Zły film: Kingsman. Tajne Służby

Za: cdn.collider.com

Za: cdn.collider.com

Z cyklu „Samotność blogera”. Jeden z tych filmów, kiedy cierpi się na dramatyczny dysonans poznawczy. Z jednej strony boleść człowieka ściska na seansie, katastrofalnie się to ogląda, czekamy na koniec, nie mamy wątpliwości, że film (chyba) zostanie zapomiany jak zeszłoroczny śnieg. Z drugiej — powszechna opinia (internety, znajomi, box office), że mamy do czynienia z błyskotliwym przeniesieniem komiksu na ekran, zabawnym pastiszem na filmy szpiegowskie i udaną opowiastką o nastoletnim chuliganie, wciągniętym w świat ekskluzywnego klubu dżentelmenów ratujących świat. Przepraszam, ale pozwolę sobie zostać przy swoim, oczywiście szybko wyjaśniając, dlaczego „Kingsman” nie są dobrym filmem.

Kingsman. Secret Service

Wielka Brytania, 2015

reż. Matthew Vaughn, scen. Matthew Vaughn, Jane Goldman,

wyk. Colin Firth, Taron Egerton

Całą zabawa przedsięwzięcia zasadza się na dwóch wspomnianych już konceptach. Bawimy się konwencją szpiegowsko-bondowską: wyraziste i fascynujące czarne charaktery (kobieca wersja Pistoriusa nożyconogiego!), elegancja przemocy, styl i szyk protagonistów, fantastyczne gadżety, chwytliwe dialogi. Znamy to, czytamy te aluzje i mamy (odczuwać) radość. Jednocześnie wszystko to tapla się w formie amerykańskiego komiksu (w końcu jest to adaptacja historyjek Marka Millera), jest przerysowanie, pstrokato, na granicy absurdu, wpadając w konwencję kina B-klasy.

Główny zły, Velantine, (Samuel L. Jackson) hipsterski potentat medialny, instaluje całej populacji za uchem karty SIM, które mają ich zamienić w agresywne bestie. Wszystko to w imię walki z przeludnieniem, niech się wytłuką, by planeta się nie przeciążyła. Ludobójstwo w imię ekologii. Powstrzymać wszystko może tytułowa agencja „Kingsman”, elitarna jednostka dystyngowanych dżentelmenów, walczących ze złem i występkiem na całym świecie, chowająca się za pod przykrywką krawca.

Akcja z grubsza oparta jest na rekrutacji do „Kingsman” nowych członków, wśród których, obok uczniów szkół dla przyszłych premierów i ministrów, jest czarna owca, Garry „Eggsy” Unwin (Taron Egerton), chłopiec z blokowisk. Opiekę nad nim sprawuje Harry Hart (Colin Firth), który był przyjacielem zmarłego przed laty w akcji ojca Garrego.

Film jest naćkany gwiazdami, na czele z Firthem, który świetnie odnajduje się w trochę niespodziewanej dla siebie komediowej roli. Do tego Michael Caine oraz Mark Strong. Duet Firth-Strong od razu przypomina nam wyrafinowanego do bólu „Szpiega” (najbardziej wyczekiwana recenzja na tym blogu). Fantastycznie nakręcone sceny walki. Dobre dialogi. Humor, akcja, zabawa? Niekoniecznie.

Za: chimpreports.com

Za: chimpreports.com

Ujmijmy sprawę w punktach, bo tak się ponoć lepiej czyta. To, co mi popsuło seans to:

  • Efekty specjalne. Pierwsza scena, gdy kamera wjeżdża do bliżej nieznanej budowli na Bliskim Wschodzie, gdzie odbywa się otwierająca film bijatyka. Albo zjazd na domek w Alpach. ŹLE to wygląda. Może to wina multipleksu, w którym byłem, ale byłem bardzo zaskoczony — na minus — jakością efektów, które jak dla mnie po prostu pozostawiały wiele do życzenia.
  • Wszystko to igra z dadaistyczną konwencją bezsensu i ostrożnego gospodarowania racjonalnością, jednak nie byłem tym przekonany. Było albo za dużo, albo za mało. Utknęło to w połowie drogi do flirtu z kinem klasy B, bardziej mnie irytując niedociągnięciami i niekonsekwencjami, niż radując szaleńczą jazdą bez trzymanki fabuły wyzwolonej z okowów racjonalności działań bohaterów.
  • Orgia przemocy (punkt tenże wynika trochę z poprzedniego). Najlepszy przykład: scena w kościele, gdzie Colin Firth robi ostrą rozwałkę, wpuszczając dość konkretną wklepę Bogu ducha winnym parafianom, na których Valentine eksperymentuje ze swoim pomysłem wycięcia większości populacji ludzi na Ziemi. Wspomieli o tym nawet na Filmwebie, wskazując, że scena ta budzi bardzo ambiwalentene uczucia, operując dużą dawką przemocy. Jest to dosyć zrozumiałe: przy otoczce, jaka jednak nie jest radosnym kinem B klasy, pozwalającym się cieszyć fontannami krwi, ostre mordobicie chrześcijan wzdryga. Podobnie wzbudzająca zachwyty scena z wybuchającymi w kolorach tęczy głowami. Urgh, może za dużo czytam o paskudztwach wojen na tej planecie, żeby się przy tym dobrze bawić, ale z drugiej wiem, że lubię znacznie krwawsze dzieła.
  • Finał, gdy w trakcie godziny bohaterowie wyprawiają się w kosmos. Potem jest tylko lepiej, wszystko przekracza granice ustawowo dopuszczalnego bezsensu, ale to nie budzi w nas pozytywnych uczuć, wręcz przeciwnie. Nasz bohater biega po korytarzach z jednym pistoletem, rozwalając jak leci armię uzbrojonych po zęby sługusów charnego charaktera. Fakt, standardowa akcja z każdego Bonda, ale tutaj to nie wychodzi; zamiast bawić — boli.
  • Fabuła będąca wypadkową właściwie wszystkich poprzednich czynników, choć sprawnie posuwała się naprzód, to miała zdecydowanie za dużo scen za długich, niepotrzebnych, spowalniających wszystko. Nie miałem poczucia spójności tego wszystkiego, przemyślanej wizji i wewnętrznej logiki filmu. „Eggsy” zachwycony techiką walki Harrego, sam, ni z tego ni z owego, staje się pod koniec Bournem angielskiego wywiadu.

Nie bawiłem się na „Kingsman” dobrze, wręcz przeciwnie, przekroczona została moja granica filmowego komfortu. A wiecie, że jestem w stanie polubić ostre shity. Współautorka zapowiadała, że film będzie niezbyt oryginalny, ale dobry. Mam wrażenie, że jest zupełnie na odwrót. „Kingsman” jest bez wątpienia oryginalną próbą lekkiego potraktowania tematyki szpiegowskiej, co niewątpliwie zasługuje na szacunek i tłumaczy kasowy sukces przedsięwzięcia. Jednak nie mam wątpliwości, że oczekiwałem czegoś zdecydowanie lżejszego i lepszego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s