DOBRY festiwal, ze świetnym otwarciem: George Town Festival

Za: media.themalaymailonline.com

Za: media.themalaymailonline.com

Weekendowa przerwa w pisaniu o filmach. Współautorka nie miała pieniędzy na kino, a ja dałem się do teatru. I to nie byle gdzie! W ostatnią sobotę otwarto kolejną edycję George Town Festival (GTF) — według New York Times’a „intensywnie pracującego na zostanie najlepszym festiwalem teatralnym w Azji”. Po imponującym otwarciu, jakim był doskonały performance „100% Penang” jestem w stanie uwierzyć, że może to być najlepszy artystyczny event na kontynencie. George Town to oczywiście nieskończona ilość miasteczek i gmin w USA, stolica Gujany i dwa miasta w Indiach, ale ja byłem w malezyjskim stanie Penang.

Wspomniane George Town znajduje się właśnie na wyspie Penang, która wraz z kawałkiem lądu, od którego oddzielona jest cieśniną Malakka i paroma mniejszymi wysepkami stanowi stan Penang. Spacerując wśród niskiej chińskiej zabudowy i mijając dobrze utrzymane kolonialne zabudowania, jak zegar Wiktorii, Town Hall czy zbudowany z końcem XVIII w. fort Cornwallis, czujemy, że miasto ma bardzo wyraźną tożsamość i robi wszystko, by ją zachować. Oprócz pobrytyjskiej spuścizny są tutaj jeszcze meczety, hinduistyczne świątynie i wille chińskich przemysłowców z końca XIX w. To tutaj, sześć lat temu, wtedy, gdy niewiele się tutaj działo, postanowiono zorganizować festiwal, mający na celu ukazać miasto, jako malezyjskie centrum kultury.

GTF trwa cały sierpień i składa się z najróżniejszych wydarzeń, które są promowane w całym mieście. Oprócz przedstawień teatralnych, odbywa się całe mnóstwo eventów, od wystaw (mi wręczono ulotkę o ekspozycji na temat muzułmanów w Nowej Zelandii), przez występy taneczne, projekcje filmowe i warsztaty. Na pierwszy ogień poszło przedstawienie „100% Penang”, które chyba wszystkim na długo zostanie w pamięci.

Za: Współautor

Za: Współautor

Niemcy z Remini Protokol jeżdżą po świecie ze swoim genialnym w prostocie projektem „100% City” i ożywiają demograficzne statystyki miasta. Dobierają sto osób, które nie mają nic wspólnego z aktorstwem, według kluczowych zmiennych demograficznych: miejsce zamieszkania, wiek, płeć, etniczność i co jeszcze uznają za stosowne w danym kontekście kulturowym. Teraz dotarli na Penang, gdzie zebrali setkę reprezentantów miasta i kazali im opowiedzieć historię swojego miasta.

Zaczęło się od kolejnych wejść na scenę poszczególnych osób. Każdy się króciutko przedstawiał i zapraszał do światła osobę, którą zwerbował. Jedni prezentowali się mniej inni bardziej poważnie. Przestraszone dzieci z uroczym seplenieniem („Maj nem iś Haśan”) wywoływały salwy śmiechu, a chłopak z zespołem Downa czy facet, który wykaraskał się czwartego stadium raka — nieskrępowane owacje. Jedni mówili po angielsku, inni po malajsku lub chińsku.

Gdy już wszyscy weszli na scenę rozpoczął się właściwy show. Najpierw zaprezentowali się Indusi, tańczący do swojej radośnie jazgotliwej muzyki, a po nich Chińczycy i Malajowe. Pani z Sarawaku, stanu na Borneo, (kategoria etniczna: „Inne”) w ludowym stroju odtańczyła przy aplauzie publiczności solo.

Za: media.themalaymailonline.com

Za: media.themalaymailonline.com

W tym momencie okazywało się, ze wielkie koło zawieszone w tle daje rzut z kamery, znajdującej się nad performerami. Patent niezwykle przydatny, gdy ukazywany był rozkład wiekowy na koncentrycznych kręgach z ludzi widzianych jedynie na kamerze, czy układ podług poszczególnych dzielnic.

W kolejnej części występu dzielono się na dwie grupy „JA” i „NIE JA”, a po kolei odczytywano pytania, wobec których należało się ustosunkować, stając po jednej albo drugiej stronie. Od pytań stosunkowo niewinnych, schodziło na coraz bardziej pikantne, obyczajowe, kontrowersyjne tematy polityczyne i obyczajowe. Czy jesteś za karą śmierci? Czy powinno się zakazać całowania w miejscach publicznych? Pytanie o stosunek do Sedition Act, jeszcze kolonialnego prawa dotyczącego pomówień, będącego skutecznym narzędziem karcenia niepokornych w rękach rządu federalnego, było manifestacją niezadowolenia z działania władz. Z kolei niemal zgodna odpowiedź twierdząca na pytanie, czy rząd lokalny jest skorumpowany, była tym bardziej radosna dla wszystkich, że w loży VIP siedział jego szef.

Gdy piątka odważnych przyznała się do kłamania w zeznaniu podatkowym usłyszeliśmy: A teraz zobaczymy kto skłamał! Zgaszono światła, a odpowiedziami było zapalalanie latarek. I wtedy się zaczęła spowiedź: Kto skłamał odpowiadając na pytanie o podatki (zdecydowanie więcej niż pięć świateł;)? Kto uprawiał seks w ciągu ostatnich sześciu miesięcy? Kto się zakochał w kimś z grupy? Kto nienawidzi kogoś z zebranych? Kto usunął ciążę? Kto ma na swoim koncie akt homoseksualny?

Za: Współautor

Za: Współautor

Słowem — Niemcy pojechali konkretnie, wyciągając z ludzi dość intymne zeznania i odważne polityczne deklaracje. Fakt nieoczywisty, w kraju konserwatywnym, w przedstawieniu, w którym brali udział muzułmanie powyżej 50 roku życia. Wszystko to działo się przy perfekcyjnej grze świateł, z big-beatową muzyką na żywo i żywymi reakcjami publiki. W ostatnich częściach zadawano kolejne pytania, a zgadzający się schodzili na środek sceny, na który rzucano snop światła. Ustawienie z tyłu podestów umożliwiło widzenie wszystkich na raz. Fantastycznym momentem były 24h z życia miasta, gdy o 4 rano na nogach był tylko ten facet, co się wcześniej pożalił, że nie może spać, o 5 zbierali się muzułmanie na modlitwę, a o 13 spali jedynie ci, co balowali do 3 nad ranem.

Przedstawienie miało być manifestacją różnorodności miasta. Dużo w tym wszystkim było humoru i zabawy ze stereotypów i uprzedzeń. Jak wtedy, gdy słynący z punktualności Chińczycy spytali, kto przychodzi na spotkania zawsze pół godziny później (twierdzące odpowiedzi Malajów i Indusów). Wtedy też wpuszczono na salę spóźnialskich, jakich przywitano burzą braw i gromkim śmiechem. Wszystko to udało się zrobić w komediowej aranżacji, pełnej jednak respektu wobec innych opinii i przetykanej momentami powagi. Aplauz wyrażający wsparcie gdy na środku stanęli niepełnosprawni czy ci, co przeżyli raka, mógł zakręcić łezkę w oku. Całość była może trochę za długa (prawie dwie godziny), ale idealne połączenie amatorszczyzny i spontaniczności z żywiołowością, ukazującymi wszystkie barwy i odcienie lokalnej wspólnoty stało się hołdem ku czci heterogenicznego społeczeństwa Penangu, które jednak stanowi zwartą grupę mieszkańców, kochających swoje miasto.

Na czasie (1 sierpnia) było pytanie o to, czy byłbyś gotowy zabić w obronie swojego miasta.

Najciekawszym pytaniem, które zadał sobie w duchu Współautor, było o to, czy można by było coś takiego wystawić w Polsce, tak by do końca wytrzymała cała setka.

Polska sztuka na GTF. Za: WspółautorPolska sztuka na GTF. Za: Współautor

Polska sztuka na GTF. Za: Współautor

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s