Dwa DOBRE filmy z miasta grzechu

Za: img1.wikia.nocookie.net

Za: img1.wikia.nocookie.net

Sin City: A Dame to Kill For

USA, 2014

reż. Robert Rodriguez, Frank Miller, scen. Frank Miller

wyk. Mickey Rourke, Eva Green, Bruce Willis, Jessica Alba, Lady Gaga, Joseph Gordon-Levitt,

Sin City Franka Millera uznawane jest przez fanów komiksu za dzieło absolutnie kultowe, wykorzystujące pełnię możliwości, jakie dają powieści graficzne. Opowiastki z miasta grzechu, skąpane w charakterystycznym oceanie czarnego tuszu to klasyka gatunku, świadomie naziwązująca do kina noir. Nie jest łatwo przenieść coś tak doskonałego na ekran kinowy, ale nie da się ukryć — twórcom udało się znaleźć bliżej niz dalej ideału. Wszystko to oczywiście pod warunkiem, że odpowiada wam estetyka filmowa Rodrigueza, który w „Sin City: Damulka warta grzechu”, w ślad za swoim kolegą i częstym współpracownikiem, kinowym erudytą Quentinem Tarantino obficie, choć — w przeciwieństiwe do reżysera „Pulp Ficiton” — bez większej głębi intelektualnej, czerpie z historii kina. Kółko się zamyka: film oparty na komiksie, opartym na filmie. Kwintesencja postmodernizmu. Otrzymujemy porządną dawkę kinowych emocji, wizualną jazdę bez trzymanki, ucztę dla ucha i oka. (W końcu Eva Green…)

Kanadyjski krytyk filmowy podsumował „Damulkę…” tak: on, jakby miał opisać, co zobaczył to powiedziałby: „ekstremalne kino post-noir”. Z kolei jego czternastoletni syn, zapytany o wrażenia, powiedział, : „ŁAŁ, Eva Green jest naga. Czy wspominałem, że nie ma ubrań?!” Młodzian nie oglądał jeszcze „Marzycieli”, ale to chyba doskonale oddaje wszystko to, co w tym filmie dobrego. Dla starszych, bardziej obeznanych, mamy rozliczne konteksty i alzuje; pod prostą jak konstrukcja cepa fabułą kryją się liczne nawiązania, do klasyki kina grozy, filmów spod znaku prochowca z lat 50., czy horrorów z lat 70. Skojarzenie z początkami kina przyszło mi w momencie, gdy zarejestrowałem muzykę, goniącą od  — bez urazy — typowej muzyki filmowej, przez pokręcone nowoczesne bity (pod linkiem kawałek Fluke’a akurat z „Sin City: Miasto Grzechu” I), country, po subtelne nju-jazzy. Tak jak w początkach kina, gdy muzyka była jedynym dźwiękiem, a przez to wypełniała całość wrażeń audio, tak i tutaj mamy wrażenie, jakby ścigała się z obrazem. Jest cholernie wyrazista, równie cholernie dobra, a przez to doskonale współgrająca z tym pseudo-klimatem kina exploitation, w którego przeróbkach lubuje się meksykańsko-amerykański reżyser.

Historyjka jest swobodną plecionką różnych wątków z różnych komiksów Millera, opowiadających o plugawym życiu w tytułowym mieście grzechu. W sequelu produkcji z 2005 r. znajdziemy ciąg dalszy dramatu Nancy Callahan (Jessica Alba), która szuka zemsty na geniuszu zła i polityki w jednym, złowieszczym Senatorze Roarku (Powers Boothe). Z politykiem zadziera pojawiający się po raz pierwszy w serii tajemniczy Johnny (Joseph Gordon-Levitt), niezwykły talent karciany, za cel upatrujący sobie ogranie nietykalnego politykiera. Tytułową Damulką wartą grzechu jest Ava (Eva Green), zła do szpiku kości femme fatalla, sprowadzającą na manowce swojego przyjaciela, Dwighta (Josh Brolin). Do tego pojwia się cała ferajna fantastycznych charakterów, szefowa gildii prostytutek Gail (Rosario Dawson), czy niezniszczalny Marv (Mickey Rourke). A w tle Bruce Willis i Lady Gaga za barem.

Wszystko to przedstawione jest w iście fantastyczny stylistycznie sposób: skąpane w szarości, spod której od czasu do czasu przezierają blade kolory; z pięknymi skrótami kolorów w tle, gdzie co jaśniejsze elementy są po prostu białe, tworząc dodatkowy kontrast i powodując, że ciemność jest jeszcze ciemniejsza (fantastycznie nawiązanie wizualne do kreski Millera). Do tego nieskończone ilości przemocy, dużo seksu i nagości i mamy to, co tygrski lubią najbardziej.

W porównaniu z pierwszą częścią fabuła jest nieco wyrazistrza, łatwiejsza do ogarnięcia (w ramach braku większego sensu, jaki jest oczywiście serwowany). W „Sin City: Miasto Grzechu” wszystko się szarpało, bohaterowie wchodzili na scenę, prowadzili swoją narrację, by potem dostać ostrego łupnia i oddać prowadzenie akcji kolejnym. Tutaj przerywnikiem jest wątek niepokornego i upierdliwie upartego Johnnego, ale poza tym wszystko skupia się wokół bardzo niemiłych intryg Avy. Fakt, brakuje psychopatycznego Kevina (nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni Eliah Wood sprawdzający się doskonale w roli psychopaty), uroczej twarzy Clive’a Owena (Dwight w „Sin City: Miasto Grzechu”) czy legendarnego Michaela Clarke Duncana (zmarłego w 2012 r. aktora znanego z „Zielonej Mili” (nie, nie chodzi o piłkarza) w roli Manute zastąpił Dannis Haysbert), jednak oba filmy oglądałem niemalże pod rząd i pozbawiony tej wieloletniej przerwy między obiema częściami uważam, że kontynuacja jest nieco milsza oku.

Odnośnie do dziewięcioletniej przerwy między oboma filmami. „Damulka…” zbiera ogólnie słabsze recenzje niż „Miasto grzechu”. Przywołuje się w tym kontekście teorię, według której, jeśli między premierą pierwszej części, a wypuszczeniem na ekrany kolejnej upływa więcej niż trzy lata, dramatycznie spada szansa na powtórzenie kasowego sukcesu. Dowodem na to ma być szególnie ten rok, ze słabymi wynikami „Jak wytresować smoka II” (cztery lata między oboma częściami) i „300: Początek Imperium” (osiem lat czekania, ale nam się podobało). „Damulka…” ma się wpisywać w ten trend, jednak mam wrażenie, że Rodriguez nie jest strawny dla większej publiki, a i „Miasto Grzechu” nie cieszyło się największą popularnością. Poza tym ciężko mi wyobrazić sobie, że pamięć kinomanów jest tak krótka jak polskich wyborców.

Obie części „Sin City” oczywiście nie grzeszą artystyczną oryginalnością, co jednak przy filmach Rodrigueza chyba jest stwierdzeniem nie na miejscu. Spragnieni mocnych wrażeń, obłędnych efektów wizualnych i szorstkich jak papier ścierny dialogów z komiksów Franka Millera nie będą zawiedzeni. A przy okazji warto sobie odświeżyć pamięć i zobaczyć pierwszą częśc z 2005 r.

Przytoczony na wstępie kanadyjski krytyk podsumowuje: „ćwiczenie w stylu dla czternastolatków”.

Młodzieży! Popcorn w ręce i do kin!

Za: 4.bp.blogspot.com

Za: 4.bp.blogspot.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s