DOBRY film: Locke

Żeby oczywiście nie było, że nie chodzę na nowości, tylko piszę o starociach to urbi et orbi oświadczam, iż w ostatnim czasie byłem w kinie. Pozwolicie jednak, że „November Man” z Piercem Brosnanem i (oscarowy?) „Kill the Messanger” z Jeremy Rennerem, do którego coraz bardziej się przekonuję, zrecenzuję w bardziej dogodnym czasie, gdy wejdą do kin w Polsce. Tymczasem w ramach interludy między tym co obecnie na kinowych ekranach, pozwolę sobie na wakacyjne wspominki i napiszę dwa słowa o świetnym, acz ubogim w formę „Locke”, który światową premierę miał rok temu, lecz polscy kinomani mieli go okazję zobaczyć w kinach dopiero wiosną tego roku.

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

„Locke”

USA, Wielka Brytania, 2013

reż. i scen. Steven Knight

wyk. (osobiście? jedynie) Tom Hardy

Kino wraca do antycznych prapoczątków. Wymogi greckiej spójności stylistycznej, decorum, głosiły jedność miejsca, czasu i akcji. W „Locke” mamy z żelazną konsekwencją wprowadzone wszystkie trzy. Choć w prowadzonych rozmowach wybiegamy w przyszłość i przeszłość, to nie ma żadnych wątków pobocznych, retrospekcji, chronologicznych zawirowań. Jest tylko facet i jego telefon. W samochodzie.

W kinie zamykano już bohaterów w budkach telefonicznych („Telefon” z Colinem Farrellem z 2002 r.) czy czołgach („Liban” z tego samego roku). Tym razem padło na samochód. Nasz bohater, Ivan Locke (Tom Hardy) od początku do końca filmu siedzi w swoim BMW X5, a za scenografię służą nam jedynie dość monotonne widoczki mało fascynującej nocnej autostrady do Londynu i twarz Hardego. Film jest nienajdłuższy, nieco ponad 80 minut, ale i tak szacun dla scenarzysty — pokazując przez ten cały czas twarz jednego aktora, który nie ruszając się ze swojego miejsca, a jedynie prowadzi rozmowy telefoniczne, udało się zrobić wciągający i trzymający w napięciu dramat.

Faktycznie, Locke, jest jedyną postacią którą widzimy, ale wiemy, że po drugiej stronie wmonotwanego w deskę rozdzielczą telefonu, jest kilku innych bohaterów: żona Ivana (Ruth Wilson, znana z serialu „Luther”), jego kochanka (Betham), no i koledzy z pracy. Łącza są rozgrzane do czerwoności, bo Locke intensywnie konwersuje na przemian ze wszystkimi.

Za: 3.bp.blogspot.com

Za: 3.bp.blogspot.com

Locke decyduje się bowiem, samowolnie i to w dzień (a właściwie wieczór) przed, zrezygnować z nadzorowania największego wylewania betonu w historii budownictwa europejskiego („nie licząc obiektów wojskowych”). Sprawa jest gruba, bo wszystko jest dopięte na ostatni guzik, jednak nie może się odbyć bez obecności obermajstra Lockego. Wylewka robiona jest pod budynek, który ma być spełnieniem najskrytszych marzeń każdego budowlańca.

Decyzja jest o tyle trudna, że chodzi nie tylko o kwestie zawodowe ale i osobiste. W przerwach między użeraniem z upierdliwymi kolegami, którzy nie dość, że piją, to jeszcze muszą pojechać po Polaków, mających dokonać ostatnich poprawek, Locke stara się wytłumaczyć żonie i synom, dlaczego nie przyjedzie na długo wyczekiwany mecz. Powodem całego zamieszania jest, a jakże, jego kochanka. Locke wie, że dawno temu schrzanił jedną rzecz i chce się po prostu zachować przyzwoicie. Dlatego ryzykuje swoje życie rodzinne i zawodowe, by naprawić jeden błąd z przeszłości. Do końca (chyba) łudzi się, że uda się wszystko jakoś poukładać, jednak gdy szanse na to rozsypują się jak domek z kart, nie zmienia swojego zdania, nieuchronnie zbliżając się do Londynu.

Film jest oczywiście świetnie zrobiony, Hardy daje popis wyborowego aktorstwa, a widoczki angielskiej autostrady są nawet ciekawe. Całe piękno kryje się jednak w rozmowach Lockego z ojcem. Jest to jedyny monolog w fimie, a także moment, gdy telefon może na chwilę odpocząć. Główną motywacją naszego bohatera, by zamiast zbudować ogromny budynek spalić parę mostów, jest nie tyle tylko chęć udzielenia pomocy Bethan, ale niechęć do powtórzenia błędów swojego ojca, którego — nie ma co ukrywać — nie darzył największym uczuciem. To właśnie ta nienawiść do rodzica jest jego głównym paliwem. Abstrahując od jego naiwnych złudzeń, że wszystko da się odkręcić, jest to najciekawszy wątek filmu. Bohater znajduje się i tak w paskudnej sytuacji, do której sam doprowadził i ma szczerą motywację, by ją naprawić. Poniesie duże konsekwencje, ale czy jego chęć, by zachować się przyzwoicie, nie jest umniejszana przez motywację?

Ciekawy dylemat etyczny, skryty w formie trzymającego do końca w napięciu widowiska dziejącego się jedynie w BMV X5. Polecam!

,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s