DOBRY film o seksie i podatkach: Seks, narkotyki i podatki

Pan Marks i Pan Prawicowy Gnom zapraszają na podatkową rewolucję w sosie seksualnej frywolności. Źródło: www.bt.dk

Pan Marks i Pan Prawicowy Gnom zapraszają na podatkową rewolucję w sosie seksualnej frywolności. Źródło: http://www.bt.dk

Spies & Glistrup

Dania, 2013

reż. Christoffer Boe, scen. Christoffer Boe, Simon Pasternak

wyk. Pilou Asbæk, Nicolas Bro

Duńczycy też mieli swojego „Wilka z Wall Street”, bo — co tu dużo ukrywać — „Seks, narkotyki i podatki” nie uciekają od porównań z ostatnim filmem Martina Scorsese. A właściwie to wilków było dwóch: Simon Spies i Mogens Glistrup. Pierwszy był obrzydliwie bogatym przedsiębiorcą-playboyem mającym za dużo kasy, a drugi — ustatkowanym geniuszem prawa podatkowego nie kryjącego się ze swoimi libertariańskimi ciągotami. Spotkanie po latach kasy tego pierwszego i intelektu tego drugiego wywróciło do góry nogami duński przemysł lotniczny, a i niemało namieszało w polityce. Ten oparty na autentycznych wydarzeniach film, to nic innego jak ilustracja ich szalonych przygód, ekstrawaganckich pomysłów i cholernie dobrego pomysłu na to, jak mieć największą lotniczą firmę w kraju, a przy tym nie płacić podatków.

Rzecz dzieje się głównie w pokręconych latach 60. i 70., dlatego od razu urzeka nas fantastycznie odzwierciedlony klimat tamtej szalonej epoki. W tle pobrzmiewają rock’n’rolle i mamby; wszystko skąpane jest w pastelowych, delikatnych barwach o zmniejszonym natężeniu; sceny przecinane są dokumentalnymi ujęciami Danii epoki hipisów i świetnie wmontowanymi wycinkami prasowymi. Uczta dla oka i ucha, które sycą się formalnym majstersztykiem tej produkcji. Aż się ma ochotę zadzwonić po najbliższego dilera LSD lub jechać na podróż wgłąb siebie do Tybetu!

Od początku fascynuje nas kontrast między Spiesem (Pilou Asbæk) i Glistrupem (Nicolas Bro). Ten pierwszy jest tyleż czarującym i pewnym siebie, co porąbanym w pełnym tego słowa znaczniu erotomanem, playboyem, alkoholikiem i hedonistą. Dziw bierze, że ten koleś dorobił się ciężkich milionów. Jako szef największego biura podróży w kraju wychodzi na korytarz, by ogłosić, że od teraz rozpoczyna podróż w głąb siebie, wyjedzie na rok, może trzy, a jako, że świat za dużo gada, to od teraz zamilczy. Na pytanie jednej z pracownik, co zrobić, jak się okaże, że będzie w Timbuktu, odpowiada już pisząc na kartce papieru. Z kolei selekcja dziewczyny na przyszły miesiąc jest orgią, na którą wcześniej została zaproszona brukowa prasa, by dokładnie zrelacjonowała skandaliczne zachowanie prezesa, a przy okazji pociągnęła promocję.

Od razu wtręt — film dostał baty tu i tam za wulgaryzm i obsceniczność. Niestety, test Bechdel jest w basenie z Coca-Colą u sąsiada i pływa nago.  Zbywam te wszystkie zarzuty śmiechem, przyznając, że choć nie będziemy rozczarowani brakiem scen ukazujących członka Pilou Asbæka w stanie erekcji, czy licznych nagich, młodych i ładnych kobiet, jednak wszystko to niepozbawione jest humoru i artystycznego smaku. (Jeśli można się tak wyrazić o scenach, gdzie główną rolę gra — wspomniany już — penis Pilou Asbæka).

No i z drugiej strony jest Glistrup — zupełne przeciwieństwo Spiesa. Pozbawiony jego przebojowości i urody, ustatkowany, z kochającą żoną i dziećmi. Jego motywacja, by pomóc Spiesowi w zbudowaniu najbardziej dochodowego przedsiębiorstwa w Danii (czytaj: nie płacącego podatków) jest zupełnie inna. Spies jest nihilistycznym dekadentem, z czasem zatracającym się w swojej pogoni za doczesną i grzeszną przyjemnością, topiącym się w morzu alkoholu, narkotyków i gotówki, oddając coraz to bardziej wyuzdanym rozrywkom, będąc odzianym jedynie w bardzo drogie futro (polecam scenę z gorylem w klatce!). Glistrup zaś jest politycznym idealistą, dla którego skuteczne zarządzanie Spies Travel jest jedynie początkiem rewolucji, mającej na celu zniesienie podatków, a w finale — i instytucji państwa. Ta różnica wyjdzie na jaw dopiero po czasie i okaże się zabójcza dla dalszej przyjaźni obu panów, ale zbawienna dla duńskiego przemysłu turystycznego i Skandynawów spragnionych tanich wakacji na Majorce.

Można powiedzieć, że tempo filmu w pewnym momencie siada, a twórcy niepotrzebnie tyle czasu poświęcają na historię budowania imperium lotniczego. Rzeczywiście, miałem poczucie, że późniejszej karierze politycznej Glistrupa, którzy założył Partię Progresywną, jaką można śmiało zaklasyfikować jako tzw. brunatny liberalizm (wolność przede wszyskim: od podatków i czarnych), poświęcono trochę za mało miejsca, a i samemu konfliktowi między bohaterami nie przyjrzano się zbyt blisko.

Jednak to pierwsze zrzucam na karb moich politologicznych ciągot, które wkrótce zaspokoję intenstywną sesją z trzecią serią doskonałego duńskiego serialu politycznego „Borgem” skąd znam Pilou Asbæka, który wciela się w postać doradcy politycznego duńskiej pani premier (i nigdy nie widzimy go nago!). Nawiasem dodam, że dopiero po „Seksie, narkotych i podatkach” zrozumiał, dlaczego lider ksenofobicznej prawicy w „Borgen” jest antypatycznym gnomem o krzywych zębach i wyłupiastych oczach.

A drugie? Cóż — nie tym razem, nie ten film, ja wybrzydzać nie będę. Duńska odpowiedź na „Wilka z Wall Street” i „American Hustle” w jednym może szokuje, ale na pewno staje na wysokości zadania. Polecam ze spokojnym sumieniem.

Tym bardziej, że film bardzo poprawił mi humor. Już wiem, co będę robił, jak będę zdegenerowanym szefem największej linii lotniczej w kraju, która odprowadza 0 proc. podatku do Skarbu Państwa.

Słoń

[Hm, czy ja wyszedłem tą recenzją na jakiegoś paskudnego szowinistę?]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s