DOBRY film: Wolny Strzelec

Z trzech filmów z Jakem Gyllenhaalem, jakie miałem przyjemność oglądać w tym roku (obok niniejszego obrazu pisałem o przekombinowanym „Wrogu” oraz DOBRYM „Labiryncie”), ten jest zdecydowanie najciekawszy. I kto wie, czy rola psychopatycznego freelancera nie jest najlepszą rolą w życiu 34-letniego aktora. Gyllenhaal, jako tytułowy wolny strzelec, wreszcie ma szansę by pokazać co umie, kreując złożoną postać — koniec końców: demonicznego — bohatera. Przekonujące, dające do myślenia, zapadające w pamięć i niepokojące kino z wyrazistymi postaciami, przesłaniem i mocnym finałem.

Za: huffpost.com

Za: huffpost.com

Nightcrawler

USA, 2014

reż i scen. Dan Gilroy,

wyk. Jake Gyllenhaal, Rene Russo,

Louis Bloom (wspomniany Gyllenhaal) jest młodym bezrobotnym. Desperacko szuka pracy, by po parunastu nieudanych próbach wziąć los w swoje ręce. Kupuje kamerę oraz policyjny skaner, umożliwiający podsłuchiwanie centrali policji w Los Angeles i rozpoczyna pracę jako wolny strzelec. Przed policją dociera na miejsca wypadków, włamań i strzelanin, by bez większej żenady pakować się z kamerą w środek ludzkich dramatów. Z początku idzie cięźko, ale z czasem interes się rozkręca. Lou nawiązuje współpracę z Niną Rominą (Rene Russo) z lokalnej telewizji, która zachwycona jakością materiałów wideo Blooma, sowicie wynagradza mu pracę. Biznes się kręci, więc przydadała by się ręka do pomocy i tu na arenę wkracza nieco pogubiony w życiu młodziutki Rick (świetny Riz Ahmed) jako stażysta.

Od początku fascynuje nas postać kreowana przez Gyllenhaala. W rozmowie z szefem złomowiska Bloom, starając się na początku filmu o pracę, czaruje jego właściciela uklepanymi i wyuczonymi frazesami wzietymi prosto z internetowych poradników o szukaniu pracy. Niedoszły pracodawca szybko sprowadza go na ziemię, mówiąc, że nie zatrudni złodzieja. W końcu Lou przyszedł opchnąć ogrodzenie, jakie zwinał scenę wcześniej.

Początkowo możemy jeszcze myśleć, że na drogę zła i występku zwiodły go życiowe okoliczności. Im dalej w film, tym mniej mamy wątpliwości, że nasz bohater jest kanalią, która chowa się pod użelowanymi włosami i potokiem wyuczonych bon motów.

Za: wae.blogs.starnewsonline.com

Za: wae.blogs.starnewsonline.com

Zarówno relacja z Niną jak i Rickiem ukazuje nam Blooma jako manipulanta, nie cofnącego się przed niczym, by osiągnąc swój cel. Nie waha się szantażować o wiele starszej producentki, a i bez żenady wykorzystuje dramatycznie szukającego pracy i pieniędzy młodziaka. Rick musi wysłuchiwać moralizatorskich kazań w duchu guru zarządzania, pod którymi nie kryje się nic innego, jak próba zmanipulowania biedaka domagającego się godziwej wypłaty za swoją pracę.

Bieg wydarzeń jest dobrze przemyślany, Bloomowi wkrótce po piętach zaczyna deptać policja, jednak właśnie efekt tej konfrontacji jest najbardziej pouczającą częścią historii. W pewnym momencie zaczynamy kibicować stróżom prawa, jednak orientujemy się, że sukinsyn za dobrze wszystko wykombinował. Nie dość, że jedzie po trupach do celu, to jeszcze ma sprzymierzeńca w postaci Niny. I właśnie dzięki ich współpracy na sucho uchodzi Bloomowi to, co budzi nasz moralny niesmak. Do końca nie wiemy, czy jego cynizm nie zahacza już o chorobę. Szaleniec czy owładnięty żądzą sukcesu facet, któremu się zaczęło udawać?

Za: businessinsider.com

Za: businessinsider.com

Esencją tego zdegenerowanego dziennikarstwa pokazującego w porannej telewizji w pół-legalny sposób zdobyte ujęcia zmasakrowanej rodziny jest współpraca między producentką i free-lancerem. Początkowe napięcia łagodzi świadomość tego, jak bardzo jedno potrzebuje drgiego. Z kolei tarcia w łonie redakcji telewizji, spowodowane wątpliwościami etycznymi idą na bok, gdy okazuje się, że wszystko jest zgodne z prawem i może nabić oglądalność. Biznes się kręci, bo jest ktoś kto zdobywa paskudne materiały (Bloom), upublicznia je (Nina), a następnie ogląda. Ten ostatni, najważniejszy element (odbiorca), jest w filmie przemilczany. W końcu my nim jesteśmy, na co dzień oglądając histeryczne żółte paski w telewizji informacyjnej.

Film sprawnie jednak ucieka od prostego moralizatorstwa. To tragiczne skutki braku jakichkolwiek hamulców głównego bohatera, przy jednoczesnym sukcesie jego działań i zachwytach jego zleceniodawców czynią z frustracji, jaka w nas się stopniowo rodzi tak mocny morał. A że się wszystko dobrze ogląda, to tym lepiej. Nie dziwota zatem, że film ląduje w wielu zestawieniach, jako jeden z lepszych obrazów tego roku (poprzestańmy na bardzo kontrowersyjnej liście TIME’a oraz setce roku Rotten Tomatoes).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s