Dwa dobre filmy o Afryce: „Beasts of No Nation” i „Krwawy Diament”

Za: blogs-images.forbes.com

Za: blogs-images.forbes.com

Kapuściński w swoim nadal aktualnym dziele „Gdyby cała Afryka…” przytacza słowa niejakiego Domenacha: „Czy tropiki ze swojej natury są skazane na wieczne przekleństwo?”. Choć od czasu publikacji cesarza reportażu minęło ponad pół wieku, to kontynent dalej czeka na przełom. Klasa średnia rośnie, ale w „boleśnie wolnym tempie”, demokratyzacja pełza, a Afryka dalej boryka się z potężnymi problemami. Dość wspomnieć barbarzyństwa Boko Haram, anarchię w Republice Środkowoafrykańskiej (dobrze sportretowanej w tym dokumencie) czy zamach stanu w Burkina Faso z tego roku. Jak w takim razie zrobić dramat wojenny i hollywoodzkie kino sensacyjne, które nie popadają w nadmierny optymizm, ale mimo wszystko przynoszą happy-end i są dość wierne realiom kontynentu?

„Beasts of No Nation”

USA, 2015

reż. i scen. Cary Fukunaga,

wyk. Idris Elba, Abraham Attah

Jeden z wyczekiwanych przez nas filmów tej jesieni, „Beasts of No Nation” z przyszłym Bondem, Idrisem Elbą, stawia na klimat i emocje, trochę kosztem fabuły, na czym całość nieco traci. Gdy wioska młodego Agu (Abfaham Attah) zostaje zaatakowana przez rebeliantów, dostaje się on pod skrzydła charyzmatycznego Komendanta (Elba), stojącego na czele komanda śmierci składającego się z dzieci i młodzieży, najczęściej sierot po kolejnych masakrach wiosek. Siłą swojego autorytetu, wspieraną quasi religijną oprawą, narkotykami i wojennymi zdobyczami, Komendant tworzy niemały oddział wiernych żołnierzy, siejący postrach w kraju. Agu z niewinnego młodziana przemienia się — jak sam o sobie potem mówi — w bestię, choć do końca ściera się w nim zrodzona z przymusu fascynacja dowódcą i poczucie, że jest się żołnierzem, dorosłym mężczyzną, z dzieckiem i pragnieniem powrotu do rodziny.

Równie ważną postacią jest Komendant, który wcale nie okazje się być tak bezinteresownym i miłym przywódcą, jak się prezentuje swoim chłopcom. W końcu bowiem pojawi się duża polityka, ideały zejdą na dalszy plan, a jedzenie i broń zaczną się kończyć. Jego postać jest jednak trochę niedopracowana, jakby trochę między drugim a pierwszym planem, a znając możliwości Elby aż się prosi o więcej. Wynika to jednak z koncentracji uwagi na Agu, będącym uczestnikiem i ofiarą wojny, okrutnej, bo oprócz zadawania mordu i gwałtu, angażującej tych, którzy powinni być przed nią chronieni. Chłopiec jest jednak samotny, Komendant jest dbającym o własny biznes sadystą, a jedyny przyjaciel, niemowa z oddziału, jest raczej obok. Od czasu do czasu poznajemy myśli Agu, co pozwala nam zrozumieć jego sytuację, a to nieco rekompensuje słabą dynamikę relacji między bohaterami. Ukazuje nam to dodatkowo jego osamotnienie i obcość świata, w jakim przyszło mu żyć.

Za: scdn.nflximg.net

Za: scdn.nflximg.net

Punktem wyjścia fabuły nie jest ani polityka, ani wojna, ani nawet odnalezienie rodziny, ale walka o to, by powrócić do normalnego dzieciństwa po frontowych okropnościach. „Nazwiesz mnie bestią, diabłem. Ale ja też miałem matkę, ojca, brata, którzy mnie kochali” — powie w pewnym momencie Agu, główny bohater dramatu. Kontrast i paradoks całego świata, gdzie młodzi muszą ganiać z kałasznikowami po lasach, jest wzmacniany okrutnymi scenami, które dzieją się na tle murali z rządowymi hasłami w stylu „Tylko zgoda buduje” czy „Razem w światłą przyszłość”.

„Gdyby tylko cała Afryka…” chciałoby się dodać…

Dramat to dobry, ale wymagający od nas trochę czasu i cierpliwości. Może trochę za dużo?

Za: forums.sagetv.com

Za: forums.sagetv.com

„Blood Diamond”

USA, 2007

reż. Edward Zwick,

scen. Charles Leavitt

wyk. Leonardo DiCaprio, Djimon Hounsou, Jennifer Connelly

Tym, którzy chcą bardziej wciągającej, ale nie tracącej na autentyczności historii, polecam nieco starsze dzieło, „Krwawy Diament”. Typowo hollywoodzka produkcja, nie zagłębiająca się w większe psychologiczne subtelności, z bystrą fabułą, wyraziście zarysowanymi postaciami, i scenami akcji, które mają trochę mniej dramatyzmu niż „Bestie…”. Co nie oznacza, że film jest banalnym kinem sensacyjnym. Wręcz przeciwnie.

Bo w przeciwieństwie do „Bestii…”, „Krwawy Diament” oferuje szerszy obraz na konflikty zbrojne. O ile Fukunagę bardziej interesuje dramat konkretnego bohatera, a ogólniej — dzieci, przez co wielka polityka i interesy schodzą na dalszy plan, to Zwick za punkt wyjścia przyjmuje fakt, że wojna to interesy i za każdą stoi wielki, najczęściej zagraniczny, kapitał. Nie jest to oczywiście neomarksistowski pamflet na neokolonializm, ale ukazanie sedna zjawiska, jakim jest dalsze drenowanie byłych kolonii i robienie kasy na tzw. krwawych diamentach. O ile sam mechanizm został brawurowo ukazany w „Ambasadorze”, to tutaj widzimy łańcuch prowadzący od brodzących w szlamie w afrykańskiej dżungli niewolników do bogatych mieszkańców metropolii kupujących drogie błyskotki, nie mających/nie chcących mieć pojęcia, jakim cierpieniem okupione jest ich wydobycie.

Za: www-batcol-com.jpg

Za: www-batcol-com.jpg

Opowieść o handlarzu diamentów, Jeffreyu Archerze (doskonały DiCaprio, którego południowoafrykański akcent z pewnością spodobałby się Współautorce), który poszukuje gigantycznego diamentu ukrytego gdzieś w dżungli przez przypadkowo spotkanego w więzieniu Solomona Vandy (Djimon Hounsou) gna do przodu. Pojawią się koledzy z wojska Archera, byli najemnicy i dawny szef, demoniczny pułkownik, który ma duże dośiwadczenie frontowe. Będzie namolna pani dziennikarz Maddy Bowen (Jennifer Connelly) o pięknych oczach i trudnej historii osobistej, prawiąca o odpowiedzialności reporterów narażających swoje życie. No i rebelianci, na czele tym razem ze znanym z „Homeland” Davidem Harewoodem, ale również nie stroniący od wykorzystywania dzieci. I tutaj pojawi się wątek chłopca, którego psychika jest niszczona wojennym doświadczeniem. Jest dramat rodzinny Solomona, gorący romans, uosabiana przez Archera fascynacja Afryką, mocne sceny akcji, skomplikowane dylematy moralne i promyki nadziei. Słowem: dobre kino.

#ZbytDziwneByPrawdziwe: wiadomość z niedawna, DiCaprio inwestuje… w diamenty.

* * *

— Świat, jaki znamy się rozpada na naszych oczach… — żali się Maddy.

— Ale kiedy ten świat się nie rozpadał? — odpowiada przekornie Archer, gorzko się uśmiechając. Pytanie świetne na kolejny moment naszej najnowszej historii, gdy wydaje nam się, że coś się sypie, upada i czeka nas nadejście czegoś nowego, złego. A tymczasem do sprawy trzeba podejść radykalnie: z łaciny radix — korzeń. Dojść do źródła problemów wojen i terroryzmu, nielegalnych przepływów finansowych i wszystkich tych, którzy zbijają kasę na anarchii, barbarzyństwie i terroryzmie.

Tegorocznie dzieło pokazuje, jakim złem kończy się zbijanie brudnej kasy, o której traktuje film sprzed ośmiu lat.

Słoń

2 thoughts on “Dwa dobre filmy o Afryce: „Beasts of No Nation” i „Krwawy Diament”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s