ZŁY film z DOBRĄ obsadą: Do ciebie, Philipie

listen-up-philip-krysten-ritter.png

Oglądając ten film Jessica Jones rzuciłaby czymś bardzo ciężkim w telewizor.

Straszna szkoda. Ten film mógł być taki DOBRY! Świetna obsada, kilka naprawdę dobrych scen, niezły pomysł na strukturę filmu… Niestety, Listen up, Philip, staje się tym, co próbuje parodiować: nudną, irytującą, przewidywalną, niezwykle pretensjonalną i cyniczną historią narcystycznego, aroganckiego i niezwykle irytującego nowojorskiego pisarza.

[Poniżej minimalne spoilery; nic, czegobyście się nie potrafili domysleć ze skróconego opisu fabuły: arogancki pisarz zaprzyjaźnia się ze starszym aroganckim pisarzem i alienuje wszystkich.]

maxresdefault-1

Listen Up Philip

USA 2014

reż. i scen. Alex Ross Perry

wyk. Jason Schwartzman, Elizabeth Moss, Jonathan Pryce, Krysten Ritter

Znacie już tą historię: młody, brodaty, arogancki, zupełnie nie rozumiejący kobiet, odziany w tweedy pisarz (oczywiście mieszkający w Nowym Jorku), wraz z ukazaniem się swojej drugiej książki traci sens istnienia, wydaje mu się, że życie jest bez sensu (ale on i tak jest najmądrzejszy). Zraża do siebie wszystkich, poza żałosnym, wypalonym, tak samo aroganckim, denerwującym i brodatym idolem.

Oczywiście, wszyscy piszą na maszynie, w tle leci jazz, zdjęcia wyglądają, jak kręcone z ręki telefonem (z filtrami prosto z instagrama) – ich trzęsienie naprawdę może wywołać mdłości. Widać liczne odwołania do nieszczęsnego Wesa Andersona (żółta czcionka, staroświeckie okładki fałszywych książek, ciągły ironiczny narrator rodem z Tennenbaumów, wreszcie sam Jason Schwartzman). Problem w tym, że twórcy (twórca?) siląc się na parodię tego typu opowieści nagromadzili zdecydowanie za dużo klisz, a część im wyszła chyba przypadkiem. Zabrakło tego „czegoś” co jednak by wyróżniało „Filipa” od przedmiotu kpin. Poza wątkiem dziewczyny głównego bohatera, Ashley (Elizabeth Moss), dostajemy nudną i pretensjonalną opowiastkę będącą zbyt dokładnym odwzorowaniem obiektu kpin.

Jak wspomniałam powyżej, film ma ciekawą strukturę, przypominającą książkę: wątki nie przeplatają się, raczej następują po sobie, jak rozdziały, przy czym z każdą częścią zmienia się punkt widzenia. Niestety, głównym bohaterem cały czas jest Phillip, ale o tym za chwilę.

„Wstęp” i pierwsza część skupia się na Phillipie. Jason Schwartzman potrafi grać irytujących aroganckich typków. W DOBRYCH filmach są to jednak bohaterowie ciekawi i wielowymiarowi. W ZŁYM filmie, gdzie każe mu się grać statyczną, nudną, pozbawioną jakichkolwiek pozytywnych cech postać widz po kilku minutach chce go udusić tym jego hipsterskim telefonem stacjonarnym lub rozbić mu na głowie adapter do płyt analogowych.

tumblr_mzll36YFMB1qe7w9fo3_1280.png

Drugi punkt widzenia jest najsilniejszym punktem całego filmu. W sumie tylko dla niego warto obejrzeć cały film (lub pierwszą połowę…). Tu główną bohaterką jest Ashley, zdolna fotograficzka, która właśnie została porzucona przez Phillipe’a. Dla niej jest to koniec związku, on myśli, że jak zostawi ją na ponad pół roku to potem zostanie przyjęty z otwartymi ramionami i będzie znów mógł u niej mieszkać. Ona zbiera się po rozstaniu, odnawia kontakty z siostrą, adoptuje prześlicznego, puchatego kocurka, dochodzi do niej, że ten Phillip był beznadziejnym partnerem. Jest to ciepła, śmieszna, historia. Elizabeth Moss (nie pierwszy raz) jest świetna: gdyby to Ashley była główną bohaterką całego filmu, a „parodiowanie” historii o egotycznych nieszczęśliwych pisarzach wątkiem pobocznym, byłby to z pewnością DOBRY film.

Następnie przechodzimy do historii starszej wersji Philipa: utalentowanego, gardzącego wszystkimi, zgorzkniałego pisarza, który lubi Phillipa, bo ten przypomina mu siebie. Strasznie nudny wątek. Wczoraj widziałam ten film, już go właściwie nie pamiętam, poza jedną sceną z fantastyczną Krysten Ritter, która gra jego córkę. Cały czas czekałam na jej wątek: Melanie jako jedyna dość trzeźwo ocenia sytuację i relację starego i młodego pisarza. Niestety, nie doczekałam się. Zamiast tego wracamy do historii Phillipe’a, po czym dostajemy przebłysk do zupełnie nowej postaci, francuskiej koleżanki pisarza z uczelni, przez którą chyba miało nam się zrobić trochę żal głównego bohatera. Mi się nie zrobiło.

Podsumowując: mogło być DOBRZE, wyszło ŹLE, nudno i przewidywalnie. A szkoda, bo naprawdę niewiele brakowało. Dość dobre dialogi, dwie bohaterki są bardzo ciekawe, cała obsada gra dobrze… ale niestety, parodiowana pretensjonalność zawładnęła filmem. Co gorsza, „Filipa” reklamują jako komedię, którą na pewno nie jest. To nie jest śmieszne, to smutne.

Rybka

P.S. Z innej beczki: za dwa tygodnie zaczyna się blogowy Festiwal z okazji 200-lecia jednej z moich ulubionych książek (Emma, Jane Austen). Z tej okazji doczepiam się do kilku wspaniałych blogerek książkowych i napiszę (na tym blogu) dwie notki o filmowych adaptacjach tej czaderskiej i wciąż zabawnej powieści. TU możecie poczytać więcej i obczaić blogi innych uczestniczek, a tymczasem gorąco zachęcam do przeczytania (po raz pierwszy lub kolejny) Emmy!

Screen-Shot-2014-01-18-at-5.32.21-PM-600x450.png

Pa pa!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s