O słoniach, więc DOBRY, ale ostrożnie: Pieśń Słonia

Za: pmcvariety.files.wordpress.com

Za: pmcvariety.files.wordpress.com

BuzzFeed opublikował kiedyś artykuł o ministrze spraw zagranicznych Austrii, który w dniu nominacji liczył 25 lat. Radosne memy, ukazujące żółtodzioba w rozmowach ze światowymi przywódcami, zakończone były retorycznym pytaniem: „A ty co zrobiłeś ze swoim życiem?” Podobne wyrzuty sumienia mam, gdy śledzę karierę Xaviera Dolana — Kanadyjczyk w wieku 20 lat stał się sensacją festiwalu w Cannes za film „Zabiłem moją matkę”, by przed 25. urodzinami mieć na koncie pięć obrazów. Choć nie wiem, gdzie w swoim życiu popełniłem błąd (ok, jest parę tropów), to wiem że „Pieśń Słonia” nie jest najbardziej porywającym dramatem. Choć na usprawiedliwienie, tym razem ograniczył się do odegrania głównej roli, co wyszło mu znakomicie.

Elephant Song

Kanada, 2014

reż. Charles Binamé, scen. Nicolas Billon

wyk. Bruce Greenwood, Xavier Dolan

Psychodrama osadzona w latach 60., z lejtmotywem słoni i urokliwą kanadyjską zimą w tle. Psychiatra, Dr Green (Bruce Greenwood) bierze na spytki Michaela (Xavier Dolan) podopiecznego w szpitalu dla psychicznie chorych, na okoliczność zaginięcia jednego z lekarzy. Michael, choć z problemami, to zaczyna prowadzić z Greenem wredną i irytującą grę. Psychiatra raz po raz traci nerwy, ale wtedy Michael uchyla kolejny rąbek tajemnicy prowadzącej do odnalezienia pracownika szpitala. W międzyczasie wyjdą na jaw ciemne sprawki całej instytucji, problemy samego Greena, dramaty z przeszłości i mroczna historia Michaela.

Doskonale prowadzona fabuła, z cudowną pracą kamery, perfekcyjnymi kostiumami i kolorami, nadają wszystkiemu wyrazistości i realizmu. Stopniowo budowane napięcie, zasadza się na dialogach i klaustrofobicznym zamknięciu całej akcji w gabinecie zaginionego profesora. Do tego dwa równoległe wątki, czyli przesłuchanie Green’a i jednej z pielęgniarek, oraz sama akcja, w którą wplatane są retrospekcje Michaela, nadają wszystkiemu płynności i dynamiki, choć jest to kino wymagające mocnej kawci. Może przez to blade słońce zimy padające zza okien?

Za: thechronicleherald.ca

Za: thechronicleherald.ca

Jako że w filmie występuje Dolan, to wątek gejowski jest obowiązkowy. Jednak jest on w „Pieśni Słonia” bardzo nieoczywisty, ciekawie rozwijany w trakcie filmu i służebny wobec głównego aspektu dramatu, jakim jest choroba Michaela, zintensyfikowana/wywołana traumatycznymi doświadczeniami młodości. W ogóle, kreacja Dolana jest doskonała, postać Michaela, bystrego, ale jednak niezrównoważonego młodego człowieka, jest tutaj diabelsko przekonująca, a w duecie z nieco sztywnym Greenem, nabiera jeszcze dodatkowych kolorów.

Niemniej, gdy przychodzi do rozwiązania (raczej z gatunku dramatycznych), pozostaje pytanie, po co to wszystko było. Dramat Michaela ze słoniami wygląda trochę na szyty grubymi nićmi (choć żal słonika, żal), a finał budzi bardzo uzasadnione wątpliwości o motywacje bohaterów. Jakby można to wszystko było taniej i prościej pozałatwiać. Bo cały ten ambaras, tylko po to, żeby Green mógł pogodzić się z własnym sumieniem nie za bardzo przekonuje. Podobnie, problem Michaela mógł być rozwiązany chyba mniejszym nakładem sił.

Na usprawiedliwienie — scenariusz był adaptowany, więc oczywiście czepiać się można autora. Na pociechę — urocze klimaty skutej mrozem Kanady i garść ciekawostek o słoniach.

Dobre, ale raczej dla wytrwałych.

Słoń

One thought on “O słoniach, więc DOBRY, ale ostrożnie: Pieśń Słonia

  1. Last sentece good but rather for the persistent? Cinematography looks good even on just few photos. Will look for this film.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s