DOBRY film: Whiplash

Za: trbims.com.jpg

Za: trbims.com.jpg

Bogu dzięki — polscy tłumacze powstrzymali się i w kinach nie oglądamy „Uderzenia Bata”, tylko — jak Bóg przykazał — tytuł w oryginalnej wersji. Dzieło Damiena Chazelle dostało pięć nominacji do Nagród Akademii, w tym dla Najlepszego Aktora Drugoplanowego (J.K. Simmons), zyskało powszechną akceptację krytyki i uznanie publiczności. Mi też się spodobało.

Za: kyleprohaska.com

Za: kyleprohaska.com

Whiplash

USA, 2014

reż. i scen. Damien Chazelle

wyk. J. K. Simmons, Miles Teller

Tytuł nie odnosi się ani do potocznego określenia urazu karku, które jest jednym z najczęściej refundowanych z ubezpieczeń obrażeń w Wielkiej Brytanii, ani do piosenki Metallici z „Kill’em All”, ani do bohatera ze świata Marvela. Choć fakt, wszystkie trzy tropy nie są do końca bezsensowne: dużo na ekranie urazów (choć głownie tych psychicznych) i muzyki w tle (jednak trochę spokojniejszej niż dobry jak chleb thrash-metal), a nasz bohater ma coś z superbohatera. Młody i ambitny perkusista, Andrew Neiman (znany z „Project X” Milles Teller) w końcu zostaje dostrzeżony przez postrach prestiżowego Konserwatorium Schaffera, budzącego tyleż grozę, co podziw Terrence’a Fletchera (J. K. Simmons). Okazuje się jednak, że prowadzony przez niego zespoł bliżej ma do stanfordzkiego eksperymentu więziennego z sekcją dętną niż radosnym jazz-bandem. Fletcher poza klasą jest jeszcze całkiem miłym facetem, zagada, podpyta co słychać, ale gdy tylko rozpoczynają się zajęcia przychodzi pora na orgię psychicznego terroryzmu, którego nie powstydziłby się Stalin.

Paraliżujący strach unosi się nad całą klasą. Chłopaki siedzą cicho jak trusie, w powietrze wzbijają się kolejne przedmioty, a raz po raz ktoś musi się przygotować na solidną porcję obfitych wyzwisk pod swoim adresem. Żeby było ciekawiej, Fletcher z pełną premedytacją stosuje zasadę divide et impera, nikt nie jest niczego pewien, każdy jest trzymany w niepewności. Komplement wypowiadany jest tylko po to, by potem potwarz jeszcze bardziej bolała.

Drastyczne metody Fletchera wpływają oczywiście na całe życie nieszczęśników. Agresję, jakiej doznają ze strony profesora-zamordysty, przenoszą na relacje między sobą. Ofiarą totalizmu jego metod pada też — jak to mówi mój dziadek — sympatia naszego bohatera. Mimo to Andrew się nie poddaje i kosztem ciągłości naskórka na palcach, zdrowia psychicznego oraz relacji z fajną laską, podejmuje wyzwanie Hitlera jazzu.

Za: cloudfront.net

Za: cloudfront.net

Niewątpliwą zaletą całego filmu, oprócz epickich kawałków jazzowych w tle, jest ukazanie drugiej strony medalu. Fletcher, jak się okaże pod koniec, jest większym sukinsynem, niż ustawa przewiduje, ale naprawdę mrożące krew w żyłach zakończenie przynosi zagwozdkę: a może rzeczywiście tak trzeba? Pedagog-sadysta tłumaczy swoje zachowanie rzekomym epizodem z życia saksofonisty Charlie Parkera, który na próbie miał prawie zostać pozbawionym głowy przez wściekłego nań perkusistę Jo Jonesa. Upokorzony Parker miał wrócić do domu, ostro zabrać się do ćwiczeń i wrócić z najlepszym solo w historii muzyki.

„Whiplash” jest właściwie nie tyle opowiastką o muzyce, ani nawet o toksycznej relacji między-nauczycielem a uczniem, ale o podążaniu za doskonałością, tęsknotą za wielkimi mistrzami minionych lat. Metody Fletchera mają za zadanie odeselekcjonować leni i mięczaków, w końcu prawdziwy mistrz sobie da radę. Cel uświęca środki. Czy jednak obraz przedstawiony w filmie odpowiada prawdzie? Richard Brody z New Yorkera ma trochę racji pisząc o tym (polecam cały ciekawy artykuł, zadający kłam  przeczuciu, że muzyka jest w filmie pierwszoplanowym i dobrze przedstawionym bohaterem), że życie młodego muzyka to nie samotna droga krzyżowa, jednocześnie pytając, gdzie te jammy z kolegami po godzinach? I czy profesjonaliści naprawdę potrzebują nad sobą kata bata? W końcu Buddy Rich, najlepszy perkusista w histori muzyki, który podobno mając rok potrafił utrzymać równostajne tempo wybijając łyżkami o stół, chwalił się, że nigdy nie ćwiczy! Z drugiej strony, znajoma pianistka mówi, że wznoszące się w powietrze siłą gniewu nauczyciela przedmioty to nic niezwykłego.

Co by nie narzekać na przedstawienie świata muzyki w filmie, trzeba przyznać, że jest to po prostu DOBRY film, z rewelacyjną rolą J. K. Simmonsa. Choć młodzian Teller też pokazał talent.

2 thoughts on “DOBRY film: Whiplash

  1. Po wyjściu z kina miałam miękkie nogi i wciąż bijące jak oszalałe serce. Ten film ma świetne tempo, w które widz mimowolnie wpada i nie może się oprzeć. Robi niesamowite wrażenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s