Porażająco DOBRY partyzancki dokument z serca Afryki: The Ambassador

Za: images.huffingtonpost.com

Za: images.huffingtonpost.com

Duński dziennikarz postanawia się wkręcić w biznes tzw. krwawych diamentów, czyli drogich minerałów, zysków z których nie otrzymują niewolniczo pracujący w urągających ludzkiej wolności lokalni wyrobnicy, ale różnej maści partyzanci i rebelianci. Mads Brügger odnajduje zatem firmę o wdzięcznej nazwie Diplomatic Services i nabywa liberyjski paszport dyplomatyczny, dzięki któremu bez przeszkód będzie mógł wywozić drogocenne kamyki z Republiki Środkowoafrykanskiej. Boski przepis na powalająco mocny dokument, przy którym nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać.

The Ambassador

Dania, 2011

reż., scen. i wyk. Mads Brügger

Mieliśmy recenzję filmu o dobrych dyplomatach, krótki wpis o dziwnej polityce w Azji, to teraz pora na fałszywych dyplomatów w jeszcze dziwniejszym kraju, ale w sercu Afryki. Przy przekraczającym tutaj wszelkie granice tego, co dopuszczalne Brügger deklasuje w kontrowersyjności Moore’a („Zabawy z bronią”, „Fahrenheit 9/11” czy Oppenheimara („The Act of Killing”), nie tylko ukazując paskudztwo tego świata, ale i aktywnie biorąc w nim udział. Swoją drogą próżno szukać „Ambasadora” na liście 20 najbardziej kontrowersyjnych dokumentów w historii, gdzie znajduje się zaskakująco dużo twórców z polsko brzmiącymi nazwiskami…

Mads ląduje zatem w Bagui, stolicy kraju, którego jego zdaniem nie można uważać za upadłe, bo przecież nigdy tak naprawdę nie zaistniało. Jako konsul zażywa piękna dyplomatycznego życia, odbywając wycieczki po rzeczce, biorąc udział w bankietach na czerwonym dywanie i paradując w beżowych garniturach oraz czerwonych szelkach. Stopniowo nawiązuje kontakty z lokalnymi władzami (dochodzi aż do spotkania z synem prezydenta!) i  wkręca się w lokalny światek „biznesmenów-dyplomatów”. Czyli białych dżentelmenów, którzy pokątnymi drogami nabyli uprawnienia dyplomatyczne, by robić bardzo szemrane biznesy.

Pomysł jest prosty: dotrzeć do właścicieli kopalni diamentów, podpisać odpowiednie umowy i dzięki gwarantującemu bezproblemowe przekraczanie granic paszportowi wywozić cenne kamyczki do Europy. Trzeba tylko po drodze założyć firmę-przykrywkę, mającą stwarzać pozory prowadzenia legalnego biznesu. W tym przypadku jest to fabryka zapałek, którą Mads ma postawić wykorzystując know-how pewnego Hindusa. Biznes plan zasadza się na zatrudnieniu lokalsów, bo kraj, oprócz użerania się nie tylko z podającymi się za przyjaciół Francuzami, ale i z inwazją Chińczyków.

Za: bitsmag.com.br

Za: bitsmag.com.br

Trudności jednak piętrzą się niemożebnie. Holenderowi załatwiającemu Madsowi akredytację w Monrovii nie idzie tak sprawnie jak Duńczyk tego oczekuje, więc nadal jest on tzw. dyplomatą in spe. Co więcej, robienie biznesu w afrykańskim kraju jest udrędką. Niekończąca się ilość łapówek, przekazywanych w tzw. „envelopes of happiness”, kolejne żądania kontrahentów, i w końcu wybuch rebelii w tzw. trójkącie śmierci (nie, nie chodzi ani o ten dookoła nosa, ani w Iraku) na północy kraju, przy granicy z Sudanem Południowym i Czadem, gdzie znajdują się kopalnie, będące istotnym elementem upadłego systemu polityczno-gospodarczego kraju. Powoli też ludzie dookoła Madsa zaczynają ginąć w tajemniczych okolicznościach, o czym ten dowiaduje się z gazet.

Dziennikarz udający konsula spotyka się z przedstawicielami najwyższych szczytów władzy afrykańskich krajów. Każde ważniejsze spotkanie jest skrupulatnie nagrywane, dzięki czemu ukazuje nam się w pełnej krasie stan degeneracji i anarchii kraju, gdzie liczy się jedynie kasa i kałasznikow. Wszędzie zaś panoszą się biali panowie, gotowi bez względu na koszty dostać się do — jak się z początku wydaje — łatwego bogactwa. Do tego nienajchlubniejsza rola Francuzów — czy to postkolonialna polityka Paryża wobec dawnych kolonii („gdyby Francja nie obaliła Bokassy, byłaby to Szwajcaria Afryki”) czy to udział francuskich najemników w strukturach władzy pańśtwa.

Całość jest zaś utrzymana w punkowo zgrywnej konwencji. Mads doskonale wciela się w postać dobrze wychowanego dyplomaty paradując w kremowych garniturach i czerwonych szelkach. Świetnie czuje lokalną mentalność, jak wtedy gdy na uroczystości podpisania kontraktu oznajmnia — Pijemy szampana, którego tuż przed samobójstwem konsumował Hitler! — na co afrykańscy towarzysze ze śmiechem odpowiadają  — Oj, Hitler jest w ogóle bardzo śmieszny!

Pod tą konfundująco lekko podaną dosyć paskudną tematyką pojawiają się jednak liczne pytania, dotyczące nie tylko tego, co zostaje przedstawione, ale samej etyki tego dokumentu. Czy można tak? Dla hecy prowokacji wkręcić się w brutalny system petryfikujący biedne kraje? Stać się trybikiem w machinie postkolonialnego wyzysku? Dzieło Brügga nie wszystkim przypadło do gustu, nagrany Holenderski pośrednik do samego końca walczył o wstrzymanie projekcji. A film przypadł do gustu zarówno publiczności w Danii jak i jury festiwalu Sundance.

Fantastycznie nakręcony, trzymający w napięciu, prowokujący i przepełniony historią oraz wydarzeniami z pierwszych stron gazet dokument, który pokazuje, skąd się wzięły Państwo Islamskie czy sukcesy Boko Haram. Kto jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień. Niekoniecznie szlachetny.

Słoń

One thought on “Porażająco DOBRY partyzancki dokument z serca Afryki: The Ambassador

  1. Pingback: Bandyta, Wizjoner, Prawie Prezydent (Narcos, S01)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s