DOBRY film: Lewiatan

pmcvZa:pmcvariety.files.wordpress.com

pmcvZa:pmcvariety.files.wordpress.com

Masha Gessen z The New York Review of Books swój artykuł zaczyna w ten sposób: „Gdzieś około 1993 r., po paru wycieczkach do Rosji, zauważyłam dziwną i niepokojącą rzecz: ludzie umierą”. Nie, nie chodziło o nagłe i dramatyczne doświadczenie śmierci oraz przychodzącą wcześniej czy później świadomość, że nasze życie się skończy. Masha odnotowała, że co pytała o kolejnego znajomego Rosjanina, to okazywało się, że tam śmiertelny wypadek helikoptera, tu utonięcie. I to nie starsi ludzie, ale trzydziestoparęlatkowie. „Tam przecież nie ma wojny” — próbowała tłumaczyć sobie dziennikarka. Dopiero starszy kolega po fachu uświadomił ją: „Ale właśnie jest. Tak wygląda wojna domowa”. Faktycznie, z demografią Rosji nie jest najlepiej (w ciągu ostatnich 20 lat ludność Rosji zmiejszyła się o 5 mln!), na co składa sie szereg czynników. O nich wszystkich, po kolei, traktuje — jak się wydawało — największy rywal „Idy” w walce o Nagrodę Akademii za najlepszy film nieanglojęzyczny.

Za: calvertjournal.com

Za: calvertjournal.com

Lewiafan (Левиафан )

Rosja, 2014,

reż. Andriej Zwiagnicew, scen. Andriej Zwiagincew,
Oleg Niegin

wyk. Siergiej Sieriebriakow, Elena Liadowa,

Dzieło Andrieja Zwiagnicewa odnotowałem już dawno temu, chyba przez plakat. Młody, siedzący do nas tyłem na kamieniu chłopak patrzy przed siebie. Dookoła niego bagniste wybrzeże, a na lewo od niego szkielet wieloryba. Albo potwora morskiego. Lewiatana (hebr. לִוְיָתָן, pol. wieloryb). Istoty pojawiającej się w paru miejscach Starego Testamentu, żydowskich legendach i średniowiecznym przesądzie, który dał nam sylwestrową wiksę. W filozofii politycznej Thomasa Hobbesa — utożsamienie suwerennej i absolutystycznej władzy państwowej, chroniącej przed inną, gorszą paskudą, lądowym monstruum Behemothem, będącym z kolei symbolem chaosu wojny domowej, bezlitosnej naparzanki wszystkich ze wszystkimi (człowiek człowiekowi wilkiem, albo: kiwi kiwi kiwi).

O czym jest zatem „Lewiatan”? Na pozór o tym, dlaczego Rosjanie umierają. O paskudnej władzy, nie mającej nad sobą żadnej wyższej siły. Skorumpowanej, zcentralizowanej, brutalnej, nie uciekającej się od uznaniowo stosowanej przemocy. Utożsamianej przez spasionego, antypatycznego, niestroniącego od wódki i mającego to i owo za uszami burmistrza. Władza może czytała Hobbes’a, ale nie dotarła do Monteskiusza. Trójpodział władz jest farsą, co najlepiej pokazuje narada u szefa, na którym siedzi pani sędzia, policjant i prokuratorka. Wszystkie sznurki w jednych rękach.

Władzę wspiera ołtarz. „Jeśli masz władzę — Bóg tak chciał” — zdaje sie mówić pop. Religia z jednej strony udziela moralnego wsparcia reżimowi, a z drugiej, przypominając ludowi, że „Królestwo moje nie jest z tego świata”, zamiast pociechy — demoralizuje. Cóż my możemy? Bo i po co? Ucieczką od problemów i źródłem tymczasowej radości staje się przypadkowy seks, alkohol, strzelanie po pijaku do rozstawionych na kamieniach butelek. Ewentualnie portretów partyjnych dygnitarzy i prezydentów Rosji (dobra, nie ma obecnego. „Brakuje koniecznego dystansu historycznego” tłumaczy się bełkotliwie koledze inicjator zabawy).

W takich okolicznościach, depresyjnej dalekowschodniej (rzut kamieniem od Władywostoka, marne 751 km, już bliżej jest do Chin) mieścine Pribrezhny toczy się dramat mieszkającego tamże Nikolaia (Aleksiej Sieriebriakow). W okolicy szykuje się ważna inwestycja infrastrukturalna (koniec przynosi zaskakującą odpowiedź na pytanie, o co tak naprawdę chodzi), dlatego konieczne jest zburzenie drewnianego domu jednorodzinnego Nikolaia, w którym mieszka jego rodzina: piękna, choć trochę styrana pracą w zakładzie rybnym (kto by nie był?) i życiem żona Lylia (Elena Liadowa) i syn Roma (Siergiej Pokhadajew).

Na pomoc przychodzi stary druh Nikolaja z armii, Dymitrii (Władimir Wdowiczienkow), który praktykuje jako adwokat w stolicy. Niestety, okazuje się, że Moskwa to nie nadamurska prowincja, a Rosja to nie Stany Zjednoczone, gdzie hakami można zastraszyć władzę. Idea szantażu wymaga lęku przed zniesławieniem, do czego przydają się sprawne media. Można się w to bawić w „House of Cards” (oglądacie trzecią serię?), ale nie na rosyjskim Dalekim Wschodzie.

Film zaczyna się dla naszych bohaterów źle, a potem — delikatnie mówiąc — nie jest lepiej. Równia pochyła. Wredna władza, zagubieni w tym wszystkim bohaterowie, zalewający szklankami wódki swoje troski, co nie pomaga. Młodzież tylko obserwuje tę anomię i degrengoladę, ale niewiele może. To postać Romy wydaje się w całym filmie najciekawsza. Uciekający z kolegami w ruiny cerkwi by przy ognisku i alkoholu uciec od dramatu rodziny, który nie tylko sprowadza się jedynie do skazanej na porażkę walce sądowej. Dość powiedzieć, że mąż Leny nie za bardzo pomaga jej w zmaganiach z paskudą rosyjską rzeczywistością. Roma zdaje się to rozumieć, ale co on może…?

Za: byt.wpengine.netdna-cdn.com

Za: byt.wpengine.netdna-cdn.com

Właśnie: to jest problem „Lewiatana”. Rosyjskość przesycająca cały obraz. Ta pozorność, że jest to „tylko” o Rosji. Dobrze się to ogląda, wciąga nas dramatyczna i przekonująca historia, jednak wszelka symbolika mordowana jest odniesieniami do współczesnej Rosji. Portretami Putina w biurze burmistrza. Konkretnymi lokalizacjami geograficznymi (choć zdjęcia kręcono nad morzem Barentsa, a nie Amurem). Realizmem świata przedstawionego, posępnej sytuacji Rosjan żyjących w drugiej dekadzie XXI w. Szkielet wieloryba, odniesienia do Księgi Hioba, ruiny świątyni nadają oczywiście realistycznej historii głębszego, metaforycznego znaczenia. Ale mimo wszystko dalej jest to mocno zaangażowany politycznie film o Rosji. Krytyka konserwatywnej i wspartej religią narracji obecnych władz. Bo czy wszędzie na świecie tolerowane są gwałty w małżeństwie, wszechobecna korupcja i brak rządów prawa? Czy może być ogólna w wydźwięku historia o prawosławnej cerkwii wspierającej autorytarny reżim? Tym partykularyzmem, od którego (choć jest to trudne do zrozumienia dla patriotycznych krytyków) skutecznie ucieka „Ida”, „Lewiatan” przegrał walkę o Oscara.

Ale zasłużenie zdobył parę innych nagród.

One thought on “DOBRY film: Lewiatan

  1. A jednak oglądając Lewiatana miałem odczucie lekkiej nudy. Nie żebym był na tyle wyrobionym widzem, by „od razu wiedzieć, jak się skończy”, lecz nie doznałem jakichś wielkich zaskoczeń. Oczywiście masz rację, obraz obecnej Rosji jak na dłoni, ale… jest tyle miejsc na świecie, w których burmistrz ma pełnię władzy. A jeśli to nie burmistrz, to duchowny. Niekoniecznie prawosławny. Ameryka Środkowa, Afryka, Azja, basen Morza Śródziemnego (a mam tu na myśli także kraje północnego wybrzeża) itd, itd. Właściwie niewiele jest miejsc, gdzie do takich sytuacji nie dochodzi. A ponieważ Polska ostro równa do średniej światowej, to i za miedzą mamy podobne przypadki. Bezwzględna walka o władzę i wpływy, czyli o kasę, trwa wkoło nas. Wystarczy wyjechać z wielkiego miasta i już. Przykładów z najbliższej okolicy mojego miasta znam kilka.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s