Emma:O adaptacjach DOBREJ książki, cz. 1. (Festiwal Emmy)

emma-jane-austen.jpg

Rok 2015 to ważny rok dla fanów twórczości Jane Austen: parę dni temu obchodziliśmy 240. rocznicę jej urodzin, która pięknie zbiegła się z 200. rocznicą wydania „Emmy”. Z tej okazji Tarnina z bloga „Czytam to i owo…” zorganizowała blogowy festiwal, na który się wprosiłam za namową Hadyny (tej od Rozkmin). Tu znajdziecie wciąż aktualizowaną listę blogów i wpisów festiwalowych, a ja dziś powymądrzam się o adaptacjach tej powieści (na razie tych bardziej „klasycznych”, o modernizacjach przeczytacie tu w poniedziałek).

Po pierwsze, trzeba przyznać, że choć powieść czyta się wyśmienicie, jest ona strasznie trudna do przełożenia na język filmu czy telewizji. Dlaczego? Bo pod względem akcji, pozornie prawie nic się nie dzieje: ktośtam wychodzi za mąż, ktoś się nudzi, na kogoś się czeka, ktośtam przyjeżdża, ktoś coś knuje, ktoś się myli (raz po raz), ma być jakiś bal, potem jest odwołany, potem znowu jest, potem jest jakieś zamieszanie z piknikiem, najbardziej traumatycznym przeżyciem może wydawać się… upał?

6d6d60ea3f1353af7ed0bee4949340a8.400x226x1.jpg

Piknik na Box Hill (2009)

Ale tak nie jest. Bo w książce widzimy wyraźnie przemianę, dojrzewanie, rozwój głównej bohaterki. A w tym wszystkim duże znaczenie ma to, JAK ta książka jest napisana. I tutaj (jak dokładniej tłumaczy Padma z Miasta Książek) możemy być świadkami pierwszego pojawienia się w literaturze zabiegu tak dobrze nam znanego (a wprowadzonego „do mainstreamu” przez modernistów prawie sto lat po Austen), jak mowa pozornie zależna, czyli pierwszoosobowy punkt widzenia w narracji trzecioosobowej. Przebiegła Jane tak chytrze operuje subtelnymi zmianami punktu widzenia, że za pierwszym czytaniem dajemy się nabrać na „wypaczone” osądy głównej bohaterki, a za kolejnymi łapiemy się za głowę dostrzegając liczne wskazówki co do „prawdziwego” biegu wydarzeń, które pominęliśmy, a przy okazji możemy między wersami doczytać dużo społecznych przytyków i komentarzy (o tym szerzej pisała Pyza).To stylistyczny majstersztyk.

Kolejnym problemem jest sama bohaterka, której twórczyni, a przynajmniej narratorka (autorka?) sama twierdzi, że „nikt poza nią [narratorką] jej nie polubi”. Co nie jest do końca prawdą. Książkowa Emma ma dużo uroku, choć są chwile, kiedy chce się ją mocno potrząsnąć. Jest to ciekawe połączenie wielkiej pewności siebie z rozbrajającą naiwnością, okropnego wtykania nosa w nieswoje sprawy podszytego naprawdę najlepszymi intencjami. Z jednej strony bywa samolubna, z drugiej naprawdę dba o ojca i chce wszystkim wokoło popomagać. Owszem, bywa snobistyczna i nieracjonalna, ale od dzieciństwa ludzie tłumaczyli jej, jaka to jest mądra i wspaniała (a może powinnam była napisać „piękna, bystra, i bogata”? – tłum. własne) ona naprawdę uwierzyła, że jej sądy i poglądy są właściwe. Ta książka jest o tym, jak dochodzi do niej, że może się mylić.

emma-5.jpg

Romola Garai jako Emma (2009)

Emmę wśród innych bohaterek tej autorki, ba! tej epoki (i kilku późniejszych) wyróżnia to, że nie musi, ani jakoś szczególnie nie pragnie wyjść za mąż. Ma wystarczająco dużo pieniędzy, i tak już (po śmierci matki) rządzi domostwem (i życiem wielu ludzi…), a nie zakochuje się łatwo (do czasu).  Jak sama tłumaczy zapatrzonej w niej przyjaciółce: nie potrzebuje ani nie chce wychodzić za mąż, mając pieniądze i wysoką pozycję społeczną jest to jej niepotrzebne, a zakochiwanie się nie leży w jej naturze. Kolejnym „niepasującym” do stereotypowego pojęcia o dziewiętnastowiecznej postaci jest choćby szwagier głównej bohaterki, który woli zajmować się swymi dziećmi niż „bywać w towarzystwie”.

d88480cea9ddfaf935f666e67472926d.jpg

Jeremy Northam jako pan Kinghtley (1996-Miramax)

Sam wątek „romansowy”, choć w adaptacjach zajmuje zazwyczaj główne miejsce, jest stosunkowo poboczny: więcej czasu spędzamy czytając o niefortunnych próbach swatania przez Emmę wszystkich wokoło. Równocześnie, jest to jedno z najbardziej „wiarygodnych” związków w literaturze (i moich ulubionych!). Nie licząc Fanny i Edmunda z Mansfield Parku, którzy znają się, bo są kuzynami (fuj!), Emma i pan Knightley (nie mogę go nazwać George!) znają się od lat i od początku lubią się i przyjaźnią, mimo zdawania sobie doskonale spraw z wad drugiego. Na początku powieści Emma otwarcie wyznaje, że ona i pan Knightley mogą sobie wprost wszystko powiedzieć: z tego przywileju wieloletniej przyjaźni korzystają wielokrotnie i z radością czyta się (i ogląda!) ich dyskusje (w których nie tylko Emma czasem jest w błędzie!).

I jak z tym wszystkim radzą sobie adaptatorzy? Poniżej porównuję trzy adaptacje tej powieści (przyznaję się bez bicia, poległam próbując przebrnąć przez serial z 1971 roku!): dwie z owocnego sezonu 1995/1996 (wtedy wyszło też Clueless, o którym przeczytacie wkrótce), oraz serial BBC z 2009 roku.

87d151c9e15d6d8a222b9d1e2966983f.jpg

Emma (Miramax)

reż. i scen. (na podstawie Jane Austen, rzecz jasna) Douglass McGrath

USA-Wielka Brytania 1996

wyk. Gwyneth Paltrow, Jeremy Northam, Toni Colette, Sophie Thompson

To jest hollywoodzka adaptacja „na wysoki połysk”: mamy piękne suknie, pięknych aktorów, przystojne aktorki (czy na odwrót), grę świateł, wystylizowane ujęcia, artystycznie dobrane kolory, słodkie szczeniaki… Całość jest przyjemną, wartką, zabawną komedyjką na zimowy wieczór, którą bardzo przyjemnie się ogląda. Sophie Thompson wymiata jako panna Bates, w Jeremy’m Northamie trudno się nie zakochać, Toni Colette jest uroczą Harriet. Ja osobiście mam problem z Emmą, ale może to wynikać z mojego ogólnego problemu z Gwyneth Paltrow. I nie jest to specjalnie (w tym przypadku) kwestia jej gry: ta aktorka mnie denerwuje gdziekolwiek ją zobaczę. Emma ma chwilami denerwować (więc tu pasuje jak ulał…), ale brakuje jej takiej dobrodusznej naiwności: tu bohaterka jest raczej zadufaną paniusią, niż naiwną, trochę zbyt skoncentrowaną na sobie, ale jednak mającą dobre intencje dziewczyną. W roli Franka Churchilla widzimy młodego Ewana „Obi-Wana” McGregora, który zdobywa nagrodę za najokropniejszą fryzurę w filmie. Myśleliście, że mini-kucyk Jedi(ja?) wygląda komicznie? Tu nosi perukę a la przefarbowany na rudo Kurt Cobain. Cały czas czeka się na scenę z książki, kiedy to jego bohater jedzie do fryzjera, ta niestety nie następuje…

49107376fe61a49a867200b720b580b7.jpg

Hahahahaha!

Przyczepię się też do ojca Emmy: tu jest hipochondrykiem, ale zdecydowanie nazbyt rześkim. Jest karykaturalnym „comic relief”, jednak nie widzimy właściwie w ogóle jego troski o córkę, ani w ogóle ich związku. Film skupia się natomiast na wątku romansowym, właściwie od razu widzimy kto z kim ma skończyć. Jako maniaczka znająca książkę na pamięć muszę się też doczepić grzebania przy dialogach: Austen dała twórcom fenomenalne dialogi, ci na upartego przy nich grzebali. Co gorsza, wycięli najcudowniejsze wyznanie: I cannot make speeches, Emma (…) If I loved you less, I might be able to talk about it more, zastępując to melodramatycznym cukierkowym paplaniem. Mimo to, cała obsada jest bardzo dobra, ogląda się całość bardzo przyjemnie.

emma kate beckinsale.jpg

Kate Beckinsale jako Emma (1996-BBC)

Emma (BBC)

Wielka Brytania 1996

scen. Najjaśniejszy Andrew Davies, reż. Diarmuid Lawrence

wyk. Kate Beckinsale, Mark Strong, Samantha Morton, Olivia Williams

Ten film miał pecha, bo w chwili emisji musiał konkurować z „megaprodukcją” z gwiazdorską obsadą, przez co jest zdecydowanie za mało znany. Autorem scenariusza jest król (a może Stephen Moffatt) adaptacji literatury, czyli autor kultowej ekranizacji „Dumy i Uprzedzenia”, Andrew Davies. Jest to ciekawe, ciemniejsze podejście do książki: widzimy prawdziwą potencjalną szkodliwość niektórych działań bohaterów, obecna jest nieszczęsna służba, podziały społeczne są ciekawie nakreślone. Bernard Hepton jest świetnym panem Woodhousem: jego hipochondria śmieszy, ale widać kruchość i troskę o Emmę i Isabellę. Kate Beckinsale jest świetną Emmą, gdzie trzeba wkurza, ale ma w sobie ten wdzięk, spryt i dobre chęci, przez które nie da się jej nie lubić. W dodatku wygląda, jak ta książkowa! Nagrodę za najgorszą fryzurę dostaje Mark Strong, który mimo to jest fantastycznym (moim ulubionym!) Knightleyem: jest spokojny, opanowany, ale ma poczucie humoru.

mr-k-and-mr-c.jpg

W tym ujęciu wydaje się, że Caulthard (Frank, L) wygrywa ze Strongiem (P), ale uwierzcie, tak nie jest.

Olivia Williams jest świetną Jane Fairfax, a Samantha Morton, za której przedstawieniem Jane Eyre nie przepadam, tu bardzo pasuje do roli. Dialogi są bardzo wierne oryginałowi, ale i tu muszę się przyczepić: końcowe wyznanie miłości jest prawie żywcem przepisane z książki, Mark Strong wymiata… do chwili, gdy Davies dopisał mu do kwestii durne zdanie, i po pocałunku pierwsze, co mówi, to to, że przed laty, gdy Emma była niemowlęciem, to też trzymał ją w ramionach. Serio? Czyj to był pomysł? On rzeczywiście nie potrafi przemawiać… Mimo to, z całego serca polecam tą wersję. (O niej pisze też dziś Pyza).

64f3361e34ccb84ccbf0b2c7a55c856c.jpg

Emma (BBC)

Wielka Brytania 2009

scen. Sandy Welch, reż. Jim O’Hanlon

wyk. Romola Garai, Jonny Lee Miller, Michael Gambon, Jodhi May, Blake Ritson, Tamsin Greig

Przechodzimy już do bardziej współczesnych (pod wieloma względami) adaptacji, i to spod klawiatury Sandy Welch, która kilka lat wcześniej wspaniale zaadaptowała Jane Eyre (tą wersję z Ruth Wilson). Ta ekranizacja już na starcie ma znaczącą przewagę: jest to czteroodcinkowy serial, a nie około 100 minutowy film.  Welch świetnie wykorzystuje ten czas: dostajemy całe tło bohaterów, scenarzystka podkreśla pewne podobieństwa w historii trojga postaci, które straciły matki/rodziców w młodym wieku (tu wszyscy zmarli w wyniku tej samej epidemii): Frank, którego ojciec musiał wysłać na wychowanie do bogatych krewnych, Jane, której babka i ciotka nie mogły zapewnić należytego wychowania, więc wysłały ją do bogatych znajomych, oraz Emmy, której rodzina była na tyle bogata, że mogła zostać w domu, z ojcem, siostrą i przyjaciółmi. Ta wersja to historia tych sierot o podobnych korzeniach lecz różnych losach, którzy po latach znajdują się w tym samym miejscu, a historia powrotów i utraty bliskich stanowi ciemne podłoże wesołych historii. Emma Romoli Garai chyba najbardziej da się lubić. Zachowaniem najbardziej przypomina współczesne dziewczęta, nie da się zapomnieć, że jest to dwudziestolatka. Jest wesoła, samolubna, ambitna, uparta i nadaktywna, jej dojrzewanie, „poważnienie” i „mądrzenie” jest bardzo dobrze ukazane. Jonny Lee Miller (dla którego to jest już trzecia adaptacja Jane Austen) jest dobrym Knightleyem. Bardzo mi się podoba, ze w tej adaptacji pokazane są też jego wady, a w ich kłótniach Emma – choć sama często zapiera się przy idiotycznych pomysłach – często trafia w sedno jego „niekonsekwencji”. Mamy tu też mocno zarysowaną postać uroczo knąbrnego i kąśliwego brata Knightleya a zarazem szwagra Emmy. Blake Ritson jest wspaniale krypnym panem Eltonem (scena w powozie jest wręcz przerażająca)! Są pewne anachronizmy, i tutejszy Frank Churchill jakoś niepasuje do całości, ale serial jest tak uroczy, że można to wybaczyć;) Michael Gambon jako ojciec Emmy dobrze łączy elementy komicznego hipochondryka, (nad)troskliwego ojca, kruchego wdowca i irytującego starca. Ich relacja jest ciekawie zarysowana. Co ciekawe, jak pierwszy raz to oglądałam, to przekonałam się do tej wersji dopiero w trzecim odcinku. Teraz całość jest jednym z moich ulubionych „puszczanek na poprawę humoru”. Tylko uwaga: z jakiegoś powodu sprzedawane u nas DVD ma amerykańską wersję okrojoną by pomieścić reklamy i brakuje kilku  scen! Dlatego lepiej „łapać” wersję brytyjską.

tumblr_n4eknnM6cB1stmu3po6_r1_250.gif

Ciąg dalszy nastąpi! W poniedziałek zapraszam na omówienie modernizacji!

Rybka

Przypominam, że ten artykuł jest częścią blogowego Festiwalu Emmy! Zachęcam do wejścia TU i zapoznania się z innymi emmowymi wpisami.

 emma200lat.png

13 thoughts on “Emma:O adaptacjach DOBREJ książki, cz. 1. (Festiwal Emmy)

  1. Tak, to zdanie na koniec przemowy Knightleya o trzymaniu 3-miesięcznej Emmy w ramionach jest tak dziwaczne, że jak je sobie teraz przypomniałam, to znowu poczułam się jak wtedy (czyli „Eee… co? Co, przepraszam? Czy on to naprawdę powiedział?”). Zapewne miało to służyć podkreśleniu w rodzaju „tak długo się znają / on tak długo na nią czekał / o, proszę, miłość może wykiełkować w różnych warunkach”, ale wyszło dość… dziwacznie. Jakby scenarzysta przypomniał sobie, że trzeba widzom uświadomić różnicę wieku między bohaterami, a nie pomyślał, że stawia Knightleya w dość podejrzanym świetle (zwłaszcza, że wcześniej jest ta scena, w której ten mówi Emmie, że do twarzy jej z niemowlęciem — wszystko razem jest mało pochlebne dla bohatera).

      • Na szczęście potrafi wypaść z pamięci (uff!).

        O, i jeszcze tylko chciałam a propos „Emmy” z Paltrow (jeszcze nie oglądałam, więc tylko w ramach wątków spiskowych) — może Frank Churchill występuje przez cały czas w tej strasznej fryzurze, bo jednak wiemy, że zamiast do fryzjera pojechał kupować fortepian, i tak twórcy nam przemycają sprytnie tę wiadomość, równocześnie każąc paść przerażone oczy imagem Churchilla ;)?

      • Taaak! Rzeczywiście, to możliwe! Daj znać, jak obejrzysz: mi się kiedyś ta adaptacja nie podobała, niedawno się przekonałam:)

  2. Karolino, dziękuję za ten wpis 🙂 Teraz muszę walczyć ze sobą, żeby na raz nie odnieść się do wszystkich wątków, które poruszyłaś 😉 Ja też stoję na stanowisku, że Emmę zdecydowanie da się lubić, choć nie zgadzam się, że jej intencje są zawsze jak najlepsze, ale jest w stanie zrozumieć swoje błędy i się poprawić.
    Jeśli chodzi o filmy, to wszystkie mają coś ciekawego do zaproponowania, ale żaden nie jest doskonały. Właściwie to największą przyjemność czerpię z oglądania tych ślicznych sukienek, bo zawsze się okazuje, że twórcy ekranizacji jakąś postać czy sytuację zinterpretowali błędnie (to znaczy inaczej niż ja ją interpretuję ;))

    Najlepsza Emma: Kate Beckinsale
    Najlepszy Knightley: Jeremy Northam (niestety nie grał według najlepszego scenariusza)

  3. Chyba Internet zjadł mój poprzedni komentarz…
    Karolino! Bardzo dziękuję Ci za ten wpis 🙂 Muszę walczyć teraz z chęcią ustosunkowania się od razu do wszystkich wątków 😉 Wszystkie te filmy mają pewne zalety, ale i wady. Przyznam się, że największą przyjemność sprawia mi w nich oglądanie tych dziewiętnastowiecznych fatałaszków, bo niestety w każdym pojawia się coś, co mnie ogromnie – w odniesieniu do powieści – irytuje. Albo jakaś postać, albo scena jest zinterpretowana w błędny (tzn. nie odpowiadający mojej interpretacji Austen) sposób, albo obsada nie taka… Z drugiej strony, w każdym jest też coś ciekawego, chciałabym powybierać najlepsze elementy i złożyć w jedną całość.

    Najlepsza Emma: Kate Beckinsale
    Najlepszy Knightley: Jeremy Northam (ale nie gra według najlepszego scenariusza)
    Najlepsza panna Bates: Sophie Thompson
    Najlepszy pan Elton: Blake Ritson

    • Zgadzam się z Tobą właściwie w każdym punkcie „najlepszych”! Sophie Thompson zawsze miażdży (jak zresztą wszyscy w jej rodzinie…). Bardzo lubię też Emmę Garai, ale Kate Beckinsale jest najwierniejsza książce, pod względem i wyglądu, i zachowania. 🙂 Fatałaszki są świetne wszędzie, to prawda. W najnowszej wersji Emma ma sukienkę z mojej pościeli z IKEI (prawie)… 🙂

      • Ja miałam problem z obsadą większości postaci w serialu. Po pierwsze: Emma, Knightley i panna Taylor wydawali się równolatkami. Lubię Romolę Garai, ale tutaj nie bardzo mi pasowała. Podobnie zresztą jak Jonny Lee Miller – za bardzo chłopczykowaty, chociaż w końcu się do niego przekonałam. Ale nie mogłam ścierpieć, jak oni się nieelegancko rozwalają na krzesłach i na fotelach, Emma na balu zamiast pląsać z gracją puszcza się w tan jak na weselu w Bronowicach. I ta scen na Box Hill, kiedy Frank Churchill kładzie jej głowę na kolanach! To nawet w dzisiejszych czasach by nie przeszło. Ale sukienki bardzo ładne i dobrze dopasowane do mody 1814. Tylko kapelusze Emmy mnie nie przekonują 😉

      • Ja miałam początkowo podobne problemy, ale się przekonałam. Głowa Franka też mnie dalej irytuje! Jednak ten serial ma w sobie tyle energii i uroku, że z radością przymykam oko na Franiusia. Co do tanów: co ciekawe, rozmawiałam kiedyś z pewną profesor z Anglii zajmującą się naukowo tańcami, która mi powiedziała, że właśnie te luźniejsze tańce są paradoksalnie bardziej realistyczne, bo te wykorzystywane w adaptacjach z lat 90tych (w tym przede wszystkim te w Dumie…) były tak naprawdę znacznie wcześniejsze, a Regencja była stosunkowo „luźniejsza” moralnie…Strasznie mnie to zdziwiło, to bardzo ciekawe (może dlatego Darcy i Knightley nie lubią tańczyć?) . Ale i tak uwielbiam dostojne tańce z Dumy i Uprzedzenia! 😀

  4. Pingback: DOBRY Doktor? Znów się wymądrzam na Pulpozaurze! | Dobry Film, Zły Film

  5. Pingback: Emma zmodernizowana: o adaptacjach DOBREJ powieści, cz. 2 (Festiwal 200 lat Emmy) | Dobry Film, Zły Film

  6. Jeśli chodzi o tańce, to oczywiście one były zapewne bardziej „wiejskie”, a mniej „dworskie” przy takich okazjach, ale chodziło mi bardziej o sposób tańczenia, to, że panny bardzo zwracały uwagę, żeby poruszać się z gracją i wzbudzać podziw, a nie rzucać się w taniec dla własnej przyjemności, jak to robi Emma Romoli Garai. Ona jest w tym tańcu wręcz niezgrabna, jak sądzę dlatego, żeby podkreślić, jak bardzo była spragniona rozrywki. Ale prawdziwa Emma bardzo się w takich kwestiach kontrolowała, to był z jej strony popis.

    Właściwie chyba ogólny problem z ekranizacjami Austen polega na tym, że one są, w przeciwieństwie do powieści Austen, adresowane do średnio bystrego odbiorcy, do którego trzeba mówić bardzo wyraźnie i wszystko przekładać mu na współczesny język, bo inaczej nie zrozumie. Ale czasem ten brak subtelności mi się podoba, np. ta scena z amerykańskiej „Emmy”, gdzie ona i Knightley strzelają z łuku. Niezbyt to wyrafinowana metafora, ale zabawna 🙂

  7. Pingback: DOBRY film: Przyjaźń czy kochanie? | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s