Dobry…yyy film: Mad Max: Na drodze gniewu

Za: theralphretort.com

Za: theralphretort.com

Po „Avengers: Czas Ultrona” to chyba najbardziej wyczekiwana produkcja roku. Tym razem nie faceci w pelerynkach z ogromnymi młotkami, ale nowoczesna reinterpretacja kultowego filmu gatunku ozploitation (Aussie+exploitation: niskobudżetowo, komiediowo, horrorowo, ze szczytem w latach 70.-80. no i z antypodów), gdzie Mel Gibson latał jeszcze z bujną czupryną. Rolę szalonego Mela przejął zawsze świetny Tom Hardy („Locke”, „Brudny Szmal”), a towarzyszą mu Anioły, na czele z zawsze piękną (nawet gdy jednoręką) Charlize Theron. Jest szybko, intensywnie, bez chwili na oddech, z goniącą hektycznie kamerą, fantastyczną produkcją, ale jakby czegoś brakowało do perfekcji. (98 proc. na „Rotten Tomatoes”, naprawdę, kurczę blade?!)

Za: www-blastr-com

Za: www-blastr-com

„Mad Max: Road Fury”

Australia, USA, 2015

reż. George Miller

scen. Nick Lathouris, Brendan McCarthy, George Miller

wyk. Tom Hardy, Charlize Theron

„Na drodze gniewu” to postapokaliptyczne kino drogi, w scenerii skąpanej bezlitośnie żarem słońca pustynnej petro-dystopii. Gdy konwój prowadzony przez Imperatorkę Furiosę (wspomniana Theron) nagle zbacza z wyznaczonej trasy, w pościg rzucają się siły wrednego warlorda, Immortana Joe, trzymającego w zamordystycznym uścisku mieszkańców swojej osadki, z którego wyjechała maszyna. W pościgu bierze udział też jeniec, Mad Max (Tom Hardy), służący jako kriwodawca dla najemników Joe, ewidentnie mających hematologiczne problemy po promieniotwórczej apokalipsie. Nie wszystko idzie po myśli Joe, do konwoju furiatycznej Furiosy dołącza nasz bohater, tylko po to, by odkryć jakie skarby kryje wechikuł szalonej — na pozór — kobiety. Pościg jednak trwa dalej i do końca trzeba walczyć o przetrwanie.

Film ma mocny wydźwięk feministyczny, bowiem Furiosa przewozi nie paliwo, a Żony paskudnego Joe, uciekające od swojego autorytarnego męża. Wprawne oko dostrzeże w tej doborowej ekipie dwa Aniołki Victoria’s Secret (Rosie Huntington-Whiteley i Abbey Lee), córkę gwiazdy rocka (Zoe Kravitz) i wnuczkę Elvisa (Riley Keough). „Nie jesteśmy przedmiotami” — zdaje sie emancypacyjnie mówić cały żeński zastęp pod rozkazami Furiosy. Odludek Max niechętnie dołącza do tej pięknej (bo z idealnym makijażem, nawet po trudach szaleńczej ucieczki przez pustynię, przed ogniem, bombami, wybuchowymi dzidami, strzałami, burzami piaskowymi i innymi takimi) drużyny. Niechętnie, bo czasy są niesprzyjające, przeżyć chce każdy, a nie każdemu będzie dane. Bo w warunkach bezpaństwowej anarchii czasów postapokalipsy trzeba umieć liczyć. Na siebie.

George Miller stworzył istne szaleństwo, jeśli chodzi o tempo, dynamikę pracy kamery, ilość scen zawrotnej akcji. Wszystko toczy się niemal na pełnym gazie, 90 procent fabuły to pościg pustynnych krążowników i próbujących się na nich utrzymać (z różnym skutkiem) bohaterów, których w swojej dramatycznej walce o przetrwanie oglądamy chyba z każdej możliwej strony. Jest brudno, intensywnie i brutalnie: Furiosa bez ręki, transfuzje krwi wykonywane garażowymi metodami i naprawy mechaniczne wykonywane na pełnej prędkości. Rozwrzeszczane hordy najemników Joe do samego końca nie dają spokoju ani nam, ani bohaterom.

Doskonale przedstawiony jest też świat pozbawiony wszelkich reguł, norm, (człowiek człowiekowi wilkiem, a kiwi kiwi kiwi) a także zasobów. Woda wydzielana jest skąpymi porcjami raz na ruski rok i to w ilościach głodowych. Nic dziwnego, że Furiosa i Mad Max za wszelką cenę próbują dotrzeć do zielonego Edenu z młodości Furiosy. Spotkanie z matriarchalną wspólnotą z rodzinnych stron Furiosy pokazuje, że światem pań rządzi ta sama brutalna siła, co zmaskulinizowaną oazą Joe. Wniosek? Tylko działając razem można coś zmienić.

Za: cdn.collider.com

Za: cdn.collider.com

Film zbiera absolutne fenomenalne recenzje, jako dzieło sprawnie łączące warsztatowy kunszt kina akcji, z wyrazistymi bohaterami i przesłaniem. Przyznam się — nie dość, że nie podzielam tego zachwytu, to jeszcze… zasnąłem. (Fakt, ojadłem się przed seansem jak głupi pikantymi żeberkami i zalałem wszystko pintą piwa, ale jednak…) Co więcej, zbudziwszy się, nie miałem wrażenia, że straciłem bardzo dużo. Dalej jechali, dalej strzelali, dalej kłócili się. Zdziwiło mnie także, dlaczego tak słabo wykorzystano genialnego Hardego, który coś tam bąknie, pokłóci się, albo porządnie komuś wklepie. Lepiej wypada Theron, ale też jej rola jest ambitniejsza.

Faktycznie, nie można temu wszystkiemu odmówić rozmachu wykonania, jednak patrząc na obsadę, spodziewałem się chyba trochę ambitniejszej produkcji. Z dwóch filmów z Tomem Hardym, jakich premiera przypada w tym roku, to chyba osadzony w ZSRR kryminał „System” wydaje się znacznie ciekawszy. Choć mniej wybuchowy.

No ale film DOBRY.

(Nawet jak przyjdzie wam drzemać po żeberkach.)

One thought on “Dobry…yyy film: Mad Max: Na drodze gniewu

  1. Pingback: Chcemy już do szkoły! Dobre filmy na jesień | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s