Tak ZŁY, że nie sposób rozkminić: The Room

Dziś mamy  zaszczyt zaprezentować pierwszy (i, miejmy nadzieję, nie ostatni) gościnny post niejakiej Hadynianki, autorki bloga Rozkminy Hadyny, na którym zazwyczaj rozkminia książki (zachęcamy do zapoznania się z nim!). Dziś dla nas zajmie się pewnie BARDZO ZŁYM filmem, który ma szanse zostać NAJGORSZYM z opisywanych tu filmów.  

Oface

„The Room”

USA, 2003

scen. i reż. Tommy Wiseau

wyk. Tommy Wiseau, Greg Sestero

Oh hai, guys! Z tej strony autorka bloga Rozkminy Hadyny, ale tym razem zostałam poproszona o strzelenie recenzyjki The Room tutaj, skoro już się pochwaliłam, że oglądałam.

Niestety jednak obawiam się, że mogę nie sprostać zadaniu. Tego filmu nie da się rozkminić.

On kompletnie nie ma sensu.

tumblr_lrvsgspFFH1qg39ewo1_500

The Room w wydaniu DVD zaczyna się od dwóch (tak, dwóch) wariantów loga Wiseau films, bo główny sprawca tego obłędu, scenarzysta, autor, producent i główny aktor w jednym, artystyczny człowiek-demolka, Tommy Wiseau, nie mógł się zdecydować na jedno. Kolejne 99 minut to nieustanna walka o sens, bezradne rozkładanie rąk, rozpaczliwe próby znalezienia metody w tym szaleństwie, niekontrolowane wybuchy śmiechu, niedowierzanie, histeria, głupawka i chęć szybkiego znieczulenia.

The Room to szczytowy popis amatorszczyzny. Wszystko w tym filmie leży: aktorstwo, zdjęcia, scenariusz, reżyseria, wnętrza, kostiumy… nic nie leży idealnie, ba, nic nie leży nawet minimalnie dobrze. Postacie zjawiają się i znikają, części nigdy nie poznamy, części nie mamy ochoty poznać, na resztę nie będziemy mieli ochoty patrzeć. Na półkach urządzonych na burdelową czerwień pokojów stoją ramki ze studiami łyżek zamiast zdjęć. Wszystko jest niemożliwie drętwe i tanie. Fabuła się nie klei, dialogi się rozklejają, niektóre sceny są kompletnie niewytłumaczalne.

Jak na przykład totalnie absurdalny fragment, w którym czterech bohaterów pojawia się po kolei dzwoniąc do drzwi jak krasnoludy przed domkiem Bilba, wszyscy wystrojeni we fraki, a następnie po zbiorowym „wypłaszaniu tchórza”, czyli debilnym „cip cip cip” wołanym do najbardziej zrównoważonego (wydawało by się) faceta w filmie (który zrezygnował w połowie zdjęć i wyniósł się gdzie pieprz rośnie), wszyscy ofraczeni dżentelmeni wybywają na ulice miasta, by RZUCAĆ do siebie piłkę do rugby. W kółeczku. Śmiejąc się jak idioci. Jakby ktoś nie wiedział: Tommy uważał tego typu zabawy za symbol umacniania męskich więzi. Główna bohaterka, Lisa, jest rozwydrzonym bachorem, który sam nie wie, czego chce. Choć wygląda jak przygruba Britney Spears bez makijażu, wszyscy dookoła za nią wzdychają, przez co widz z przerażeniem odkrywa, że w zamierzeniu kreowano ją jako przebiegłą femme fatale. Nie wspominając o jej matce, której jedyną rolą jest ciągłe gderanie, że ma wyjść za Johnny’ego, bo Johnny (w tej roli rzecz jasna Tommy) jest dzianym gościem i ma łeb na karku, będzie ją utrzymywał, a tylko to się liczy. Należy też pamiętać o tym, że wybory miłosne i nagłe porywy uczuć są idealnie nieprzekonujące i tak właściwie ex machina. Do tego jeszcze te obrzydliwie długie, powtórzę dla klarowności, OBRZYDLIWIE długie sceny miłosne, które trwają równo tyle, ile wykupione do filmu piosenki. Ciągłe błędy, rozbieżności, dziury, prowizorka, niewytłumaczalność, to wszystko norma. Nikt chyba nigdy nie rozgryzie, który pokój to tytułowy The Room i dlaczego właściwie film ma taki tytuł, ni przypiął, ni przyłatał. Szczytem zaś tego wszystkiego, prawdziwym wyczynem , Mont Blanc tej piramidalnej, niezrozumiałej głupoty i szmiry jest aktorstwo Tommy’ego, głównego winnego istnienia tego ułomnego dzieła.

The Room to BARDZO ZŁY film. To Himalaje amatorstwa. W zamierzeniu rzecz jasna miał być przejmującym dramatem na miarę takiego Hameta, ale w efekcie wyszły jakieś niezrozumiałe i przezabawne popłuczyny. Jak to się mogło stać, że coś takiego w ogóle powstało? Że miało jakikolwiek budżet? Że ktokolwiek miał ochotę w tym grać? Skąd się tak w ogóle wziął ten czarnowłosy kosmita, który wygląda jak wyprane na 1000 obrotów zombie?

O tym wszystkim można się dowiedzieć, czytając The Disaster Artist, książkę napisaną na kanwie wspomnień (kiedyś) najlepszego i chyba jedynego przyjaciela Tommy’ego Wiseau, Grega Sestero. Greg grał Marka, jednego z głównych bohaterów The Room. Tego od słynnego:

tumblr_lnv4lu27ik1qjun2ao1_250

Greg obszernie i szczerze opowiada o tym, jak poznał i zaprzyjaźnił się z Tommy’m, dlaczego w ogóle podjął się grania w tym brudzie (dla pieniędzy, duh) i jak wyglądał żmudny proces filmowania.

Tutaj można posłuchać fragmentu czytanego przez Jamesa Franco, który chce zrobić film na podstawie wspomnień Sestero.

Z opowieści wyłania się prawdziwy obraz Tommy’ego. Z jednej strony megalomana, kłamcy, potwora, ignoranta, naiwniaka, egocentryka, manipulanta, z drugiej samotnego marzyciela, opuszczonego dziwaka, optymisty, człowieka, który przezwyciężył wszystkie przeciwieństwa losu, uciekł z państwa komunistycznego (bardzo prawdopodobnie, że z Polski), wyrwał się z Europy i cudem dotarł do państwa swych marzeń, złotego kraju wielkich możliwości, bogatych Stanów; który następnie porzucił zapchlony Nowy Orlean i wreszcie trafił do San Francisco, gdzie od sprzedawcy yo-yo i tanich pamiątek dla turystów stał się wziętym businessmanem i dorobił się fortuny. Majątek prawdopodobnie zbił na tanich podróbkach markowych produktów, a (przynajmniej częściowo) przepuścił go na spełnienie snu o byciu gwiazdą. Aktorem, reżyserem i producentem. Na zabawę w The Room.

Tymczasem odegranie nawet najprostszych, kilkusekundowych scen zajmowało Tommy’emu całe godziny. Nie mógł zapamiętać napisanych przez siebie słów. Nie potrafił grać. Nie potrafił dobrze i przekonująco mówić po angielsku. (She loves you. As a person. As a human BEAN.) Do diabła, nie potrafił nawet po ludzku przejść przez pokój przed kamerą!

Nie mówiąc o tym, że podczas oglądania filmu można sobie dokładnie obejrzeć jego dziwnie pomarszczone, jakby segmentowane ciało i niezbyt zachwycający tyłek. I „te” sceny, w których widz jest skonfrontowany z wizją miłości przez pępek, którą uprawiają bohaterowie pod prześcieradłem…

A ta scena, kiedy młodociany sąsiad/pseudo-adoptowany syn niezręcznie proponuje trójkąt, a reakcja Tommy’ego sprowadza się do „Ahahaha, niezły żarcik”…

Wymieniać można długo.

Najwspanialsze jest to, że paskudne nawyki Tommy’ego, męcząca osobowość, psychiczny terror, którym emanował, słabe możliwości umysłowe, ignoranctwo, tragiczny wygląd i absolutny brak jakiegokolwiek talentu wcale mu nie przeszkodził w stworzeniu potwora. Jak to zrobił? Dzięki pieniądzom, determinacji i, jak przekonuje Sestero, przyjaźni młodego aktora, który mu we wszystkim pomagał.

A teraz robi pieniądze na wyjawianiu największych sekretów „przyjaciela”, ale to już można sobie wykalkulować samodzielnie.

Dodatkowo polecam zgooglowanie reakcji fanów podczas oglądania filmów. The Room staje się pomału naprawdę kultowy, a podczas seansów widzowie urządzają sobie tego typu uciechy i swawole, jak robią to na przykład fani Rocky Horror Picture Show. Mianowicie aktywnie biorą udział w filmie. Rzucają w ekran plastikowymi sztućcami, przerzucają między sobą piłki do rugby, przekrzykują się podczas najsłynniejszych i najgłupszych cytatów, machają zapalniczkami podczas scen miłosnych z nieodłącznymi świecami, krzyczą do postaci znikąd, którzy tak sobie wpadają do mieszkania głównych bohaterów, by się trochę pobzykać: „Kim jesteście?!” i wiele innych. Naprawdę. Istnieje cały przewodnik dla publiczności! Osobiście jednak polecam różnorakie drinking games.

That’s all, folks. To, co teraz przeczytaliście to może nie do końca klasyczna recenzja, a bardziej impresja na szeroko pojmowany temat Tommy’ego Wiseau. Artysty-demolki, który dopiął swego i zapewnił całemu światu nieludzki ubaw.

Jeśli Wam się podobało, zapraszam do obczajenia innych Rozkmin.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s