ZŁY film (ale była gorycz przemijania!): Praktykant

Za:s1.dmcdn.net

Za:s1.dmcdn.net

O czasy, o obyczaje! Wtorek przyniósł dwie katastrofalne i szokujące wieści, pokazujące, że życie brutalnie, nie patrząc się na nic i na nikogo prze do przodu. Po pierwsze, ogłoszono, że zburzone zostanie moje ukochane centrum handlowe, w którym znajduje się najlepszy food court w Kuala Lumpur, gdzie za 8 zł można się objeść się frykasami wszystkich kuchni regionu (polecam tajskie kurczaki i wietnamskie zupy!). Burzą, bo nową kolejkę budują. Po drugie, „Playboy” ogłosił, że nie będzie już zamieszczać zdjęć roznegliżowanych pań (komentarz Współautorki: teraz NAPRAWDĘ czytelnicy będą kupować go „dla artykułów”). Słowem — idzie nowe. Zderzenie wczorajszego i dzisiejszego przybiera oczywiście bardziej dramatyczne wymiary: Robert de Niro jest praktykantem u Anne Hathaway. Ale nie to czyni „Praktykanta” filmem złym. (Spoileruję!)

Za: movierehab.com

Za: movierehab.com

„The Intern”

USA, 2015

reż. i scen. Nancy Meyers

wyk. Robert DeNiro, Anne Hathaway

Bo prawda jest taka — do połowy świetnie się bawiłem. Naprawdę. Robert De Niro, jako senior Ben, postanawia sobie znaleźć ciekawe zajęcie na emeryturze i bierze udział w programie stażowym dla senior citizens w prosperującej firmie odzieżowej online About the Fit. Na jej czele stoi tyleż urocza, co zajęta Jules Ostin (wspomniana Hathaway, znana m. in. z „Interstellara”), przedsiębiorcza szefowa, której to — ku jej nieszczęściu — przydzielony zostaje jako osobisty astystent Ben, nie mający pojęcia co to rozszerzenie .avi ani jak się włącza komputer. Mimo to, będący z początku przybyszem z innej epoki pan, który do pracy przynosi kalkulator i zegarek, które to wyjmuje z teczki z 1973 r., okazuje się być fantastycznym towarzyszem dla młodszych kolegów z firmy. Pozostaje tylko przełamać opór zagonionej szefowej, co — jak sądzimy — będzie osią napędową całej fabuły.

Tymczasem, do pogodzenia dochodzi… w połowie filmu. Ben i Jules stają się najlepszymi przyjaciółmi, starszy pan wpada z rana na kawkę do uroczego domu szefowej, staje się jej kierowcą i doradcą. I gdy widzimy, że współpraca zostaje nawiązana, powinno pojawić się jakieś dalsze wyzwanie. Koncepcje są dwie, ale obie rozwinięte na tyle nieporadnie, że — przynajmniej mi — psują całą zabawę.

Problemy Jules z matką — intrygujące, zwarzywszy, że Ben aż się prosi o wykorzystanie jako mediator w gorzkim napięciu między zarobioną córką, a tęskniącą matką — zostają rozwiązane naciąganą sceną akcji, która właściwe kończy cały wyraźnie zarysowany na początku, ale zupełnie niepociągnięty dalej wątek. Z kolei problemy małżeńskie Jules odchodzą tak szybko, jak przychodzą, bo wystarczyło sprawę dokładnie przegadać.

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

Skupiam się na fabule, bo niestety od połowy wiało nudą nieziemsko, a napięcie osiągnęło stan mrożących krew w żyłach scen z panią Stanisławą w „Klanie”, nastraszoną przez szutnika Jerzego. Wszystko się w „Praktykancie” rozlało i rozlazło, czekaliśmy jedynie na koniec. Boli to o tyle, że do połowy naprawdę ciekawie i śmiesznie rozgrywano kontrast między hipsteriadą firmy generacji Y z siedzibą w lofcie starej fabryki, a starszym dżentelmenem. Jak choćby w trakcie wywiadu o staż, gdy Ben dostaje pytanie z cyklu „gdzie się widzi za 10 lat?” Aczkolwiek scena z De Niro zasłaniającym sobie erekcję gazetą — o nic nie pytajcie — zdała się być zrobiona akurat pod publiczność z Azji Południowowschodniej ryczącej ze śmiechu przy tym trochę trącącym żenadą ujęciu.

Wątki poboczne (m. in. romans Bena), dobrzy, wyraziści i znani bohaterowie drugoplanowi (ekipa z „Workaholics”: Anders Holm jako opiekuńczy tata i mąż Jules, oraz Adam deVine jako jeden z pracowników firmy, oraz niegdysiejszy współlokator Hannah z „Girls” czyli Andrew Rannells, asystent Jules) i urocze sceny z córką Jules, Paige, czynią z „Praktykanta” naprawdę świetne kino z gatunku komedii romantyczno-korporacyjno-międzypokoleniowej, idealne na randkę. Anne Hathaway nie jest jakąś wybitną aktorką, ale z De Niro tworzy sympatyczny duet, który problem generacyjnych różnic rozwija choć bez większej finezji, to jednak z lekkością i humorem.

Mnie jednak szlag trafiał przez ostatnią godzinę, dlatego nerwowo patrzyłem na zegarek, co mi się naprawdę rzadko zdarza w kinie. Zastrzegam jednak, że film na ogół zbiera umiarkowanie pozytywne recenzje i jest chyba lepszy od innej produkcji traktującej o starszych obywatelach, jacy muszą się odnaleźć w realiach nowoczesnej korporacji.

Może za bardzo o tym „Playboyu” myślałem i mi zabrakło cierpliwości.

W tej scenie dobra alzuja do

W tej scenie dobra alzuja do „Ocean’s 11”: Za: http://www.kcet.org

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s