ZŁA laurka z Indonezji: Soekarno

Kino z Indonezji? A po co nam coś o tym wiedzieć? Cóż, nie chodzi jedynie o ogólne poszerzanie horyzontów filmoznawczych. Wprawdzie „Sukarno. Niepodległość Indonezji” nie jest najlepszym filmem, jaki widziałem, to na dniach przekonacie się (tak, myślę o Festiwalu Filmowym Pięć Smaków i nadchodzącej z tej okazji recenzji), że w kraj siedemnastu i pół tysiąca wysp można zrobić DOBRE kino.

Jednoczesnie, w ramach poszerzania naszych znajomości w internetach i przydania moim wrażeniom kinowym solidnego merytorycznego wsparcia, o współautorzenie niniejszej recenzji poprosiłem Macieja Maćkowiaka, autora DOBREGO (czytaj: ciętego jak brzytwa, lekkiego jak kłębiaste cumullusy nad Kuala Lumpur i pozbawionego zdjęć jedzenia) społeczno-politycznego bloga z Azji Południowo-wschodniej, Jedna Noc W Azji. Pomoc jest o tyle niezbędna, że film bardziej należy traktować jako społeczny fenomen; dobry probierz tego, jaki jest stosunek współczesnej Indonezji do Ojca swojej Niepodległości, niż dzieło artystyczne.

Za: batamtoday.com

Za: batamtoday.com

„Soekarno: Indonesia Merdeka”

Indonezja, 2013

reż. Hanung Bramantyo, scen. Ben Sihombing

wyk. Ario Bayu, Lukman Sardi, Maudy Kusnaedi

„Soekarno…”, choć został wyprodukowany w Indonezji w 2013 r. do dystrybucji w Malezji wszedł dopiero niedawno. Na seans, pełen patetycznych i podniosłych chwil wybrałem się z koleżankami z Indonezji. Były wzruszenia przechodzące w płacz, brawa (dobra, głównie ja, i głównie dla beki z radośnie naiwnego patriotyzmu) i narzekania, że na końcu nie odegrano hymnu Indonezji, który by tak pięknie podsumował całą produkcję. Chyba zachowywałem się jak Indonezyjczyk na projekcji „Wałęsy. Człowiek Nadziei”.

Sukarno — człowiek bardziej nieoczywisty niż z filmu można się domyślać, urodzony w Surabayi, wychowany w tradycyjnej jawajskiej rodzinie, wspaniały mówca, człowiek który podał zapalniczkę Marylin Monroe (oraz — w kwestii symboli seksu — Josipowi Broz-Tito), ale przede wszystkim otoczony kultem w kraju Ojciec Narodu. Prezydent Indonezji przez 22 lata (1945-67) oraz wykonawca idei Demokracji Sterowanej, seksoholik, inżynier.

Film jest rzecz jasna biografią polityczną wyżej wspomnianego. Poznajemy go jako młodego chłopaka, który na własnej skórze przekonuje się, jak paskudni są holenderscy kolonizatorzy. Jego młodzieńczy romans z uroczą Niderlandką, córką gubernatora, zostaje zduszony w zarodku przez niedoszłego teścia, wywalającego na zbitą papę ze swojego domu amanta, który w przyszłości napsuje tyle krwi okupantom.

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

Rzeczywistość, jak to zwykle ma miejsce była mniej urzekająca. Romans miał miejsce, ale cały wątek jest de facto mieszanką „autentycznych realnych faktów” oraz fikcji. Sutan Syahrir, dobry kolega Hatty, za to rzeczywiście nawet ożenił się z Holenderką (kobietą, nie rowerem), jednak po powrocie do kraju małżeństwo unieważniono, a nieszczęśliwą małżonkę wysłano do domu (co stanowiło jednocześnie krok milowy w stosunkach damsko – męskich).

Zgodnie z tytułem, rzecz tyczy się uzyskania przez Indoenezję niepodległości. Oczywiście przez przez pryzmat kariery politycznej Sukarno, przede wszystkim w okresie japońskiej okupacji. Sukarno, który według polskiej prawicy z pewnością zostałby określonyby mianem „kolaboranta”, współpracował z Tokio, bo — jak uważał — jest to rozsądniejsza opcja niż walka zbrojna z mającym miażdżąca przewagę okupantem. Urzeka nas nietuzinkowy sposób zabezpieczenia córek i żon przed nieokrzesanymi żołnierzmi: „Chcą naszych kobiet? Dajmy im prostytutki!”

Faktycznie niesamowitą była możliwość łączenia przez Sukarno w swoich postawach elementów sprzecznych np. jawajska tradycja — Islam — marksizm (czytaj: nacjonalizm — religia — komunizm). Oczywiście, trwało to do pewnego czasu, kiedy to komunizm zaczął się Oświeconemu autentycznie podobać oraz gdy jego ośrodek decyzyjny przesunął się na południe.

Sukarno jawi się w filmie jako pragmatyczny i realistycznie myślący polityk. Jego geniusz polityczny objawia się najpełniej, gdy formułuje podstawowe zasady, na jakich ma się opierać niepodległe państwo. A jak zbudować sprawnie funkcjonującą władzę centralną na tak olbrzymim i różnorodnym obszarze?

Za: cdn.klimg.com

Za: cdn.klimg.com

O problemach twórców państwowości indonezyjskiej przekonać się z resztą można było w kinie. W jednej ze scen pada tekst, z którego śmiała się tylko jedna koleżanka. „Hm, nie zrozumiałaś żartu?” — spytałem sąsiadki, której nawet nie drgnęły kąciki ust. „Nie, po prostu to było w dialekcie jawajskim. Ja jestem z Dżakarty”.

Z jednej strony „Soekarno…” opowiada o wydarzeniach i epizodach jakby się wydawało niezbyt pochlebnych dla nieskalanego wizerunku wielkiego przywódcy. W pewnym momencie polityczny realizm Sukarno popada w niebezpiecznie zachowawcze kunktatorstwo i do ogłoszenia niepodległości już po kapitulacji Japonii namawiać go muszą młodzi gniewni. Namawiać — czytaj, porwać wywieźć do lasu i „namówić” do podpisania deklaracji niepodległości.

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

Film dość obszernie traktuje też wątek życia osobistego Sukarno. Pokorna Inggit godnie zniosi upokarzające odejście do młodziutkiej Fatmawati, która nie zamykała przecież listy oficjalnych partnerek Sukarno. Dziewczyny w życiu El Presidente to z resztą osobny temat, mówimy tutaj nie o dziesiątkach ale setkach, co poważnie z czasem ograniczy jego czas na zarządzanie państwem.

Mimo to, z drugiej strony, przez cały film Sukarno traktowany jest jako niekwestionowany lider. Niby są spięcia z radykalnymi frakcjami, ale wiadomym jest, że twardy jak skała Sukarno konkretnie da radę. Trzeba zauważyć, że mimo wad, zamiłowaniu do przepychu, nepotyzmu i autorytaryzmu który zaprowadził Sukarno (a który udoskonalił jego następca) etc. był też wielkim mówcą, o którym obecni na jego wystąpieniach mówili że „elektryzował salę” lub „wydawało się że ma dwa metry”. Zrozumieć należy też że żył w nieprawdopodobnie ciężkich czasach gdzie nic — Holendrzy, Jawajczycy, Nacjonaliści, armia i wiele innych stron (oprócz komunistów, oni zawsze byli smutni i źle ubrani) nie było czarne czy białe. Lawirowanie między stronami stało się dla Sukarno chlebem powszednim i podstawą jego władzy. Utrata tej niezwykle cennej umiejętności oznaczała też utratę władzy. Ale to już materiał na inny, oby lepszy, film…

Ta mimo wszystko laurka wdzięczności, trąci kinomanom naiwnym patosem, nieraz przyprawiającym o śmiech. Ciekawie się ją ogląda, tym bardziej jeśli chce się czegoś więcej dowiedzieć o szalonych latach wojny w Indonezji i tym, jaki jest obraz Ojca Niepodległości w zbiorowej świadomości. Jednak jeśli chodzi o walory artystyczne, to w Indonezji o wiele lepiej wychodzą filmy akcji.

 

One thought on “ZŁA laurka z Indonezji: Soekarno

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s