Dobry film: Strażnicy Galaktyki

Za: flicksandbits.com

Za: flicksandbits.com

„Guardians of the Galaxy”

USA, 2014

reż. James Gunn, scen. James Gunn, Nicole Perlman

wyk. Chriss Pratt, Zoe Saldana, Bradley Cooper

Wymęczony dwiema nocami w grzesznej stolicy Tajlandii; gonitwą za wizą, która skończyła się koniecznością zawierzenia pewnemu motocykliście, że za 20zł przywiezie mi z hostelu paszport; morderczym powrotem taksówką w stronę portu lotniczego w Bangkoku, który przegapiłem bo zaczytałem się w autobusie (witam w moim świecie, choć jest postęp, bo nauczyłem się już, że w niektórych miastach jest więcej niż jedno lotnisko); nocą w turbozakarpackiej, ale jakże uroczej mieścinie gdzieś na Półwyspie Malajskim oraz epickiem powrotem autostopem z trzema Chińczykami, co po drodze zabrali na zupę ostrygową na winie ryżowym, z ulgą powróciłem do domu. Tylko po to, by zobaczyć, że Współautorka wcale nie żartowała z publikacją w odcinkach streszczenia swojego planowanego na okolice trzeciej dekady tego wieku multidyscyplinarnego doktoratu, z pogranicza literatury i filmoznawstwa o filmowych adaptacjach angielskiej klasyki. Dlatego, pomimo zmęczenia wspomnianymi przygodami, które ku mojemu zaskoczeniu przeszło w zapalenie zatok, postaram się w przerwach między erudycyjnymi wpisami Współautorki popisać coś o bieżących produkcjach.

Za: apnatimepass.com

Za: apnatimepass.com

A zatem kolejny konik wypuszczony ze stajni Marvel Studio, czyli „Strażnicy Galaktyki”. Tych cudaków jeszcze nie wiedzieliśmy na ekranach kinowych, a przypominam — tym, co nie nadążają za produkowanymi na masową skalę produkcjami inspirowanymi kultowymi komiksami — że jest to już Druga Faza…

Słucham?! No niestety, niedługo dzieci w szkołach, oprócz nauki kolejnych faz geologicznych Ziemi, polskich dynastii królewskich, czy faz podziału komórki (wątek jeszcze powróci), będą się uczyć o Fazach Filmowych.

Już spieszę z w miarę treściwym wyjaśnieniem — Marvel Cinematic Universe (MCU), to wielka franczyza wysysająca z resztek świata Marvela kasę na wszystkie możliwe sposoby (komiksy, seriale, filmy, krótkie metraże, brakuje poduszek i papieru toaletowego), z czego najbardziej dochodowym są oczywiście filmy. Tzw. Pierwsza Faza zaczęła się w 2008 r. wypuszczeniem na ekrany „Iron Mana”, i „The Incredible Hulk”. Potem dostaliśmy jeszcze drugą część „Iron Mana” w 2010 r., „Kapitana Amerykę: Pierwsze Starcie”, „Thora”, i w 2012 r. „Avengersów”. (Nie wiedziałem ŻADNEGO z tych filmów). Oczywiście, już wcześniej powstawały filmy i superbohaterach i to tych z — powiedzmy to szczerze — pierwszej półki: Spidermanem zajęła się Columbia, a X-Menami zaopiekowało się studio Fox. Przedsiębiorczy właściciele Marvel Studios, a właściwie jego szef, Kevin Feige stwierdzili jednak, że nadal mają prawa do większości „Mścicieli” (ang. Avengers), czyli ekipy superbohaterów, w skład której wchodzą wspomniane „resztki” m. in. Hulk, Kapitan Ameryka czy Thor. I nie dość, że zrobią epopeje/trylogie/whatever z poszczególnymi bohaterami, to jeszcze będą mieszać, plątać i kombinować robiąc coś, co w filmowej nowomowie nazywa się cross-overami, które na zawsze już będą mi się już kojarzyć poznawanym w gimnazjim mejotycznym procesem podziału komórki (choć był to oczywiscie crossing-over).

(Jak ktoś jest spragniony większej ilości szczegółów odsyłam do soczystego w dane ilościowe artykułu na Bloombergu).

Za: wired.com

Za: wired.com

Obecnie w kinach, niczym iskrząca się na nordyckim niebie zorza polarna, do zaobserwowania jest Druga Faza, w ramach której wyprodukowano m. in. „Thor – Mroczny Świat” i właśnie „Strażników Galaktyki”. Nie ukrywam, zabieram się powoli za kupno „Niezwykłej Historii Marvel Comics” Seana Howe. Do koszyka od razu wpakuję najpewniej „Komiks w szponach miernoty” Jerzego Szyłaka, co może wywołać na twarzy wychowanej na graphic-novels ekspedientki ten sam uśmiech, który mój znajomy ze studiów politologicznych wywoływał w kiosku RUCHU kupując „NIE” i „Tygodnik Powszechny”. Nie będąc nigdy wielkim fanem MARVELI, które z komiksami zrobiły to, co kiedyś Bergman z kinematografią szwedzką (PEŁNA DOMINACJA), muszę się jednak przekwalifikować. Wynika to oczywiście z faktu, że 1) mam ograniczony dostęp do niezależnego i artystycznego kina oraz 2) filmy od MCU nie dadzą nam spokoju przez dłuższy czas. Naprawdę dłuższy. Ostatnio studio ogłosiło, że plany sięgają aż… 2028 r. I nie ma się co dziwić — „Avengersi” zarobili w 2012 r. 1,5 mld dolarów, stając się TRZECIM najbardziej kasowym filmem w historii! Cóż, będzie jak zabijać czas w oczekiwaniu na doktorat Współautorki;)

Dobra, do rzeczy. Jak już się mogliśmy przyzwyczaić, kolejny (dziesiąty już) film od MCU jest sukcesem zarówno finansowym, jak i artystycznym. Zebrał jednoznacznie bardzo przychylne recenzje, no i rzeczywiście trzeba przyznać, że dzieją się cuda i cudeńka. Najważniejsi są oczywiście główni bohaterowie, którzy z jednej strony wpisują się w topos bandy wyrzutków społecznych, jacy zmuszeni zostają co powstrzymania swoich ambicji, celem uratowania świata. Z drugiej jednak, stanowią barwną ekipę cudaków, żywcem przeniesionych na ekrany kinowe. No bo jak inaczej nazwać Groota (uwaga: Vin Diesel), drzewo mówiące jedynie trzy słowa (źródło niekończących się żartów), czy Draxa (debiutujący w filmie zapaśnik Dave Bautista), hardkorowego koksu w odcieniach szaroniebieskich, mającego wycięty obszar mózgu odpowiedzialny za poczucie humoru i ironię?

Za: moviesofhollywood.com

Za: moviesofhollywood.com

Na czele całej ferajny stoi Peter Quill (Chriss Pratt), główny bohater, złodziejaszek i awanturnik, porwany z z Ziemi jeszcze w latach 80.

I dwie uwagi tutaj: po pierwsze miałem wrażenie, że Pratt gra dokładnie tak samo jak Seth Rogen. Z dystensem, nieschodzącym z twarzy półironicznym uśmieszkiem, co oczywiście doskonale pasuje do postaci wyluzowanego Quilla. Skonsultowałem się z kolegą, który z kolei pewnie kiedyś będzie się doktoryzował z filmowych kreacji Rogena i po małej kłótni, zgodziliśmy się z moją ryzykowną tezą, że Rogen właściwie jest takim aktorem charakterystycznym, z grubsza prezentujący ten sam zestaw min i żarcików („Rogen gra wszędzie tak samo?! Co ty gadasz, kretynie?! Ile filmów z nim widziałeś, idioto?” „No,– broniłem się — „Zack i Miri kręcą porno”, „50/50”, „Superbad”, „Sąsiedzi”, „Donnie Darko” (tak, widziałem chyba mniej niż 7 proc. filmów z jego udziałem…). Współautorka prosiła też, by dodać, iż w „Take This Waltz” Rogen gra „subtelniej”.

W każdym razie, choć Pratt złym aktorem nie jest, to jak dla mnie, w „Strażnikach…” popis daje Bradley Cooper, którego ze Współautorką bardzo lubimy. Choć służy jedynie głosem, chowając się za postacią szopa Rocketa, to po „Franku” wiemy, że dobry aktor nie musi się pokazywać, by nas oczarować grą aktorską. I właśnie Cooper tworzy chyba najwyrazistszą postać parszywej piątki.

Druga uwaga: cholernie ważny dla filmu jest fakt, że Quill opuszcza Ziemię w latach 80. z discmanem, na którym matka nagrywała mu swoje ulubione piosenki. Soundtrack najpewniej pokocha mój rodziciel (pamiętam, jaką miał zagwozdkę, gdy oglądając „Drive” nie mógł sobie „przypomnieć” czyje to piosenki:D), ale ileż ten film zyskuje na tym, że w kluczowych momantach akcji otulają nas hity sprzed 30, 40 lat!

Za: static.comicvine.com

Za: static.comicvine.com

A poza tym oczywiście rakiety, lasery i wybuchy! Władcy wrzechświata na tronach z płonących meteorów, kosmopolityczne miasta przyszłości, obskurne więzienia, kamienne świątynie w centrum galaktyki z błękitnymi ogniami, i wszystko to, dlaczego lubimy filmy o superbohaterach. Epickie efekty specjalne i piękne kolory. Scena z Quillem ratującym w przestrzeni kosmicznej spowitej obezwładniającą ciszą Gamorę (Zoe Salanda) swoją majestatycznością, kolorystyką i grą światłem zaprawdę przypomina „Grawitację”.

Ale — rzucając kamyczek do ogródka — chyba bardziej podobał mi się „Thor — Mroczny Świat”. Choć w mojej recenzji troszkę pomarudziłem, to porównując oba obrazy z perspektywy czasu bardziej dopracowana, trzymająca w napięciu fabuła wydaje się druga część o przygodach nordyckiego kowala. Jednak i „Strażnicy…” to kawał porządnej rozrywki, gdzie ironia raz po raz rozsadza nadymający się balon patosu (genialna finałowa scena!), a wszystko na złamanie szaroniebieskiego karku, w pędzi na kraniec galaktyki w rytm The Raspberries

Słoń

 

One thought on “Dobry film: Strażnicy Galaktyki

  1. Pingback: Zaskakująco ZŁY: Batman kontra Superman. Świt sprawiedliwości | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s