Amatorzy adaptacji #2, czyli DOBRE przedstawienie, czyli „Wiele hałasu o nic” (2011)

źródło: tennantnews.blogspot

źródło: tennantnews.blogspot

W zeszłym tygodniu zaczęliśmy cykl pt. „Amatorzy adaptacji”, żeby jedno z nas miało wymówkę do obsesyjnego oglądania ekranizacji ulubionych książek. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego.Raz na jakiś czas omawiamy jedną klasyczną (tj. korzystającą w miarę dosłownie z tekstu oryginalnej sztuki) adaptację, a później zajmiemy się modernizacjami (czyli wersjami, w których nie tylko realia, ale i język są dostosowywane do współczesnych norm).  Na pierwszy ogień idzie szekspirowska komedia „Wiele hałasu o nic”. 

To jest druga część cyklu o MAANie (WHONie?), pierwszą znajdziecie tu

źródło: guardian.co.uk

źródło: guardian.co.uk

Much Ado About Nothing

Wielka Brytania 2011

sztuka: William Szekspir, reż. Josie Rourke

wyk. Catherine Tate, David Tennant

[Uwaga zbyt ważna, żeby być na marginesie: niniejszą wersję można wypożyczyć lub nabyć online na stronie Digital Theatre!]

Ta teatralna wersja (w reżyserii Josie Rourke, której „Koriolanem” zachwycałam się w marcu) jest chyba najzabawniejszą wersją tej sztuki, jaką widziałam. Duża w tym zasługa umiejscowienia akcji na Giblartarze w latach osiemdziesiątych, z naciskiem na to ostatnie — stroje, fryzury i muzyka tamtego okresu to coś, co zawsze dodaje śmieszności. Żołnierze Don Pedra to marynarze, wokoło porozstawiane są leżaki, a każdy ma przynajmniej jedną parę okularów słoneczych, nie mówiąc o puszkach, butelkach i papierosach.

źródło: tenantnews.blogspot.com | Strój świnki Piggy najlepszym przebraniem na bal maskowy

źródło: tenantnews.blogspot.com | Strój świnki Piggy najlepszym przebraniem na bal maskowy

Tutaj wątek ciaptaka Claudia (o mojej niechęci do tego bohatera napiszę w poście podsumowującym) i słodkiej Hero schodzi na dalszy plan, nacisk kładzie się przede wszystkim na Benedicka i Beatrice. Na pewno z chytrą chęcią rozpowszechnienia sztuki wśród fanów popkultury obsadzono w tych rolach Davida Tennanta i Catherine Tate, którzy grali razem w Doctorze Who (to śmieszne, że akurat Tate’owska Donna Noble była jedną towarzyszką Dziesiątego Doktora, która się w nim nie bujała) oraz w kilku skeczach, w tym w jednym o temacie szekspirowskim. Niezależnie od motywacji (które przecie i tak są szlachetniejsze od tych kierujących podłym Don Johnem), był to świetny wybór.

lunacynet.com | Czasem Tennant jest bardziej błaznem (patrz: zdjęcie na samej górze), lecz gdy tego wymaga sytuacja poważnieje (jak tu), mundur z szarfą w tym pomaga.

lunacynet.com | Czasem Tennant jest bardziej błaznem (patrz: zdjęcie na samej górze), lecz gdy tego wymaga sytuacja poważnieje (jak tu), mundur z szarfą w tym pomaga.

Tennant świetnie oddaje dwie strony Benedicka. Raz jest ciut zarozumiałym pajacem, który szczerzy się i biega po scenie umorusany farbą,  jednak gdy sytuacja staje się poważna — a w „Wiele hałasu o nic” niewiele brakuje, by komedia zakończyła się tragedią — staje na wysokości zadania i pokazuje, że ze wszystkich męskich bohaterów tej sztuki to Benedick jest tym najtrzeźwiej myślącym.  A przy okazji mówi ze szkockim akcentem…

Catherine Tate jest nietypową Beatrycze. W interpretacji Emmy Thompson bohaterka jest dystyngowana, Tate’owska jest … rozbrajająco niedystyngowana (przebija się czasami Donna Noble). Choć chwilami jej wykrzywiania są ciut przerysowane (puryści na pewno okręcą nosami), ta interpretacja pięknie współgra z tennantowskimi  wygłupami. A scena podsłuchiwania wyzwala u mnie równocześnie śmiech, przerażenie i podziw.

źródło: williamshakespearethings

źródło: williamshakespearethings

Ta wersja w dużym stopniu opiera się się na komizmie fizycznym i na ciekawym zestawieniu współczesnego sposobu mówienia i mimiki ze starym tekstem. Często to bardzo dobrze wychodzi, czasem jednak jest to przesadzone, jednak nie razi to jakoś bardzo, jako że wpisuje się we wspomnianą na początku rozrywkową konwencję tego przedstawienia. Tam, gdzie inne adaptacje łagodzą komedię na rzecz sentymentalizmu, Rourke postanowiła dalej postawić na humor, a Tate i Tennantowi świetnie to wychodzi. Według mnie to bardzo dobry pomysł. Nie dość, że takie potraktowanie tematu wyróżnia jej wersję na tle innych i przybliża humor Szekspira współczesnemu widzowi, to jeszcze dzięki temu te kilka granych na poważnie scen (czy końcówek scen) ma mocniejszy wydźwięk.

Co tu wiele będę pisać? Lepiej leććie na stronę Digital Theatre (nie, nie płaci mi ta instytucja), by za ok. 20zł móc się przez dwa dni delektować i chichrać nad tym spektaklem.

Rybka

PS. Posłuchajcie sobie skocznej wersji „Sigh no more”, tym razem w wykonaniu odtwórców głównych ról:

A w przyszłym tygodniu... | źródło: readeroffictions.com

Następnym razem… | źródło: readeroffictions.com

2 thoughts on “Amatorzy adaptacji #2, czyli DOBRE przedstawienie, czyli „Wiele hałasu o nic” (2011)

  1. Pingback: Amatorzy adaptacji #1: Wiele hałasu o nic (1993), czyli DOBRY początek cyklu | Dobry Film, Zły Film

  2. Pingback: Wiele hałasu o czymś, czyli Szekspir na Youtube’ie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s