyszłą parą, tak para Pittilard występuje w epicko spierniczonej i nieziemsko bezsensownej opowieści o miłości ponad podziałami w czasach wojny.

Reasumując — straszna szmira. NIE WARTO.

Słoń&Ryba

allied-tsr-screen2.jpg

Ona już widzi, jakie to beznadziejne.

One thought on “Katastrofalnie Zły: Sprzymierzeni

  1. Tak tylko w ramach bycia adwokatem diabła (filmu nie zamierzam oglądać) – z tą lesbijką to trochę historyczny kłopot, ponieważ podobno (relata refero) królowa Wiktoria nie pozwoliła uznać homoseksualizmu kobiecego za karalny, ponieważ nie wierzyła w jego istnienie. Może twórcy filmu też znają tę anegdotę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s