Nienajlepszy horror z Tajlandii: ตัวอย่าง บ้านขังวิญญาณ

Źródło: klips.my

Źródło: klips.my

 ตัวอย่าง บ้านขังวิญญาณ, (ang. Cursed House)

Tajlandia, 2014

reż. Teeratorn Chowvanayotin

wyst. Akara Amarttayaku, Kamolnapatch Thanwong

Sam nie wiem, czemu tyle to trwało, ale po paru miesiącach siedzenia w Azji, w końcu postanowiłem wybrać się na jakąś lokalną produkcję. Boję sie cholernie malezyjskich komedii, biorąc pod uwagę w jak zaskakujących dla mnie momentach śmieją się widzowie w kinach, dlatego postanowiłem pójść na coś znacznie bezpieczniejszego, acz jednocześnie przerażającego — tajski horror. Z jednej strony super skojarzenia z oczarowującą widza tajską nową falą. Moje doświadczenia z ową sprowadzają się do dwóch filmów en-Ek Ratanaruanga, czyli cholernie źle przetłumaczonego buddyjskiego thrillera kryminalnego „Headshot. Mroczna Karma”  (w oryginale było — jeśli dobrze pamiętam — „Człowiek, który widział do góry nogami”) i onirycznego horroru „Nimfa”, ze świetną drugoplanową rolą dżungli. No i rewelacyjny film o rewelacyjnym tytule, czyli  „Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia”, zwycięzca z Cannes z 2010 r.  Z drugiej strony — popularna w horrorach konwencja nawiedzonego domu: wikipedia odnotowuje 186 filmów w tym gatunku. Wyszło dużo poniżej oczekiwań, ale nie było dramatu.

Źródło: klips.my

Źródło: klips.my

„ตัวอย่าง บ้านขังวิญญาณ”, który na potrzeby tej recenzji przetłumaczymy z angielskiego „Cursed House” jako „Przeklęty Dom” (by nie powiedzieć: „Dom ZŁY”;) gęsto odwołuje się do charakterystycznych elementów dalekowschodniego kina, jednocześnie w przerwach między kolejnymi mrocznymi wizjami przemycając ciekawą krytykę społeczną współczesnych stosunków społecznych w Tajlandii. Miła i kochająca się rodzinka z klasy średniej, małżeństwo In (Akara Amarttayaku) i Ann (Kamolnapatch Thanwong) z córką i teściową  wprowadza się do uroczego domku z ogródkiem pod numerem 303/2, na który wydała całe oszczędności. Od tego czasu wszystko zaczyna się chrzanić: pojawiają się rodzinne niesnaski, kłopoty w pracy obu małżonków, psujące się świeże jedzenie w domu (zła karma!), no i najgorsze — tajemnicze duchy i zjawy, nawiedzające mieszkańców. Nieco dziwna sąsiadka, dopiero po jakimś czasie wyjawia, że nie jest to najlepsze miejsce do życia, o czym przekonały się trzy poprzednie rodziny w nim mieszkające. Żadna z nich nie wyprowadziła się z domu w takim samym stanie osobowym, w jakim wprowadzała. A to dziecko się utopiło, a to żona nadziała na nóż męża, a to mąż się powiesił, uprzednio szlachtując żonę. Na przekór temu, rodzinka postanawia się nie wyprowadzać i zmierzyć z demonami przeszłości, co wcale nie będzie takie łatwe i będzie kosztować ich trochę zdrowia…

Fabuła… kąsa. Dziubie. Podszczypuje. Od początku tworzona jest atmosfera napięcia i strachu, ale nawet nie czujemy początkowej sielanki. Jedyna scena niepodszyta niepokojącą muzyką czy kolejnym trupem/zombiakiem wyskakującym z szafy to wyjęte żywcem z reklamy proszku do prania ujęcia uśmiechającej się i tulącej się do siebie rodzinki, napawającej się faktem przeprowadzki do nowego domu i robiącej właściwie nie wiadomo co, zamiast rozpakowywać kartony. Poza tym, to o każej porze dnia i nocy, coś się dzieje, coś szele

Mamy przeklęte duchy, uroczych buddyjskich monków, próbę odczarowania feralnego domu i złą karmę. Z drugiej strony portret nowoczesnego konsumpcyjnego społeczeństwa, odrzucającego tradycyjne wartości (scena niszczenia ołtarzyka bóstw, która jest początkiem wszelakich nieszczęść) i kurczowo trzymającego się doczesności. W tym kontekście bardzo wymowna jest niechęć rodzinki do wyprowadzki z nawiedzonej, ale jakże wypaśnej chaty. Co z tego, że córka majaczy podtapiana w wannie, czy gada od rzeczy bujając się w środku nocy na huśtawce — ważne że jest willa i ogródek.

Źródło: klips.my

Źródło: klips.my

Intrygująco pracuje kamera, natrętnie obserwująca bohaterów i niepokojąco analizująca najmniejsze detale wnętrz. Są przerażające azjatyckie dzieci (ja zawsze mam schiza, jak widzę w metrze nieletnie Japonki:D), żony zamieniające się w zombie i krew ściekająca po ścianach nad schodami. Całość jednak jest mało dopieszczona fabulanie, aktorstwo jest nieraz radośnie przesadzone, ale jeszcze nie przekraczające tej granicy, gdy właściwie czujemy konwencję zdystansowania się od tego wszystkiego. To w połączeniu z nieraz nieudolnie i niepotrzebnie wsadzonymi w historię momentami grozy wytrącało z równowagi i pozbawiało „ตัวอย่าง บ้านขังวิญญาณ” subtelnie dozowanego napięcia, które musi być w dobrym horrorze. Przez pierwszą godzinę dużo jest takiego kąsania, prób zastraszania, zbudowania narastającego napięcia, z którego koniec końców niewiele wynika. Finał jest oczywiście mocny, ale wszystko mocno traci na fatalnym rozbiegu.

Słowem — mimło było zobaczyć coś z regionu, było trochę śmiechu, parę razy krzyknąłem, ale póki filmu nie ma dystrybucji w Polsce wstrzymam się z jednoznaczną oceną.

A następnym razem chyba jednak malezyjska komedia…

Słoń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s