DOBRE spotkanie z średnio DOBRYM filmem, czyli „Little Favour” na Offie i spotkanie z twórcami

źródło: solarmovie.tl

źródło: solarmovie.tl

Little Favour

Wielka Brytania 2013

reż. i scen. Patrick Victor Monroe

wyk. Benedict Cumberbatch, Paris Monroe, Nick Moran , Colin Salmon

I co tu począć z filmem, który przez pierwsze siedemnaście z dwudziestu dwóch minut przypomina brutalną reklamę Land Rovera lub gangsterskie spoty z „Ryśkiem z Klanu” przeciw znęcaniu się nad zwierzętami, zdaje się grać samymi kliszami thrillerów (zły Rusek, bicie po mordzie, opiekowanie się zagrożonym dzieckiem, błyszczące bryki itd.), po czym w ostatnich pięciu minutach robi taki plot twist, że miło?

Pierwsza część filmu byłaby DOBRA, gdyby traktowała się mniej poważnie. Nawet z towarzyszącymi mi na wydarzenie przyćmiewające obchody jubileuszu naszej almy mater Zenobią i Antoniną* zastanawiałyśmy się czy to miało być śmieszne po tarantinowsku — wtedy byłby to rzeczywiście DOBRY film. Miałyśmy szansę się o tym przekonać podczas rozmowy z twórcami (o tym potem) — niestety, okazało się, że oni brali ten film i jego „przesłanie” dość poważnie. Prowadzący Elvis Mitchell mówił coś o włosach stających dęba ze strachu — ja tego nie zauważyłam, może dlatego, że rozpraszało mnie chyba niecelowe nawiązania do Gwiezdnych Wojen — i w formie dialogu („I love you”, „I know”), i w kategorii wystroju wnętrz (przecież ta płaskorzeźba żołnierzyka z granatem to zupełnie jak Han w karbonicie!). Krew się leje w post-industrialnych wnętrzach niczym w Koriolanie, ale jakoś ani w tym nic szokującego, ani artystycznego. Warto jednak zwrócić uwagę na małą Paris Monroe — córkę reżysera, grającą dziewczynkę, którą cumberbatchowski bohater musi się zająć by wyświadczyć tytułową małą przysługę.

Jednym z celów naszego bloga było zachęcanie lub zniechęcanie. Mimo mojego niskiego zdania o pierwszej części filmu, warto go zobaczyć. To tylko 22 minuty wyjęte z życia, a końcówka wynagradza ZŁE siedemnaście minut, w dodatku jest duża szansa, że będziecie zaskoczeni. A jeśli będziecie to oglądać jaką czarną komedię, to możecie się nieźle bawić.

Zdjęcie autorstwa autorki, która mając bloga nie pomyśli, że mogłaby zaopatrzyć się w nietelefoniczny aparat.

Zdjęcie autorstwa autorki, która mając bloga nie pomyśli, że mogłaby zaopatrzyć się w nietelefoniczny aparat.

A teraz co nieco o towarzyszącej projekcji rozmowie z twórcami filmu (dla potomności zanotuję: pokaz i spotkanie odbywało się w ramach festiwalu o zwięzłej oficjalnej nazwie „Off Plus Camera International Festival of Independent Cinema”). Gośćmi byli producenci (i producenci-aktorzy, producenci-reżyserzy), członkowie świeżo powstałej wytwórni SunnyMarch Ltd.: Adam Ackland, Adamem Selves, Nick Moran i — oczywiście –Benedict Cumberbatch. Poza posłuchaniem ładnych brytyjskich akcentów (zwłaszcza jednego RP), można było się również dowiedzieć siła ciekawych rzeczy. Opowiadali m.in. o różnicach między procesem tworzenia filmów krótkometrażowych i pełnometrażowych, o zaletach prowadzenia własnej wytwórni. Chwalili Kraków (no bo co mieli robić? Nie wypadało inaczej) i twierdzili, że rozważają kręcenie następnego filmu tu i w studiach w Alwerni. Wypowiadali się o wadze kina niezależnego i celach swojej świeżutkiej wytwórenki — chcą iść w niekomercyjność, a choć myślą o rozwinięcie „Little Favour” w coś dłuższego, to niekoniecznie chcą się skupić na tego typu kinie, wspomnieli coś o adaptacjach literatury, co mnie szczególnie ucieszyło.

Chciałam napisać coś o szaleństwie, które zapanowało po ogłoszeniu, że gościem specjalnym festiwalu będzie Cumberbatch oraz o postawach, które jego wizycie towarzyszyły (głównie w państwie Internet), ale to już zdążył zrobić Zwierz Popkulturalny, i to lepiej, niż ja bym to zrobiła. Zamiast tego dodam, że w Kinie Kijów — przynajmniej tam gdzie ja stałam — panowała raczej opanowana, serdeczna atmosfera, kolejka była opanowana, choć dało się usłyszeć zarówno gdzieniegdzie piski jak i głośno wypowiadane zapewnienia, że się nie jest „psychofanką”. Lekko żenujący był fakt, że pytania kierowane były właściwie do jednej osoby, ale czego się można było spodziewać?

Kilka końcowych uwag, spostrzeżeń, anegdotek (w punktach):

  • Adam Ackland miał na sobie moje lniane bordowe spodnie. Adam Selves ukradł Współautorowi żółte spodnie.
  • Moran grał złego Ruska ze sztucznym nosem. O tym, że bohater jest ruskiem zdecydował w dniu zdjęć, „bo tak fajnie się klnie po rosyjsku”.
  • W chwilach wahania, zwłaszcza przy zastanawianiu się przy pytaniach od publiczności, głos Cumberbatcha czasami lekko zbliżał się do głosu Martina z „Cabin Pressure” w chwilach lekkiej paniki.
  • Chyba każdy z dyskutujących panów miał przykrótkie spodnie do kostki (albo podwinięte). Wesie Andersonie, co Ty robisz z modą męską!
  • W pewnym momencie zaczęłyśmy z Towarzyszkami równocześnie recytować „Kto Ty jesteś? Polak Mały.”.
  • Cały film został wyprodukowany z grubsza w 11 (słownie: jedenaście) dni, w krótkiej przerwie Cumberbatcha pomiędzy kręceniem drugiego odcinka trzeciej serii „Sherlocka” a Hobbitem.
  • Dzięki temu, że przed seansem wyświetlana była Kronika Festiwalowa dowiedzieliśmy się, jak wg Jerzego Stuhra należy robić filmy: mają być one proste, a przeciętny bohater powinien być rzucony w sytuację, która go przerasta. Wreszcie wiem, jak robić DOBRE filmy!
  • Towarzysząca mi Antonina* była tam, bo wygrała wejściówkę w konkursie uzasadniając swoje zgłoszenie anegdotką, którą za jej pozwoleniem przytoczę: Tośka mówi swej rodzicielce, że chciałaby zdobyć wejściówkę na spotkanie z Benedyktem, a rodzicielka się dziwi zapałem córki i mówi, że przecież Benedykt przyjeżdża do Krakowa dopiero na Światowe Dni Młodzieży…
  • Żal mi, że było tak mało pytań od publiczności, bo kusiło mnie, by spytać o to, czy te odwołania do Gwiezdnych Wojen to były celowe.
  • Dziękuję bardzo Dobremu Duszkowi, który chciał pozostać jeszcze bardziej anonimowy, za pomoc w dotarciu:)

Podsumowując: film DOBRY nie jest, ale dla zakończenia i Paris Monroe warto poświęcić 22 minuty z życia.

Rybka

*Imiona te to rzecz jasna tradycyjnie już wybrane pseudonimy — wszyscy się wstydzą chodzić ze mną do kina.

3 thoughts on “DOBRE spotkanie z średnio DOBRYM filmem, czyli „Little Favour” na Offie i spotkanie z twórcami

  1. A więc to tak wyglądało! Tak mi się serce ściskało, że moje niezdarne próby zdobycia wejściówki spełzły na niczym. Oj, szkoda, że nie miałaś lepszego aparatu – takiego z dużym przybliżeniem;) Zazdroszczę przeżycia i trzymam kciuki za wytwórnię SunnyMarch Ltd, niech kręci (się) jak najwięcej w Krakowie!

  2. Pingback: Dobry (choć krótki) film: The Kármán Line | Dobry Film, Zły Film

  3. Pingback: DOBRY film: Słońce podczas burzy | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s