ZŁY malezyjski film zrobiony przez Japończyków: NOTA

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

W trakcie festiwalu AIFFA na Kuchingu poznałem małżeństwo Tanaka, Japończyków, stających za „Notą” (właściwie należałoby powiedzieć „Notatką”, bo o to się cała rzecz w filmie rozgrywa, niemniej w poście trzymam się oryginalnego tytułu). Na prelekcję Yasu trochę się spóźniłem, ale zdążyłem zarejestrować, że opowiadał on o scenariuszach, właśnie w kontekście nadchodzącej premiery „Noty”. W kraju, którego toczą te same filmowe zgryzoty, jakie znamy z rodzimego podwórka — sztuka kontra biznes, naśladownictwo za Hollywoodem przy braku środków i umiejętności, do tego (już lokalna specyfika) czyli wredna cenzura — wydawało się, że przyłożenie szczególnej uwagi do historii da przynajmniej dobre widowisko. Tymczasem mam wrażenie, że pierwszy lepszy reżyser dałby w zęby każdemu, kto przyszedłby do niego i w paru słowach zreferował pomysł na scenariusz, jaki zrealizowano w „Nocie”.

Za: 42ndpictures.com

Za: 42ndpictures.com

Nota

Malezja, 2015

reż. i scen. Bea i Yasu Tanaka

wyk. Maya Karin, Hans Isaac

Od razu informuję: zdradzam poniżej całą historię, z detalami.  Piszę kto kogo i jak zabił (żona — kolejno — męża spychając z klifu, rybaka topiąc i koleżankę trując) i nie mam w tej kwestii żadnych obawień. Po pierwsze, szansa, że kiedyś będziecie mieli wątpliwą przyjemność oglądnąć „Notę” jest znikoma. Jak będziecie jednak w okolicy — premiera jest 15 sierpnia. A po drugie, nawet jeśli takowa się pojawi, to mam wam po prostu zamiar zaoszczędzić męczarni.

Małżeństwo z Kuala Lumpur, malezyjska klasa średnia, przeżywa kryzys. Poważny kryzys. Ciche dni to mało powiedziane — mąż, Kamal (Hans Isaac) odzywa się do swojej żony, Erin (piękna — link do fot w bikini!!! — Maya Karin) chyba dopiero w drugiej godzinie filmu. Jak zatem zaplanowali wycieczkę do najpiękniejszego parku narodowego Malezji, położonego na Borneo Bako, pozostanie dla wszystkich zagadką. Równie tajemniczą pozostaje kwestia, czemu wyjazd do raju, gdzie młodzi się przed dziesięcioma laty zaręczyli, miałby nagle cudownie przywrócić utracone uczucie.

Generalnie nie wiadomo, o co w tym ich związku chodzi. Ona stara się o dziecko, on ma wszystko w najgłębszym poważaniu (komentarz złośliwej Współautorki: Sama się stara? To raczej nie wyjdzie, chyba że nie jego…). Niby jest jakaś awantura, ale fakt, że przedstawione marzenia, wspomnienia i sny Erin, to  nie możemy być pewni, czy scena kłótni należy do rzeczywistości (jeśli tak — to komu wtedy przychodzi do głowy gdzieś razem jechać??). W każdym razie — wysoce dysfunkcjonalna parka jedzie do raju, gdzie trochę nie wszystko idzie po drodze. W konsekwencji lądują w odciętej od świata wiosce, gdzie spotykają nieco krypnego rybaka (zmarły w maju tego roku Ramli Hassan), który zaciupał już w swoim życiu trzy krokodyle. Transportując parę do wspomnianego Bako, lubujący się w czarnym humorze rybak opowiada im zupełnie nieśmieszną historię o tym, jak żona otruła niewiernego męża.

"Szwagier gary muw aut!" Film Bujang Senang ma traktować o legendarnym słonowodnym krokodylu-ludożercy z Sarawaku. Nie mogę się doczekać! Za: www.cinema.com.my

„Szwagier gary muw aut!” Film Bujang Senang ma traktować o legendarnym słonowodnym krokodylu-ludożercy z Sarawaku. Nie mogę się doczekać! Za: http://www.cinema.com.my

[A propos natury w filmie, która odgrywa dużą rolę — w malezyjskich mediach znalazłem taki cytat: Ten aspekt filmu jest zrobiony raczej ze smakiem (rather tastefully) unikając bycia spotem promocyjnym. Hm.]

Słuchającej opowiastki rybaka Erin przechodzą ciarki. Oto nieco wcześniej znalazła w papierach męża jego list do kochanki (tytułowa notatka), w który ten nader jasno — choć zbyt poetycko, jak na takiego dupka — nakreśla swój stosunek do żony (mało pozytywny) i kochanki (bardzo pozytywny). Już na wyspie, na której położony jest Bako, Erin podsłuchuje rozmowę telefoniczną Kamala, w której ten cieszy się, że kochanka jest z nim w ciąży, co — jak nam się wydaje — przelewa czarę małżeńskiej goryczy. Reakcja Erin? Pyta się, czy ten zarezerwował wycieczkę.

Hm.

Potem już z górki — Erin morduje męża spychając go z klifu i ucieka z wyspy. W drodze powrotnej, zabija rybaka, który transportując ją po zdradliwych wodach — nie wiedzieć czemu — wyjawia, że przejrzał, jaka z niej zła kobieta (Też bym go zabiła na jej miejscu). Już w Kuala Lumpur wdowa otruwa japońską koleżankę (spotkanie z nią i arcydrętwa rozmowa w parku otwiera film), która jest kochanką Kamala. Po drodze zdycha rybka (z całym szacunkiem do Współautorki) z akwarium Erin, ona sama (Erin, nie rybka — No ja myślę!) ląduje w kiciu i mamy malezyjską „Grę o tron”.

Katastrofalna gra aktorska i brak jakiejkolwiek logiki. Fabuła pędzi jak cegła po papierze ściernym, a Malezja jawi się jako kraj, w którym małżeńskie dysputy rozwiązuje się strącaniem z klifu (A tak nie jest?). Łajzowatość Erin, pakującej się w sadomasochistyczny wyjazd do raju utraconego, jest porażająca. Jej sugestia, już na Borneo, że ma dni płodne (czytaj: możemy mieć dziecko) — przekomiczna, a dupkowatość Kamala, którego śmierć oznacza zakończenia jednego z najdłuższych fochów w historii kina — nie do ogarnięcia.

Do tego nieznośna telenowelowatość, polegająca na budowaniu nadmiernego napięcia w niemal niewinnych sytuacjach muzyką zwiastującą co najmniej trzeci rozbiór Polski.

Za: i.vimeocdn.com

Za: i.vimeocdn.com

Mógłbym tak jeszcze trochę narzekać. Proszę jednak o zrozumienie — dotarcie na przedpremierowy pokaz (ok, był catering, ale bez alkoholu. Tak sobie myślę, że może dobrze, bo mógłbym w paru momentach nie wytrzymać), wymagało spędzenia dwóch cennych godzin w publicznym transporcie w jedną stronę. A zawód po nadziei, że państwo Tanaka dadzą radę, pozostanie na długo. A bardzo chciałem, żebym przy kolejnym spotkaniu mógł szczerze powiedzieć, co sądzę o ich filmie. Niestety, po raz kolejny okazuje się, że pokazanie najprostszych scen z życia ludzi, bywa dla filmowców, przekonanych, iż niedociągnięcia fabuły schowają się pod wydumanymi ujęciami i pięknem krajobrazu,  zadaniem nie do pokonania.

Żal i gorycz jest tym większa, że dłuższą część filmu żałowałem, że nie mam wystarczająco punktów magii, by zorganizować Współautorce teleport do sali kinowej. (Współautorka też płacze!) Ale wtedy to by nas na pewno wywalili przed końcem i ominęła by mnie scena śmierci rybki. (A jakbyśmy nawet dotrwali, to podczas sceny ze śmiercią rybki rzuciłabym się rwać ekran)

Słoń

P.S. Na Kuchingu dostałem zaproszenie na jeszcze jedną premierę lokalnego filmu — „Girlfriend Kontrakt” (wygooglowanie zwiastunu skończyło się niepowodzeniem na skandynawskich stronach z pornografią). Virginia, reżyserka przedsięwzięcia, nie ukrywa, że robi film dla kasy, dlatego nie mam zamiaru się nad tym znęcać. Tutaj słowo z „Borneo Post” zarówno o „Girlfriend Kontrakt” jak i „Nocie”.

P.S.P.S. Zakończmy jeszcze jednym cytatem z malezyjskich mediów: Pomimo wątpliwych zdolności aktorskich debiutującego Rina Izumi, jak i dziwacznych wyborów w scenariuszu, czeka was w trakcie seansu niezły ubaw. […] Można jednak mieć nadzieję, że film zostanie dobrze przyjęty przez malezyjską publiczność. 

Maya Karin Za:1.bp.blogspot.com

Maya Karin Za:1.bp.blogspot.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s