Dobry film: Chappie

Za: movieexpress.org

Za: movieexpress.org

Nordkamp ma na koncie filmy, które pod pretekstem opowieści si-fi przemycają poważne tematy. Świetny– rzekomo, bom nie widział — „Dystrykt 9” traktował o inwazji obcych, a tak naprawdę o rasizmie. Słabe jak barszcz — zobaczone-niezrecenzowane — „Elizjum” opowiadało z kolei o skrajnych nierównościach ekonomicznych, które doprowadziły burżuazję do wyprowadzki na krążący po orbicie raj. Z poziomem bywało różnie, ale dobrych i ciekawych pomysłów reżyserowi nie można odmówić. „Chappie” również wpisuje się w tę konwencję. Błaha historyjka, będąca pretekstem do większej opowieści. Tym razem jest z grubej rury, o sztucznej inteligencji i odpowiedzialności za czyjeś życie. Film na swój sposób intrygujący, momentami świeży, popadający w cyberpunkową fantazję toczoną na przedmieściach paskudnego Johannesburga, któremu bliżej do dystopijnych megapolis z japońskich anime, niż jednej ze stolic kraju, w którym kiedyś znajdował się co czwarty telewizor na Czarnym Lądzie. Niemniej ma momenty, w którym trochę irytuje i zdaje się z deka niespójny. Ostatecznie jednak, zadowolony byłem że sobotę przyszło mi spędzić oglądając losy robota-niemowlaka.

Chappie

Meksyk, USA, 2015

reż. Neil Blomkamp

scen. Neil Blomkamp, Terri Tatchell

wyk. Sharlto Copley, Dev Patel

I właśnie ten pomysł z jednej strony tak bardzo mi się podoba, a z drugiej — wywołuje tyle irytacji. Chappie (Sharlto Copley) jest bowiem przeprogramowanym robotem policyjnym. Młody, acz błyskotliwy inżynier z firmy zaopatrującej w cyborgi policję, Deon Wilson (Dev „Slumdog. Milioner z ulicy”/cwaniak z „Newsroom” Patel) postanawia na nim przetestować sztuczną inteligencję. Udaje się, jednak nie ma za dużo czasu cieszyć się Stworzeniem. Bo Chappie wpada w ręce tyleż pokręconej (żółte karabiny), co kolorowej szajki złodziei, której trzon stanowi duet zefowej kapeli Die Antwoord (uroczo obtatuowany Ninja oraz pstrokato-fluorescencyjna Yo-Landi).

(I FINK THEY RRR FREEKY!!!).

A propos dziwnego języka — gdy jeden z głównych gangsterów w filmie mówi swoim pokręconym afrikaans-English, pojawiają się… angielskie napisy.

Do rzeczy: trick filmu polega na tym, że sztuczna inteligencja musi się uczyć. Chappie ma umysł niemowlaka. Ma oczywiście doskonałą pamięć, jednak reaguje na otaczający świat jak dziecko. Spór o to, do kogo należy Chappie — złych gangsterów, chcących go wytrenować do zabijania, czy dobrego i uczciwego Deona — przybiera postać dramatu familijnego. Sam Chappie jest urokliwy, choć zdaniem niektórych irytujący jak Jar-Jar Binks. Kwestia sporna. Co jednak intrygujące — posiada świadomość. W tym momencie pojawiają się wątki egzystencjalne i eschatologiczne. Pytania o sens stworzenia czegoś niedoskonałego, kruchego. Odpowiedzialności Twórcy. Podmiotowości i jakości życia.

Za: schmoesknow.com

Za: schmoesknow.com

I co sądzić o takiej mieszance dramatu rodzinnego, futurystycznego cyberpunku i kina akcji, przesyconego poważnymi pytaniami? Reżyser nie stroni od ciekawych zabiegów, jak wplatanie w montaż zdjęć z kamer przemysłowych czy wolniejszego tempa. Na to wszystko świetna muzyka Hansa Zimmera (tego od muzy w „Królu Lwie”, „Incepcji” czy Batmanów Nolana), łudząco podobna do pokręconych bitów duetu z RPA i doskonale wpasowująca się w chaotyczny klimat opowieści.

Daleko filmowi do nadętnej i niemożliwej do oglądania pretensjonalności „Lucy”, choć po podobnym — nazwijmy to: transgresyjnym — zakończniu mam wrażenie, że Nordkamp widział ostatnie dzieło Bessona. Chappi, ze swoim dziecięcym gaworzeniem, rzeczywiście niebezpiecznie zbliża się do irytującej infantylności. Osobiście męczyła mnie gnuśna i klaustrofobiczna atmosfera, zamknięcie akcji właściwie między fabryką, squatem przestępców, co nie wyglądało na zamierzony efekt. Naiwna była też stopniowa zmiana zachowania przestępców pod wpływem koniecznością opiekowania się zmechanizowanego szkraba. Mimo to dałem się uwieść dramatyzmowi skazanego na śmierć wraz z momentem przyjścia na świat robotycznego życia, a nieco radosne zakończenie, niepozbawione humoru, zastało mnie jednak z uśmiechem.

Pełnym przekąsu, ale pozbawionego sarkazmu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s