Dobry film: W samym sercu morza

"Ale urwał!" cdn1-www-comingsooon.net

„Ale urwał!” cdn1-www-comingsooon.net

Kiedyś kolega miał zrobić referat o wielorybach, niefortunnie wrzucił w wyszukiwarkę hasło „walenie”, co otworzyło przed nim nieznane mu dotąd zasoby internetowej skarbnicy wiedzy. Przypomniało mi się to, jak głupi uśmiech zagościł na mojej twarzy, gdy przygotowując się do tego wpisu odkryłem, że kaszalot to po angielsku „sperm whale”. Żarty jednak na bok, bo marynarzom amerykańskiego statku Essex, zatopionego na środku Pacyfiku w 1820 r. nie było do śmiechu. Choć na pociechę zostaje im to, że ich przygody były inspiracją do napisania „Moby Dicka”.

Za: i-ytimg-com

Za: i-ytimg-com

In the Heart of the Sea

USA, 2015

reż., Ron Howard, scen. Charles Leavitt

wyk. Chris Hemsworth, Benjamin Walker

Adaptacja książki historycznej Nathaniela Philbricka z 2000 r. o tym samym tytule, traktuje właśnie o feralnej wyprawie wielorybników, którzy skuszeni wielkim połowem popłynęli na koniec świata. Nie skończyło się to ani dla nich, ani dla ich firmy dobrze, a przyczyną klęski były ambicje i upór załogi. A właściwie dwóch panów.

Film jest zbudowany na zasadzie retrospektywy, wspomnień ostatniego żyjącego członka załogi, Toma Nickersona (Brendan Gleeson, znany m. in. ze świetnej „Kalwarii”, nie nie Zebrzydowskiej, ale irlandzkiej!), który w dniu rejsu miał 14 lat (jako młodzian — Tom Holland), a jakiego przydybał spragniony wiedzy o kulisach katastrofy „Essex” Herman Melville (Ben Whishaw), późniejszy klasyk amerykańskiej literatury.

Kluczem do całej zagadki jest napięcie w dowództwie jednostki. Z jednej strony doświadczony wilk morski, zaprawiony w morskich tułaczkach Owen Chase (Chris Hemsworth, „Avengers: Czas Ultrona”, „Thor: Mroczny świat”), a z drugiej — nieco lalusiowaty maminsynek kapitan George Pollard (Benjamin Walker), który kapitanem został dzięki koneksjom rodzinnym, co trochę irytuje tego pierwszego. Bo obiecano mu, że w następny rejs płynie jako kapitan. Zmaga się zatem prawdziwy przywódca, obdarzony charyzmą i doświadczeniem z uzurpatorem. Jakoś dopływają do Chile, by potem obrać kurs na Pacyfik, gdzie czeka ich bardzo przykra niespodzianka, czyli ogromny kaszalot, jaki obraca ich statek w drzazgi. Niesnaski schodzą na drugi plan, a załoga — do szalup.

Za: aroundmovies-com

Za: aroundmovies-com

Istotny jest wątek ekologiczny — najpierw oglądamy wielorybników przy pracy, skąpanych w krwi, gdy obrabiają upolowanego ssaka. Potem natura się mści, legendarny potwór morski pokazuje im, kto tak naprawdę rządzi na morzu. Ujawnia się tutaj ewolucyjny suprematyzm Pollarda (człowiek jako zarządca darów Boga i Ziemi, kod Biblijny:(Rdz, 1, 28) „…abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”), który stoi a contra do sceptycyzmu i pokory Chase’a (kod biblijny: Księga Koheleta), choć warto dodać, że i on chciał zapolować na rybkę, co skończyło się dla całej załogi fatalnie.

Gdzieś w tle można film odbierać też jako zawoalowaną krytykę amerykańskich ambicji czy walki o prawdę. Ostatni trop jest chyba najważniejszy, bo kulminacyjny i prowadzący do pojednania antagonistów, jacy pod koniec będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dzielić się ze światem tym, co się stało. Ale — zaskakujące — nie chodzi nawet o nieprzyjemności, jakie miały miejsce w trakcie morskiej przygody, ale o kulisy zatonięcia. Choć wiemy wszyscy, że „Prawda was wyzwoli” (J, 8, 32), to akurat upór Chase’a, biorąc pod uwagę koszty, jakie trzeba będzie ponieść, jest najsłabszym fragmentem filmu.

Wszytko to ogląda się całkiem miło, montaż jest dynamiczny, miły oku. Moja uwagę przykuły nieco zaskakujące zbliżenia, szczególnie w początku filmu, jakby trochę wrzucone na siłę. Produkcji nie można odmówić rozmachu, choć naciągane byłoby chyba słowo „widowisko”, bo naruszyłoby to realizm historii, do osiągnięcia którego naprawdę się przyłożono. Ale tu jedna uwaga na zasadzie kamyka do ogródka — choć po paru miesiącach morskiej tułaczki chłopaki ładnie pochudli, to jednak trochę za mało byli zarośnięci, jak dotarli w końcu do brzegu.

"Kapitanie Bomba, co robimy??" "Jak to co?? Nap....my!!!!" Za: www-iamag-co

„Kapitanie Bomba, co robimy??” „Jak to co?? Nap….my!!!!” Za: www-iamag-co

Mamy też jasno wydzielone części (zbieranie załogi-rejs-katastrofa-robinsoniada-rozwiązanie), których kolejne etapy nadają wszystkiemu dynamiki i spójności. Jak dla mnie dobra opcja, na niezobowiązujący seans wieczorny. Szczególnie jak ktoś tęskni za morską przygodą (ech, popadłem w sentymentalizm w trakcie seansu, kurs żeglarski w Pucku się przypomniał), albo waleniem. Takim jak sperm whale, na przykład.

Słoń

3 thoughts on “Dobry film: W samym sercu morza

  1. A czy mógłbyś porównać krótko ten film pod względem jakości do innych dokonań Howarda? To w końcu reżyser, który nie wypadł sroce spod ogona…

    • Ani to porywające jak ekranizacje Dana Browna, ani inteligentne jak jak „Piękny umysł”;) Takie bezpieczne, miłe, przygodowe, ale podobające się kino.

  2. Młodym człowiekiem będąc postanowiłam przeczytać Moby Dicka. Męczyłam tę książkę całe gimnazjum – i nie zmęczyłam. Teraz, starsza i podobno mądrzejsza lat dziesięć, zabieram się za tego potwora – i dopiero wtedy planuję się wziąć za ten film (i książkę zresztą też). Boję się, żeby mi za bardzo na wyobraźnię nie siadło, bo skończy się wynajdywaniem fragmentów, którymi Melville się inspirował, a które wymyślił sam ;P

    Miło słyszeć, że nie przesadzili z efektami specjalnymi… A kaszalot to rodzaj, gatunek to kaszalot spermacetowy 😉 Więc po polsku też brzmi ciekawie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s