DOBRY niezależny horror: Coś za mną chodzi

Babcia?? Za: 4.bp.blogspot.com

Babcia?? Za: 4.bp.blogspot.com

Jak usłyszałem w dużym skrócie o co chodzi, to nie wiedziałem, czy się śmiać czy płakać: na młodych ludziach ciąży klątwa, której pozbyć się można uprawiając seks z inną osobą. Idealny przepis na pikantną produkcję o erotycznym dominie, z domieszką kina grozy i aż się proszący o mniej lub bardziej moralizatorski przekaz, okazał się być zaskakująco świetnym przykładem niezależnego kina grozy. Sprawnie unikającego popadania w śmieszność i banału konwencji, choć nie stroniące od klasycznych rozwiązań tego typu kina. I co najważniejsze — napędzającego porządnego stracha. Aż dziw bierze, że reżyser do tej pory ma na koncie jedną fabułę — „Legendarne Amerykańskie pidżama party”.

It Follows

USA, 2014

reż. i scen. David Robert Mitchell

wyk. Maika Monroe, Jake Weary

Film otwiera sekwencja biegającej po ponurej amerykańskiej suburbii dziewczyny, która w panice ucieka. Nie za bardzo wiemy przed czym, bo nikt jej nie goni, ale jak się okazuje, niewiele z tej jej dziwnej bieganiny wychodzi, co prowadzi do mocnego otwarcia całej fabuły nieco makabryczną sceną. Już później, gdy śledzimy losy Jay (Maika Monroes), której randka nie kończy się tak, jakby mogła bohaterka tego oczekiwać, dowiadujemy się całości — ktoś drogą płciową rozprzestrzenia licho. Zarażony nieustannie musi uciekać przed spokojnie wychodzącymi stąd czy stamtąd nagimi panami o pustym wzroku, okaleczonymi kobietami czy innymi nieprzyjemnie wyglądającymi postaciami z niewiadomokąd, które wobec przeklętego (w tym przypadku Jay) nie mają przyjacielskich zamiarów.

I jedna upierdliwość — mary te są widoczne jedynie dla obłożonego klątwą. Zabawy z szukaniem w tle skąd przyjdzie franca albo zgadywaniem, czy ta wychudzona okularnica w tle zmierzająca w stronę Jay to przechodzień czy przybysz zza światów jest co nie miara.

Zły koniec miłej randki. Za: cdn.hitfix.com

Zły koniec miłej randki. Za: cdn.hitfix.com

Horror w klasycznym wydaniu, w związku z tym nie ma tu za dużo policji (choć strzałów i awantur co niemiara) czy nadmiernego psychologizowania, gdy chodzi o konieczność zdjęcia z siebie klątwy (odbycia stosunku płciowego). Zastanawiające są trochę takie kwestie jak to, czy można uciec od strzygi i czy jest sposób by ją/jego zabić. Jednak te małe niekonsekwencje nie zmieniają faktu, że minimalizm efektów specjalnych, upiorne okoliczności amerykańskiego miasteczka w pełni jesieni, wyczucie chwili (odpowiednie operowanie rozluźnieniem atmosfery i powrotem do strachu) i niepokojąca muzyka Disasterpiece’a  czynią z „Coś za mną chodzi” naprawdę świetne widowisko.

Nie ma tutaj potworów i szatanów. Przerażenie budzą na pozór normalnie wyglądające wychodzące znikąd postaci ludzkie (albo stojące na dachu). Część z nich (nie wiemy kim są te zmory) jet dość poobijana i niezbyt ładnie wyglądająca, niektórzy zaś niczym nie różnią się od przechodniów. Przestrzeń pozostaje otwarta, Jay mogłaby i w kosmos lecieć, a badziewie i tak ją będzie chciało dorwać i rozszarpać. Nie ma próby rozwiązania tajemnicy upiornego cholerstwa, trzeba po prostu się z kimś przespać (jak to zgrabnie ujęła przerażona Współtowarzyszka Seansu: „FUCK SOMEBODY FAST!”) i liczyć, że osoba ta nie zginie. Bo w takim przypadku świństwo wraca do poprzednika. Bohaterowie są niewolnikami przekleństwa, przed którym jedyną ochroną jest „podanie dalej”, co nadaje wszystkiemu punktów złowieszczości.

Za: wickedhorror.wpengine.netdna-cdn.com

Za: wickedhorror.wpengine.netdna-cdn.com

Dodatkowym smaczkiem filmu jest czas, w jakim się rozgrywa cały dramat. Dzieciaki noszą się trochę oldskulowo (jak to się pisze po polsku??), ale w sumie biorąc pod uwagę modę naszych czasów — dość nowocześnie. Oglądają jednak filmy z lat 50. na odbiornikach z pewnością pamiętających Eisenhowera i nie używają komórek. Najbardziej jednak konfunduje jedna z bohaterek, która ma czytnik w kształcie… różowej, otwieranej muszelki, na którym czyta „Idiotę” Dostojewkiego. W jednym z wywiadów reżyser tłumaczył, że specjalnie zaburzył czas akcji, żeby nadać wszystkiemu tajemniczości. Po modelu konkretnego smartfona można rozgryźć datę — tłumaczył. Dodajmy, że to pomieszanie epok, nadające wszystkiemu aury snu, wyszło naprawdę przekonująco i jest na tyle zgrabne, że choć odnotowujemy je, to nadal skupiamy się na tym, co to nas zaraz przerazi.

Prosty i w sumie nawiązujący do kanonu gatunku, ale jednak wnoszący dużo DOBREGO nowego film, który może nam trochę popsuć spokojny sen.

(OK, ja spałem spokojnie. Krwi mi napsuł jeden portal filmowy, gdzie film ma średnią ocen 5,5. Przy 10 tys. głosach.)

3 thoughts on “DOBRY niezależny horror: Coś za mną chodzi

  1. Okej, kupiłam to. Ostatnio miałam duże problemy ze znalezieniem porządnego horroru (tj. takiego, który nie daje nudą i/lub głupotą), a to zdecydowanie zapowiada się ciekawie ;D

    • No, nudy i głupoty to tutaj jest naprawdę tyle ile orzeszków arachidowych. Polecam ze spokojnym sumieniem. Daj znać jak się podobało!

  2. Finally saw this. The ending is as fucked up as the premise! But I love it. Will try to see the directors 1 or 2 older films. I admire his control or restraint through out the film. This film could have turned out a stupid horror film if it was directed by someone else. Nice you mentioned about the production design and time period.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s