Ledwo DOBRY film (ale czy oni kiedyś dobiegną?): „Więzień labiryntu: Próby Ognia”

Za: s3.foxfilm.com

Za: s3.foxfilm.com

Kolejny niezły film, ale pokazujący po raz n-ty, że albo jest coś nie tak z literaturą młodzieżową, albo z adaptacyjnymi umiejętnościami przemysłu filmowego. Druga część sagi o gimbazie zamkniętej w postapokaliptycznej przestrzeni, gdzie nikt nie wie o co chodzi, poza tym, że raz po raz trzeba brać nogi za pas, zawiera z cztery linijki scenariusza, przykrytego mniej lub bardziej porywającymi scenami akcji. Dostajemy nie najgorsze dzieło, jakim zachwycą się jedynie fani książki, odkrywając kolejne znane z kart opowieści wątki i bohaterów, ale reszta opuści kino raczej bez entuzjazmu. Choć jednocześnie nie ma co sobie rwać włosów z głowy.

Maze Runner: The Scorch Trials

USA, 2015

reż. Wes Ball, scen. T.S. Nowlin

wyk. Dylan O’Brien, Kaya Scodelario,

Zacznijmy od końca. W jednej z ostatnich scen, główny bohater wyjaśnia, czemu nie czmychnął przed oprawcami, którzy dopadli ekipę (sorry, spoiler:P), jakiej towarzyszyliśmy przez cały film: „Nie chce mi się już uciekać.” Wypowiedź ta zdaje się mówić więcej, niż twórcy by chcieli, bo prowokuje do zadania pytania, czy nam się też chce oglądać kolejne odsłony nastoletniego „Apocalipto” w realiach Mad Maxa.

Bo faktycznie — Thomas (Dylen O’Bryen) i jego drużyna nabiegali się niemało. Co gorsza, nawet nie wiadomo przed czym. Bo po tym jak młodzież wydostała się w poprzedniej części z ogromnego labiryntu, tak teraz trafiła właściwie z deszczu pod rynnę. Prowadzony przez Jansona (Aidan Gillen) obóz/klinika, pomimo jego zapewnień, że nikomu nic się nie stanie, okazuje się być tajemniczym laboratorium. Dzięki pomocy trzymającego się z boku Arisowi (Jakob Lofland), ekipa Thomasa ucieka w pustkę pustyni, nie mając pojęcia co czeka ich na zewnątrz. A czekają ich — nazwijmy to — niebezpieczne przygody, zombie, ci, którzy wiodą życie poza systemem, no i oczywiście dużo biegania.

Sekwencja: 1) dramatyczna ucieczka — 2) dotarcie do bezpiecznego miejsca — 3) chwila oddechu — 4) napotkanie na zagrożenie, stanowi oś fabularną całego filmu i pojawia się chyba z cztery raz. Akcja jest skomplikowana jak zabawa w podchody w lesie w Nadmorskim Parku Krajobrazowym. Skaczemy od miejsca do miejsca, (tu pustynia, tam ruina / reszta miasta i speluna), spotykając mniej lub bardziej przekonujące postaci (m. in. Jorge, grany przez znanego z „Breaking Bad” Giancarlo Esposito) i stwory (w filmie, nie nad polskim morzem!), starając się jednocześnie uciec przed pościgiem złoczyńców z projektu WICKED. Gdzieś w tle dowiadujemy się coś tam więcej o kulisach tego, dlaczego dookoła są zombie, a ci, którzy nimi nie są muszą eksperymentować na młodzieży.

[Wbrew temu co piszę, nie boli to aż tak bardzo. Skupiałem się jednak na tym, żeby nie upaprać się skapującym z kawałków sushi olejem sojowym, więc może nie służę tutaj najlepszą oceną.]

Za: vignette2.wikia.nocookie.net

Za: vignette2.wikia.nocookie.net

Ale na poważnie — gdyby cośkolwiek między tymi ludźmi się w trakcie ucieczki działo. Piękni chłopcy reprezentujący narody świata (Chińczyk, Koreańczyk, dalekowschodni Azjata, brother, Indus, dwóch białych) i jedna piękna dziewczynka, Teresa (Kaya Scodelario), przedzierają się przez pustynię, wyrywają ze szpon zombiaków, uciekają przed atomową burzą, a mimo to nie dzieje się między nimi NIC. Są wobec siebie jak członkowie komisji wyborczej — zrobić swoje i dobranoc. Chwilą emocji jest śmierć jednego z bohaterów, ale poza tym, liczy się gonitwa i kolejne niebezpieczeństwo. Coś tam niby jest między Thomasem a Tereską, ale jak tylko udaje mu się dziewczynę wyrwać z laboratorium traci nią zainteresowanie. Ich relacja sprowadza się do opracowywania planu działania i unikania bycia rozszarpanym/uduszonym/rozstrzelanym.

Nie zdradzając dużo, dodam, że na Thomasie ten brak bliższej relacji z dziewczyną bardzo się zemści. A wystarczyło porozmawiać!

Na jakieś napięcie (że o erotyzmie nie wspomnę) można liczyć w momencie pojawienia się uroczej Brendy (Rosa Salazar), ale moment zbliżenia szybko zostaje zrzucony na działanie wyskokowego napoju, zaserwowanego w prozwiorycznym buduarze w ruinach opuszczonego miasta na peryferiach postapokaliptycznego świata.

Za: i2.wp.com

Za: i2.wp.com

Brnie to do przodu, w swoim psychologicznym aseptyzmie upychanym sekwencjami akcji, do momentu, gdy bohaterowie dochodzą oni do wniosku, że teraz pora wrócić i dokonać zemsty. Dyskusja na ten temat wygląda mniej więcej tak:

— Musimy wrócić walczyć.

— To nie ma sensu!

— Musimy. Tam są nasi przyjaciele!

— Hm. Dobrze mówisz chłopaku!

Przechodząc bez większych złośliwości nad głębią logiki i strategicznego myślenia zawartej w tym dialogu, od razu pojawia się pytanie: czyli te 132 minuty ucieczki w górę były — delikatnie ujmując — psu na budę?

Albo ktoś nie doczytał książki montując scenariusz, albo literatura młodzieżowa skończyła się po „Harrym Potterze”.

(Dobra, nie ma co marudzić, przynajmniej sushi było super. Super sushi!)

Słoń

4 thoughts on “Ledwo DOBRY film (ale czy oni kiedyś dobiegną?): „Więzień labiryntu: Próby Ognia”

  1. I ten film ma być DOBRY? Wizualnie musi być naprawdę świetny, bo opis fabuły nie nastraja optymistycznie. Już chyba lepiej obejrzeć „Igrzyska śmierci”, też biegają, ale wygląda na to, że z większym sensem.

    • Zmianowgrze: dziwna to recenzja, bo hejt płynie gęsty, a piszę, że DOBRY
      . Tylko, że to jest całkiem sympatyczny film na piątkowy wieczór, z kubłem popcornu. Albo sushi;)

  2. O’Brien dobrym aktorem jest, ale w pierwszej części do mnie kompletnie nie trafił. Mam jednak cichą nadzieję, że film jest lepszy niż książka – z pustego wprawdzie i Salomon nie naleje, ale przy tak kiepskim oryginale naprawdę trudno zrobić coś gorzej z takimi funduszami…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s