DOBRY film do płakania: Gwiazd naszych wina

laineygossip

The Fault in Our Stars

USA 2014

reż. Josh Boone

scen. Scott Neustadter, Michael H. Webber, na podst. powieści Johna Greena

wyk. Shailene Woodley, Ansel Elgort

 Nigdy wcześniej nie byłam na filmie, na którym cała sala by tak równo ryczała*. Nawet ja z towarzyszką Cyriaką, mimo ciągłego wymieniania uwag cyniczo-czepialskich się względem sposobu zaadaptowania tej DOBREJ książki, musiałyśmy podzielić się paczką chusteczek (i to nie tylko dlatego, że zaksztusiłam się podczas seansu skitelsem). Cóż, że zacytuję Sally Sparrow, „sad is happy for deep people”.

literatori.wordpress

Ale może zanim napiszę trochę o filmie, spróbuję sklecić parę zdań o książce. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że jest to najśmieszniejsza książka o nastolatkach chorych na raka, jaką kiedykolwiek czytałam. I to nie w niewłaściwy sposób, ale  mądrze i dowcipnie. Nie znaczy to, że przy książce nie płacze się chwilami rzewnymi łzami — wręcz przeciwnie, zderzenie błyskotliwej i pełnej humoru narracji pierwszoosobowej z okropną sytuacją bohaterów tym mocniej chwilami gra na emocjach.

Szesnastoletnia Hazel (rak tarczycy z przerzutami do płuc) oraz nieco starszy Augustus (amputowana noga po kostniakomięsaku) spotykają się w grupie wsparcia. Zaprzyjaźniają się, zakochują się w sobie i w książce „An Imperial Affliction”, po czym próbują nawiązać kontakt z trudnodostępnym autorem, by dowiedzieć się co stało się z jej bohaterami po zakończeniu książki, która urywa się w środku zdania.

Film jest stosunkowo wierny książce, jednak dużo traci się przez brak stałej barwnej narracji pisanej z punktu widzenia Hazel. Przede wszystkim ucieka humor — choć niektóre niektóre sceny są śmieszne, ale jednak nacisk postawiono gdzie indziej. Wspomniałam, że jest to wyciskacz łez, jednak moim zdaniem część lekturowego wzruszenia się ulatnia, może przez wyśmiewane w książce pokazywanie w filmach „tylko pięknych, nieprawdziwych ludzi”. Mimo to sama historia jest tak dobra, że choć trochę umyka w tłumaczeniu z książki na ekran, to jednak to „coś” pozostaje.

Ponarzekałam, to teraz pochwalę. Nie jest to może majstersztyk kinematografii, jednak to DOBRY, ciepły, nieprzesłodzony film, który naprawdę wzrusza. Oczywiście, przy takiej tematyce jest ciężko (mnie zwłaszcza rozłożyli rodzice chorych dzieci) i trudno oderwać się przy tym filmie od własnych obaw czy doświadczeń, więc to nie jest film dla wszystkich. Jednak nie jest to tani wyciskacz łez, ani żenujące dziełko, które chce wzruszać, ale nie może. Razem z „50/50” i „Trzecią gwiazdą” zalicza się do DOBRYCH filmów o ciężkiej chorobie, po których obejrzeniu coś z nami zostaje.

Jeszcze raz zdecydowanie polecam książkę, naprawdę warto przeczytać.

Rybka

* Poza jedną z moich towarzyszek. Ale jestem pewna, że płakała wewnętrznie.

5 thoughts on “DOBRY film do płakania: Gwiazd naszych wina

  1. Pingback: „Wypisz, wymaluj … miłość”, czyli w miarę dobra tragedia przebrana za złą komedię | Dobry Film, Zły Film

  2. Po przeczytaniu recenzji obejrzałam film i zapłakałam się tak, jakby mnie facet na jakimś dworcu rzucił. Szlochałam niemiłosiernie. Recenzja przydatna, wierna odczuciom moim. No i zachęca do przeczytania książki. Dzięki Rybka, bo kolejny raz na recenzjach się nie zawodzę!

    • Dzięki, N! Twoje słowa to miód na moje uszy — i polecam książkę 🙂 Mam nadzieję, że po szlochu przeyszło katharsis…

  3. Pingback: DOBRY film: Motyl Still Alice | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s