Emma zmodernizowana: o adaptacjach DOBREJ powieści, cz. 2 (Festiwal 200 lat Emmy)

as-if

Rok 2015 to ważny rok dla fanów twórczości Jane Austen: parę dni temu obchodziliśmy 240. rocznicę jej urodzin, która pięknie zbiegła się z 200. rocznicą wydania „Emmy”. Z tej okazji Tarnina z bloga „Czytam to i owo…” zorganizowała blogowy festiwal. Tu znajdziecie wciąż aktualizowaną listę blogów i wpisów festiwalowych. Parę dni temu pisałam o „klasycznych” adaptacjach tej powieści, dziś powymądrzam się na temat modernizacji.

Po pierwsze: co to jest ta modernizacja? To przeniesienie akcji danej powieści do czasów współczesnych (lub przynajmniej późniejszych, niż w oryginale). Oczywiście modernizacje mogą być nie tylko filmowe, ale i książkowe (weźmy na przykład choćby „The Jane Austen Project” czy „The Shakespeare Project”, w których znani pisarze zostali poproszeni o uwspółcześnie klasyków literatury brytyjskiej), jednak na potrzeby tego artykułu (i tematyki tegoż bloga) przyglądam się wyłącznie modernizacjom – ekranizacjom.

2a61b-cher-clueless-34010213-500-2995b15d.gif

Uwspółcześniając daną powieść, twórcy albo decydują się trzymać jej dość wiernie, jedynie osadzając bohaterów w czasach (im) współczesnych, albo też zachowują wybrane elementy powieści, tworząc film lub serial oparty i zainspirowane konkretnym dziełem literackim, jednak z dużą ilością własnych zmian w historii. Przykładem tego ostatniego jest omawiany przeze mnie film Amy Heckerling  Clueless, który można oglądać zarówno jako ciekawą komedię, jak i jako modernizację Emmy. Nieznajomość oryginału w niczym nie przeszkadza, natomiast znajomość pozwala na wyłapywanie odniesień i jeszcze lepszą zabawę przy seansie. Tą pierwszą strategię, wierniejszą strategię można znaleźć wśród multum adaptacji internetowych, o których zaraz napiszę szerzej, a wśród nich skupię się rzecz jasna na Emma Approved.

Zanim jednak przejdę do omawiania „badanych” dzieł, pragnę zaznaczyć, że będę znacznie bardziej uważać, żeby niczego nie „zepsuć” niż w przypadku adaptacji klasycznych. Jedną z największych przyjemności w oglądaniu dzieła zainspirowanego książką jest wyłapywanie odniesień do oryginału i zastanawianie się, jak i czy zostaną przedstawione poszczególne elementy. Dlatego też nie zamierzam Was tego pozbawiać: opiszę pokrótce strategie modernizacyjne oraz ogólnie porównam podejście tych adaptacji do wierności, jednak postaram się zostawić dużo pysznych niespodzianek:)

Zacznijmy więc, od Clueless (tytuł polski… Słodkie zmartwienia):

 

where-are-they-now-the-cast-of-clueless-20-years-later.jpg

Clueless

USA 1995

reż. i scen. Amy Heckerling

wyk. Alicia Silverstone, Paul Rudd, Brittany Murphy

Początkowo ta adaptacja wydaje się być bardzo luźna, nawet imiona są zmienione (by pasowały do zamożnych nastolatków z Miasta Aniołów pod koniec 20 wieku – co też stanowi pewien komentarz społeczny). Emma ma na imię Cher (tak, na  cześć piosenkarki). Jest piękna, bogata, ma dobre oceny (które zawdzięcza nie tyle pilności, co sile perswazji). Razem z przyjaciółką Dionne (która razem z panną Gheist dzieli część cech panny Taylor), postanawiają wyswatać dwójkę samotnych nauczycieli. Po sukcesie, Emma postanawia dalej uszczęśliwiać wszystkich naokoło, zabierając się za nieszczęsną Tai, nową koleżankę z klasy. Ojciec Cher/Emmy nie jest mizernym hipochondrykiem, tylko cholerycznym prawnikiem, choć córka dalej o niego dba (pilnuje, by jego cholesterol i ciśnienie utrzymywały się w normie). Nie może też zabraknąć odpowiednika pana Knightleya, tu pod postacią  Josha (w tej roli czarujący Paul Rudd), czyli „byłego brata przyrodniego” Cher: ojciec Cher był przez bardzo krótki czas trzecim mężem matki Josha. Tu różnica wieku jest mniejsza, Emma ma prawie szesnaście lat, Josh jest na pierwszym roku studiów (czyli ma 18/19 lat).

rs_1024x759-150702135154-1024-paul-rudd-clueless_copy.jpg

Jak wspomniałam, na początku film wydaje się być BARDZO luźno oparty na Emmie, jednak jakoś w połowie podobieństwa zaczynają być bardziej wyraźne. Kilka scen z książki jest bardzo wiernie przeniesionych do lat dziewięćdziesiątych. Elton (tu bohater ma tak na imię) jest bardzo dobrze oddany, sceny z portretem i ta „w powozie” zostają bardzo dobrze oddane. Tak samo mamy „bal pod Koroną”. Największą „wierność” widzimy w „ślepocie” oraz przemianie bohaterki. Choć jej pomyłki mają czasem inny charakter niż w książce (zważywszy na czas i miejsce wydarzeń), jednak wyraźnie widać podobne dojrzewanie postaci. Alicia Silverstone świetnie radzi sobie łącząc szkolną „popularność” Cher oraz pewne zadufanie w sobie z prawdziwą poczciwością, uroczą naiwnością i dobrymi chęciami.

Jest to przeuroczy, niezwykle śmieszny, wręcz kultowy film. Bohaterowie mówią przeciekawym językiem „kalifornijskiego slangu”.  Jest to zarówno parodia gatunku teen movies w których bogate nastolatki leczą rany po operacjach plastycznych i jeżdżą samochodami, jak i śmieszna satyra na „affluenzę” – której niektóre elementy komiczne okazały się prorocze (np. to, że wszyscy „są na komórkach”). Jest to zabawna komedia sama w sobie, natomiast fani Emmy będą mieli dodatkową przyjemność:)

[Po ogromnym sukcesie filmu nakręcono serial, w którym kto inny gra główną rolę i nie ma już on większego związku z książką]

2-Clueless-quotes.png

Przejdźmy teraz do wieku dwudziestego pierwszego, z kina na youtube.

Kilka słów o literackich adaptacjach internetowych. Od kilku lat obserwujemy ciągłe powstawanie nowych adaptacji/modernizacji osadzonych na Youtube. Zaczęło się właśnie od Austen: w 2012 roku światło dzienne ujrzał pierwszy odcinek Lizzie Bennet Diaries internetowej modernizacji Dumy i Uprzedzenia, w której Lizzie, amerykańska studentka mediów i komunikacji w ramach pracy magisterskiej dokumentuje swoje życie w formie wideobloga, czyli vloga (serial gorąco polecam, szerzej możecie o nim poczytać na Pulpozaurze), a przy okazji można było śledzić bohaterów na mediach społecznościowych. Od tej pory powstało wiele mniej lub bardziej profesjonalnych adaptacji klasycznych powieści, od adaptacji Szekspira, przez Anię z Zielonego Wzgórza, po liczne adaptacje Jane Austen (poza LBD polecam też gorąco From Mansfield With Love oraz Northbound). Emma, rzecz jasna też doczekała się takiej adaptacji (nawet dwóch), a najbardziej znaną jest Emma Approved. Jak powyżej, powstrzymam się od „spoilerów”, opiszę tylko pobieżnie strategie i modernizację bohaterów.

emma-approved-review-austen-web-series.png

 Emma Approved

USA 2013-2014

creator: Bernie Su, Pemberley Digital

wyk. Joanna Sotomura,Brent Bailey, Dayenne Hutton

Za Emmę Approved odpowiedzialny jest mniej więcej ten sam zespół, co za Lizzie Bennet Diaries – Ba! Jest wręcz pewna ciągłość pomiędzy dwoma światami. Tutaj twórcy mieli specyficzne podejście: postanowili umiejscowić akcję… w biurze. W końcu trzeba jakoś uzasadnić to, żeby dana postać siedziała i mówiła do kamery: Lizzie prowadziła vloga „do celów naukowych”, później Frankie/Fanny Price nagrywała „prywatne” filmiki dla brata Williama; tutaj Emma jest współwłaścicielką filmy lifecoachingowej i próbuje rozwinąć działalność jako „luksusowa swatka” i „event planner”, filmiki nagrywa tylko dla siebie, ale z myślą, że posłużą kiedyś do stworzenia dokumentu na jej temat… Jej wspólnikiem/księgowym jest  wspaniały Alex Knightley (zmieniono imię bohatera, gdyż widzom niedawno zakończonej adaptacji Dumy… to imię mogłoby się kojarzyć BARDZO ŹLE, z Georgem Wickhamem), a Harriet jest płochą asystentką do której zaleca się uroczy Bobby Martin ze wsparcia technicznego…

Główni aktorzy są bardzo dobrze dobrani: główna para wymiata, Frank Churchill jest niezwykle charyzmatyczny, Jane Fairfax przesympatyczna, Maddie Bates kradnie serial. Jednak przy usunięciu (czy też odsunięciu na bok) pana Woodehouse’a dużo się traci. Trochę czasu zajmuje, aż całość się rozkręci – temu winne jest główne założenie: historię śledzimy z każdym „klientem”, przez co jak mamy gorszy wątek to się dłuży; na szczęście jak jest lepszy wątek to też mamy dużo odcinków:). Pierwsza część jest, moim zdaniem, najsłabsza (dotyczy planowania ślubu Anne Taylor i pana Westona), mamy też „wypełniacz” w postaci „pomagania” siostrze Emmy. Natomiast sprawa Eltona i sprawa Jane i Franka jest bardzo dobrze i ciekawie zagrana. Dzięki formatowi, temu, że mamy dużo Emmy mówiącej do kamery, lub zapominającej, że kamera jest włączona, możemy pilniej prześledzić rozwój postaci… Ale czegoś brakuje. Bardzo dobrze to określiła Pyza w swojej bardziej dogłębnej recenzji festiwalowej.

Wśród wielu DOBRYCH modernizacji klasyki ta nie należy do moich najulubieńszych, ale jest to bardzo ciekawa (i po pierwszych gorszych odcinkach: nawet wciągająca) reinterpretacja naszej solenizantki:)

Rybka

PS. Przypominam, że jest to wpis jubileuszowy z okazji festiwalu #Emma200lat, zachęcam do zapoznania się z innymi postami.

PPS. W niedzielę byłam na Gwiezdnych Wojnach! Ale DOBRE! Wpis o nich będzie, jak uleżą się myśli (a może i jak Współautora się uda wyciągnąć na mój kolejny, jego pierwszy seans?).

emma200lat

4 thoughts on “Emma zmodernizowana: o adaptacjach DOBREJ powieści, cz. 2 (Festiwal 200 lat Emmy)

  1. Co do „Clueless” to rozjaśniłaś mi nieco sprawę. Sądziłam, że to jest wyłącznie serial i jakoś nigdy mnie do niego nie ciągnęło. Ale skoro chodzi o film, to może się skuszę.
    Hmmm… były przyrodni brat, to w sumie całkiem niezłe przełożenie relacji Emmy i Knightleya na środowisko Beverly Hills 90210 😉

  2. „Nieznajomość oryginału w niczym nie przeszkadza, natomiast znajomość pozwala na wyłapywanie odniesień i jeszcze lepszą zabawę przy seansie.” — Właśnie tak mam z „Clueless”: widziałam ten film lata temu, nie mając pojęcia o tym, że ma coś wspólnego z Jane Austen i bawiłam się bardzo dobrze. Ale teraz zamiaruję obejrzeć przy jakiejś okazji jeszcze raz, żeby wyłapać smaczki :)! Nie wspominając o tym, że z pamięci zupełnie wypadło mi, że tam gra Paul Rudd (!).

    O, umknęły mojej uwadze „From Mansfield…” i „Notyhbound” — zabiorę się za nie na pewno, żeby zobaczyć, jak wyszło (ale najpierw przeczytam „Mansfield Park” ;)).

    Kurczę, widzę, że faktycznie mamy bardzo podobne zarzuty do „EA” (też moim zdaniem akcja rusza baaardzooo wooolnooo i brak pana Woodhouse’a „w kadrze” jest wyczuwalny; zastanawiam się, czemu twórcy nie zdecydowali się go jednak dodać — jasne, rodziców Bennetów nie było, ale Lizzie ich odgrywała, miało sens to, że ich nie widzimy. Ba, dzięki temu dostajemy cudowny „smaczek” w końcówce ;). Tutaj Emma mówi o ojcu, ale raczej na zasadzie „no i był mój ojciec, bardzo go kocham, kropka”. Jakby zabrakło weny do reinterpretacji jego postaci).

    • Tak, Paul Rudd tam gra. Pięknie:)

      Bardzo polecam oba te seriale! W Northbound Henry jest bajeczny:)

      Tak, Bennetowie jednak byli częścią opowieści („costume theater!”), tu niestety ojca zabrakło. Nie, żeby EA mi się nie podobało — nie wywołało jednak takich emocji co Lizzie Bennet Diaries..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s