ZŁY film: Więzień labiryntu

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

Maze Runner

USA, 2014

reż. Wes Ball, scen. Noah Oppenheim, T.S. Nowlin, Grant Pierce Myers

wyk. Dylan O’Brien, Kaya Scodelario

ZŁE strony oglądania filmów w kinach w Azji Południowo-Wschodniej są dosyć oczywiste i chyba nieraz już o nich wspominałem: upierdliwa cenzura, nędzny wybór, bekanie i mlaskanie wokół, ot, żeby poprzestać na paru. Choć, ze zdziwnieniem odnotowuję, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Wczoraj do repertuaru radosnych zagrywek dołożono kolejne: patriotyczną propagandę. Trzeba było zatem nie tylko zdzierżyć reklamówki kolorowych soczewek i słodkiej kukurydzy, ale oglądnąć parominutowy spot promujący Najpiękniejszy Kraj na Świecie, parominutowy spot wyprodukowany przez największą firmę w kraju, która ufundowała jego najpopularniejszy budynek (wieże Petronasu), plus odśpiewać na stojąco hymn narodowy (bo 57. rocznica niepodległości). Dobrze, że podali słowa, też pośpiewałem. DOBRĄ stroną chodzenia do kina tam, gdzie mieszkam, jest oczywiście to, że niektóre premiery mają miejsce wcześniej niż w Polsce. Jakie ma to jednak znacznie, gdy poszedłem na „Więźnia labiryntu”?!

Już na wstępie powiadam — nie jest to jakaś katastrofalna produkcja. Może dlatego, że byłem zmęczony po intensywnym dniu pracy i do kina poszedłem bez większych oczekiwań, za to uzbrojony w sushi z przeceny z japońskiego hipermarketu i najtańsze chipsy serowe, jakie znalazłem (takie są najlepsze). Ekscytacja wynikająca z półlegalnej konsumpcji najpewniej przygasiła ewentualne rozczarowanie z filmu i nawet dobrze się bawiłem, choć moi towarzysze nie podzielali mojego spokoju po seansie.

Nie ma co jednak ukrywać: klisza goni kliszę, dialogi są wyświechtane jak „Kevin sam w domu” na Święta w telewizji polskiej, a jeśli chodzi o scenariusz, to ma się nieodparte wrażenie, że został on zmontowany przez jakiś internetowy generator postapokaliptycznych opowieści dla młodzieży w wieku13+. (Nie, nie czytałem kolejnej bestsellerowej książki dla młodzieży, w tym przypadku Jamesa Dashnera i nie kryję się z tym, że nie zamierzam).

On, Thomas (Dylan O’Brien) nie za bardzo potrafiący sobie cośkolwiek przypomnieć, ląduje, nie wiedzieć jak i czemu, w środku równiny Glade zamieszkałej przez wysoce zhierarchizowaną i zorganizowaną komunę międzynarodowej wersji Chłopców z Placu Broni. Dookoła tego, w sumie dosyć urokliwego habitatu (tu krzaczek, tam rzeczka, tu porzeczka) ciągnie się wysoki mur, tytułowy labirynt, będący podniesionym do kwadratu skrzyżowaniem Stonehenge i kostki Rubika. Oczywiście, nasz nonkonformistyczny bohater kombinuje jak może, jakby to czmychnąć. Nie pozwalają mu na to jednak wiedza i doświadczenie mieszkańców, którzy po latach starań dali sobie siana, przechodząc na pozycje konformistyczne: bezpieczeństwo zamiast wolności. Symbolem tego stanowiska będzie Gally (Will Poulter, ogarnijcie jego brwi!), który nie za bardzo polubi Thomasa. Dążeniom wolnościowym nie sprzyjają też obiektywne okoliczności, czyli paskudztwa i licha kryjące się w nieskończonym i przygniatającym (w przenośni i dosłownie) monumatnalnością labiryncie.

Za: moviesmacktalk.com

Za: moviesmacktalk.com

Thomas jest jednak Inny, swoim uporem i zdolnościami pokazuje, że jest nadzieja. Sprzyja mu trochę szczęście i okoliczności, bo pojawiają się znaki na niebie i ziemi, iż zbliża się jakiś koniec, przełom. Z czasem zaczyna zaburzać zastały ład, kwestionując niemożność ucieczki z labiryntu, która jest podstawą społecznego porządku w komunie. Przyniesie to trochę awantur, ale dowodem na to, że coś faktycznie wisi w powietrzu jest pojawienie się (w końcu!) dziewczyny, Teresy (Kaya Scodelario), która ma być „ostatnią”. Okaże się też, że Thomas wcale nie wylądował w Glade przez przypadek, a pamięć przynosi nienajmilsze wspomnienia.

Zachodzą kolejne bezprecedensowe wydarzenia, nawet dosyć wartko jedno po drugim, jednak gdy bohaterom nie udaje się w ciągu pierwszej godziny uciec z gigantycznego labiryntu,  porzucamy nadzieję na to, że na ekranie zdarzy się coś konkretniejszego i w sumie nie mylimy się bardzo. Moje wrażenie było takie, że oglądam przydługawy zwiastun drugiej części, której –najprawdopodobniej — nie unikniemy.

Dużo tu młodych nowych twarzy. O ile jeszcze Will Poultera kojarzę z „Millerów”, to z ciekawością doczytałem o reszcie. Jakbym oglądał „Grę o Tron” to pewnie kojarzyłbym Thomasa Sangstera, którego — słowo daję — ojciec  musiał grać w „Braveheart” (na dnaich referendum w Szkocji!)! Młodziutki Blake Cooper ma jak dla mnie zagwarantowaną rolę w którejś z kolejnych części „Hobbita”, a Kaya Scodelario musi być spokrewniona z Evą Green.

Cześć Tereska! Za: www.filmhdwallpapers.com

Cześć Tereska! Za: http://www.filmhdwallpapers.com

Było mineło. Kolejne „Igrzyska Śmierci”, ale bez doborowej obsady. Trochę gonitw, trochę zagadek, dziwne pająki, świat dorosłych się pali, a dzielna i mądra młodzież przyniesie nadzieję i zmianę. Ja nie płakałem, ani z zachwytu, ani z tęsknoty za kasą, którą wtopiłem w bilet. Fani kolejnej serii, na podstawie której nie zrobiono DOBREGO filmu, najpewniej znowu mnie będą chcieli ukrzyżować, że śmiałem podniosłem rękę na świętość, trudno, przeżyję. Prawda taka: Ci co czytali książkę, mogą być usastysfakcjonowani rozmachem i bogactwem filmowego świata przedstawionego. Antropolodzy kultury z „Kultury Liberalnej” będą nam odkodowywać tożsamościowe napięcia genderowe i zagadki teodycei Generacji „Y” (tak, cały czas piję do ich recenzji „Lucy” [dlatego link jest do naszej]). Z kolei ci, co po godzinach pracy chcieli się zrelaksować, mogą się poczuć nieco rozczarowani. Ja należę do tych drugich, choć wyborne sushi i taniutkie chipsy trochę uratowało wieczór.

 

 

3 thoughts on “ZŁY film: Więzień labiryntu

  1. Tak tylko chciałam napisać, że chociaż książkę czytałam dawno, to była ok, w przeciwieństwie do filmu. Główny aktor – Dylan O’Brien – rzeczywiście nie ma tam za dużo do roboty. Wystarczy, że biega i otwiera usta. Zawiodło mnie to, bo wiem, że tego aktora stać na duuuużo więcej niż takie coś. No nic, może kolejna część będzie lepsza.
    Pozdrawiam.

  2. Współlokatorka przeczytała całą trylogię, a ja czytałam empatycznie – tj. książki w rękach nie miałam, ale wszystko wiem. Pierwsza część jest podobno okej, reszta to tragedia i zapowiada się, że filmy mogą co najwyżej historię uratować.

    Szkoda O’Briena, bo to rzeczywiście dobry aktor. A Sangsterowi od „To właśnie miłość” przybyło wzrostu, ale buzia dalej ta sama ;D

  3. Muszę to napisać. Generalnie zgadzam się z Twoją oceną filmu, bo choć temat uklepany do granic możliwości, oglądało się go bez większego bólu zębów. Natomiast w porównaniu z książką, wierzaj, wypada o sto poziomów lepiej. To była tak zła lektura… I tak, porwałam się na nią po filmie. Dlaczego wierzyłam, że ta historia będzie dobra? Teraz to już nie mam pojęcia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s