Dobry film: Ewolucja planety małp

Źródło: schmoesknow.com

Źródło: schmoesknow.com

Dawn of the Planet of Apes

USA, 2014

reż. Matt Reeves,

scen. Rick Jaffa, Amanda Silver, Mark Bomback

wyk. Andy Jerkis, Jason Clarke, Gary Oldman

Za szybą samochodu szybko mknęły palmy pnące się nad wioskami północno-wschodniej Malezji. Pan kierowca, który był na tyle uprzejmy, że zabrał mnie w Hari Rayę (rodzaj islamskiej Gwiazdki) na stopa, w trakcie wyprawy, jakiej etap autobusowy zakończył się po niecałej godzinie epicką awarią silnika, niezbyt polubił kolejną odsłonę serii o planecie małp.

— Nie za bardzo pojąłem te wszystkie wątki. Chyba trzeba było zobaczyć wcześniejsze części. Ale za to jestem wielkim fanem „Harrego Pottera” i „Władcy Pierścieni”!

Cóż, nie mam wrażenia, by fabuła filmu Reevesa była jakaś wybitnie skomplikowana. Właściwie była dosyć… niezaskakująca, postacie i strony były jasno rozrysowane, a wszystko zmierzało ku zbudowaniu napięcia przed kolejnymi częściami serii. Urzekał natomiast postapokaliptyczny klimat cywilizacji, która zrobiła krok do tyłu. Ludzie, a przynajmniej garstka jaka została po objęciu władzy na świecie przez małpy, pochowali się w zapuszczonych i zarośniętych enklawach, które niegdyś były cudownymi wizytówkami naszej cywilizacji. Nie pozostawało nic innego, jak oddać się eskstatycznym efektom specjalnym, rozkręcającemu się konfliktowi między dwoma rasami naczelnych, i złowieszczemu nastrojowi końca świata z Internetami i dominacją homo sapiens, jaka jest nieodległą, acz chyba nieodwracalną przeszłością.

Źródło: samepageteam.files.wordpress.com

Źródło: samepageteam.files.wordpress.com

Seria o planecie małp ma dłuuugą historię. Zaczęło się od francuskiej książki si-fi z 1963 r. Pomysł na planetę zdominowaną przez naszych naczelnych kuzynów stał się właściwie franczyzą, bo jak inaczej nazwać serię trzynastu filmów i jeden serial animowany z lat 1975-76? Ja sam oglądnąłem jeszcze na kasecie VHS „Planetę Małp” Tima Burtona z 2001 r., ale z obrazów, jakie oglądałem na odgrzebanym gdzieś w taty pokoju magnetowidzie już bardziej wrył mi się w pamięć „Raport Mniejszości” z Tomem Cruisem i oczywiście filmy Monty Phytona, w cholernie złej jakości.

Idąc na „Ewolucję…” (czemu nie świt?!) bałem się tego, na co cierpią ci, którzy nie nadążają za postaciami ze świata Marvela — że niewiele ogarnę nie będąc na bieżąco z serią. Tymczasem wszystko tworzyło spójną i w miarę sensowną całość, jaką dało się ogarnąć nie czytając wcześniej miliona komiksów. Nie za wiele też się traciło, jak się nie oglądnęło poprzedniej części, czyli „Genezy Planety Małp” z 2011 r., ani oryginalnej serii z lat 60. W końcu „Ewolucja…” to swobodne nawiązanie do filmów sprzed lat, czyli tzw. reboot. Znajomość serii pomaga, choć nie jest warunkiem sine qua non, by się dobrze bawić.

A propos komiksów — w filmie pojawia się egzemplarz kultowego „Black Holes”, powieści graficznej Charlesa Burnsa. Wydawana w latach 1995-2005 seria opowiadała o przenoszonej drogą płciową chorobie, jaka zamieniała ludzi w mutanty, zmuszane potem do życia poza nawiasem społeczeństwa. W „Ewolucji…” nie ma na szczęście żadnych chorób przenoszonych drogą płciową, jest jedynie tajemniczy wirus, jak zdziesiątkował ludzką cywilizacją. O ile jednak dzieło Burnsa jest metaforą dorastania i wchodzenia w dziwny świat dorosłych, o tyle w „Ewolucji…” ciężko się doszukać czegoś więcej oprócz zgrabnie opowiedzianej historyjki.

Źródło: cdn1-sciencefiction-com.jpg

Źródło: cdn1-sciencefiction-com.jpg

Akcja toczy się wokół próby dostania się przez ludzi do zapory wodnej, dzięki której na nowo będzie można odpalić elektryczność. Na czele niebezpiecznej ekspedycji staje Malcolm (Jason Clarke), któremu udaje się przekonać szefa małp, Cezara (Andy Serkis, któy znowu gra jakieś ni psy, ni wydry), że ludzie mają pokojowe zamiary. Zbliżenie między dwoma światami — zamkniętych w geccie czegoś, co kiedyś było San Francisco ludzi oraz żyjących w równie prymitywnych, acz bliższych naturze warunkach małpiatkach — powoduje niezadowolenie w szeregach obu ekip. Rywal Cezara, Koba (Toby Kebbell)(ciekawe, czy jest to świadome nawiązanie do jednego z rewolucyjnych pseudonimów faceta, którego świat miał nieszczęście poznać pod pseudonimem Stalin?), planuje misterną intrygę, celem której jest obalenie zbyt miękkiego lidera i doprowadzenie do wojny z ludźmi. Z kolei ludzie zbroją się na potęgę i gotowi są na zdecydowaną konfrotację. Iskra, która pali całą wioskę małp, uruchamia jednocześnie spiralę bezsensownej przemocy.

Co ciekawe, uwaga skupiona jest przede wszystkim na rozgrywce na szczycie władzy wśród małp. W przenośni i dosłownie, bo finałowa walka o przywództwo rozegra się naprawdę wysoko, co może przyprawić co bardziej wrażliwych o ból głowy. Ludzie mogą jedynie reagować na to, co wymyślą małpy. Choć nadal z technologiczną przewagą, to są jak Wehrmacht na mroźnym wschodzie — i tak utoną pod naporem liczniejszego przeciwnika. Co gorsza, to przecież oni sami doprowadzili do katastrofy, tracąc kontrolę nad szympansami, nad których testowano lek na Alzheimera. (W sumie tak jak Niemcy w drugiej wojnie światowej:D)

(Nie, chodzi tyle, że sami doprowadzili do katastrofy, a nie, że im szympansy uciekły!)

Ale tego wszystkiego dowiadujemy się w „Genezie planety małp”:)

Źródło: www-chicagonow-com.jpg

Źródło: www-chicagonow-com.jpg

Ogólnie — ciekawy, niezobowiązujący (czy to synomim DOBREGO czy ZŁEGO?)  film na piątkowy wieczór. Obowiązkowo z dużą Colą i kilogramem popcornu. I czekamy na kolejne.

Słoń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s