DOBRY film dla ośmiolatek: Czarownica

Źródło:  pop-verse-com

Źródło: pop-verse-com

Maleficent

USA, 2014

reż. Robert Stromberg, scen. Linda Woolverton, Charles Perrault

wyk. Angelina Jolie, Elle Fanning

— Widzieliście „Czarownicę”? — spytała siedząca za stołem B., głosem bardziej zmęczonym, niż przepitym. Choć impreza była już w stanie mocno zaawansowanym (mogło być chyba nawet po trzeciej w nocy, bo rozmowa miała miejsce chyba  jak szlag trafił stream meczu Holandia-Hiszpania) i z trudem dało się już znaleźć lód do drinków, to B. była zaskakująco trzeźwa. W przeciwieństwie do mnie — kolejne wysokie szklanki rumu z Colą trochę dawały się we znaki.

— Tak! Ale… — jako bloger filmowy poczułem się wywołany do tablicy.

— No! To tam najfajniesze było pokazanie tego, co jest świętą prawdą: na świecie nie ma prawdziwej miłości! — B. nie ukrywała goryczy w swoim głosie.

— Bullshit. — udało mi się skutecznie włączyć do rozmowy i sklecić parę sensownych zdań — Nie dość, że to co mówisz o miłości nie jest prawdą (<romantyk>), to cały film jest raczej pozbawioną większej treści apoteozą matczyno-lesbijskiej miłości… (<bloger>) — nieodparta chęć palnięcia czegoś cholernie głupiego zmieszana (nie wstrząśnięta) z pewną ilością nędznego rumu nie wróżyły niczego dobrego tej — jakby się wydawało — niewinnej pogawędce filmoznawczej. Na szczęście B. nie zwróciła uwagi na to, co powiedziałem i kontynowała wylewanie swoich gorzkich żali na to, że ciężko jest znaleźć w Iranie fajnego faceta.

Plakat z Angeliną Jolie ustylizowaną na Mefistofelesa ze skrzydłami i logiem Disney’a tyleż intrygował co odstraszał. Czy z tego może wyniknąć coś DOBREGO dla świata? Niestety, w środę wieczorem nie było nic innego do oglądania, a to był taki idealny dzień na kino. Bez większych oczekiwań wszedłem do sali kinowej, oczarowany pięknem filmu z niego wyszedłem, ale zanim wróciłem do domu, nie za bardzo sobie mogłem cokolwiek z niego przypomnieć (a słowo — tamtego wieczoru nie piłem rumu!).

Bo taka też jest „Czarownica”. Stara, dobrze znana bajka, opowiedziana jest z zaskakującej perspektywy w zaprawdę epickim opakowaniu. Główną bohaterką jest właśnie… czarownica (Angelina Jolie). Tłumaczenie polskie jest trochę niefortunne, bo niewiele nam na początku mówi, zaś oryginał jednoznacznie odsyła nas do czarnego charakteru z filmu animowanego Walta Disneya z 1959 r. pt. „Śpiąca Królewna”. Dlatego też trochę mi zajeło rozgryzienie, o jakiej „dobrze znanej historii” będzie mowa.

[Zajęło mi to prawie tyle, ile zaspanemu koledze M. na seansie w kinie w Rangunie domyślenie się, że ten Noe grany przez Russella Crowe, to ten z biblijnego mitu o arce:D]

Od początku urzekają nas wrażenie wizualne. Śliczne krajobrazy skrzące się wszystkimi barwami tęczy, zapierające dech w piersiach efekty specjalne, kaskada barw, kawalkada fantastycznych postaci, cudowny makijaż Angeliny (chociaż trochę przesadzili z jej kośćmi policzkowymi). Czuć przestrzeń i magię przedstawianych krain, które wydają się być realnymi i prawdziwymi. Akcja przerzuca nas od bajkowo sielankowego królestwa Maleficient (nie brzmi mi w tym kontekście „czarownica” czy „diabolina”, dlatego zostanę przy angielskim imieniu bohaterki), gdzie mamy za radą poety ochotę siąść pod lipą i cieszyć oko niezmąconym spokojem baśniowej krainy, po mroczne zakamarki ogromnego zamku i złowieszcze sceny bitew sił ludzi i magii.

Tak, chyba ostatecznie przekonałem się do technologii 3D!

Historyjka toczy się wartko, jest to bajka, więc nie domagajmy się większych subtelności i głębi. Rozgoryczona niespełnioną miłością z młodości Maleficient w zazdrości rzuca na córkę swojego niedoszłego księcia z bajki urok, którego potem bardzo żałuje. Zbudzić Śpiącą (Elle Fanning) może jedynie pocałunek prawdziwej miłości i taka się oczywiście znajdzie, ale ku naszemu zaskoczeniu, zakończenie przybierze trochę inny obrót.

W filmie wykorzystana jest stara jak świat historyjka, by przekonać nas, że prawdziwa miłość to wcale nie ta między młodym chłopcem i młodą dziewczynką, ale matką i córką. Nie jestem aż tak rozgoryczony życiowo jak koleżanka B., niepocieszona presją rodziny i kultury oraz zawodami miłosnymi, by wyciągać aż tak daleko idące wnioski. Fakt, prywatna postawa Angeliny, która kolekcjonuje wraz z Bradem Pittem adoptowane dzieci z Azji Południowo-Wschodniej, powoduje, że otwiera się pole do głupawych żartów. Ale Angelina gra… fajnie, jest przekonująca tak w gniewie jak i miłości, rzuca parę zaskakująco dobrych żarcików, dlatego powstrzymam się od uszczypliwości.

Oglądając ten film stwierdziłem, że polubiłaby by go najpewniej moja ośmioletnia córka, gdybym takową posiadał (Boże uchowaj). Ładne to i czarujące, smoki, walka i księżniczki, ale chyba cieszę się, że poszedłem na „Czarownicę” bez większych oczekiwań w środowy wieczór, kiedy musiałem coś zobaczyć na dużym ekranie. Nie żałuję, dałem się porwać cudnie pokazanej baśni, ale nie jestem przekonany, czy mogę to ze spokojnym sumieniem polecić…

Choć przynajmniej mogłem się owocnie włączyć do dyskusji o prawdziwej miłości na zakrapianej rumem imprezie.

2 thoughts on “DOBRY film dla ośmiolatek: Czarownica

  1. Ale skąd Ty właściwie wiesz co lubią oglądać ośmioletnie dziewczynki? Ja w tym wieku oglądałam Bondy i Gwiezdne Wojny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s