„Wypisz, wymaluj … miłość”, czyli w miarę dobra tragedia przebrana za złą komedię

źródło: imdb.com

źródło: imdb.com

Words and pictures

USA 2013

reż.  Fred Schepisi, scen. Gerald Di Pego

wyk. Juliette Binoche, Clive Owen

Dawno mnie tak film nie przygnębił, nawet biorąc pod uwagę, że niedawno oglądałam film o nastolatkach chorych na raka. Może to kwestia niekorzystnego biometu i nieustającej poniedziałkowej ulewy, może tego, że idąc na „Gwiazdy” wiedziałam, co mnie czeka, a „Słowa i obrazy” (znacznie lepsze tłumaczenie tytułu) reklamowane jest jako lekka komedia romantyczna. Może też dobiła mnie nierówność całości; to, że nie mogłam się zdecydować czy dobroć tego filmu przyćmiewa jego bardzo ZŁE strony?

Historia jest prosta. Nauczyciel angielskiego (Owen średnio udający amerykanina) i nauczycielka plastyki (Binoche mówiąca z francuskim akcentem, ale grająca bohaterkę o włoskim nazwisku) spierają się, co ma większe znaczenie: słowa, czy obrazy. Ich rywalizacja motywuje uczniów do pracy, a ich prowadzi do zakochania. Lekkie, miłe i przyjemne? Niekoniecznie, bo tutaj on jest eks-poetą i alkoholikiem, którego nałóg zaczyna niszczyć wszystkie sfery jego życia, a ona jest utalentowaną malarką cierpiącą na reumatoidalne zapalenie stawów, która powoli traci możliwość tworzenia.

(ten wpis ilustrowany jest soundtrackiem do tego filmu)

Żeby było jasne — ja wcale nie narzekam, że jest za smutno. Wręcz przeciwnie — ten film byłby znacznie lepszy, gdyby odrzeć go ze zbędnych i często żenujących rom-comowych klisz, nieśmiesznych żartów i nudnych wątków nierealistycznych nastolatków. Samo zestawienie tego, jak tak różne choroby dwójki bohaterów mają wpływ na ich życie, i jak razem może mogą znaleźć coś motywującego ich do walki o zdrowie, choćby psychiczne, byłoby znacznie, znacznie ciekawsze. A tak, pomiędzy naprawdę wzruszającymi i dobrze zagranymi scenami jak bohaterka Binoche mimo bólu próbuje znaleźć nowy sposób malowania musimy znosić nienaturalne docinki licealistów i pseudointelektualne wywody na temat istoty sztuki, których sztampowość jest niestety główną cechą dość marnego scenariusza.

Przewidywalny „happy end” nie jest dla mnie zbyt wiarygodny — jestem święcie przekonana, że bohater Owena znowu zacznie pić, a bohaterce Binoche się pogorszy i całkowicie straci możliwość malowania. Nie przerażajcie się jednak moją czarną interpretacją tego filmu, bo jestem w niej odosobniona. Moim towarzyszkom się podobało i stwierdziły, że jest to świetna rozrywka na deszczowe popołudnie.

Rybka

Ciekawostka: wszystkie obrazy „autorstwa bohaterki” zostały namalowane przez Juliette Binoche we własnej osobie. Szacun. Dodatkowy plus: fajna muzyka, przynajmniej wg rybiej wielbicielki Davida Bowie (Bowiego?) i Colina Haya.

One thought on “„Wypisz, wymaluj … miłość”, czyli w miarę dobra tragedia przebrana za złą komedię

  1. Pingback: Noworoczne prognozy czyli znowu oceniamy filmy po zwiastunach (wróży Współautorka) | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s