DOBRY film o DOBREJ zabawce: LEGO Przygoda

Lego: The Movie

USA, Australia, 2014

Chris Miller, Phil Lord, Chris Pratt,

wyk. (głosy) Liam Neeson, Morgan Freeman

W Malezji otworzono w zeszłym roku LEGOland, w związku z czym może w końcu odwiedzę świątynię mojej ulubionej zabawki z dzieciństwa. Zwykłem mówić — tak, przypomną to zdanie kiedyś w mojej biografii — że wychowały mnie tak naprawdę trzy rzeczy: dzięki „Kaczorowi Donaldowi” nauczyłem się czytać, „Gwiezdne Wojny” wprowadziły mnie w świat etyki, zaś klocki LEGO obudziły pokłady kreatywności. Nie ma co ukrywać, ktoś kto nie zaznał za młodu piękna zabawy klockami LEGO dużo stracił i boję się, że nie zrozumie połowy żartów w filmie, jak i całego przesłania. Fani duńskiej zabawki, która parę lat temu utraciła monopol na używanie słowa ‚klocki’, z pewnością będą mieli dużo zabawy z oglądaniem swoich ulubionych części w akcji. Jednak i ci, których ominęła przygoda z LEGO powinni się dobrze bawić na „LEGO Przygoda” — długiej reklamówce klocków, z psychoanalitycznym wyjaśnieniem, na czym polega geniusz tej zabawki.

Prosto z mostu, dwie najfajniejsze sprawy to:

Po pierwsze konwencja, czyli osadzenie akcji w świecie LEGO. Daje to ogromne pole popisu, ale stawia też wiele wyzwań. Jak pokazać to, co w świecie lego zawsze było przemilczane i z czym pomysłowi budowniczowie musieli radzić sobie sami? Czyli np: wodę? Wybuch? Jak rozwiązać problem braku kolan bohaterów czy też kompletnie płaskiej twarzy? Co z podłożem? Twórcy wykazali się jednak dużą pomysłowością i brawurowo zmontowali nie tylko morza i oceany, ale i też efekty specjalne i sceny akcji. Nie wiem, czy ogląda to się dobrze, jednak urzeka nas parę rozwiązań, które do zastosowania są jedynie w świecie klocków.

Po drugie, bardzo mi się podobał pomysł na fabułę. Rozkładając to na czynniki pierwsze, cała akcja sprowadza się do starcia między dwoma, jednak — jak się wydaje — kompletnie rozbieżnymi filozofiami zabawy klockami. Każdy zaczynał od tego samego, czyli frajdy płynącej z podążania za kolejnymi stronami instrukcji, czego wynikiem była ekscytacja, której nędzne namiastki mają klienci IKEI patrzący na swoją nową szafkę Öelffåö. Po jakimś czasie następowało jednak rozróżnienie na master-builderów i zachowawców. Ci pierwsi (pojęcie zapożyczone z filmu, oglądałem po angielsku z braku polskiego laku) złożenie zestawu traktowali jako odbębnienie tyleż przynoszącego frajdę, co koniecznego kroku na drodze do dalszej zabawy, jaką było neronowe szaleństwo — totalne burzenie, by postawić z gruzów stworzyć nowe. Granicą była jedynie kreatywność i dostępne środki. Ci bardziej konserwatywni cieszyli się po prostu efektem swojej pracy. Stawiali zestaw za przeszklonym regałem i napawali oko tym, że byli w stanie zrobić coś, co się udawało paru milionom innym budowniczym na tej planecie. To oni, konformistyczni wojeryści, kupują potem szafki w IKEI, mają akwaria zamiast psa, a jak mają jeszcze więcej kasy, to stają się „bogatymi pojebami [którzy] zamykają [obrazy] w prywatnych kapliczkach”

[Haha, nie pamiętałem jak cytat leci, dlatego wpisałem w wyszukiwarkę: „bogaty pojeb kapliczka”, zobaczcie, jaki jeden z pierwszych wyników:D I przy okazji — mam akwarium i dwa regały ze sklepu meblowego, gdzie najlepse są i tak hot-dogi!]

Źródło: blogs-images.forbes.com2

Źródło: blogs-images.forbes.com

Tak, klocki LEGO doskonale odzwierciedlały podstawy psychologii według Freuda, według którego człowiekiem targały dwie namiętności: siła niszcząca, popęd śmierci tanatos, i eros — pożądliwość, siła jednocząca. Fabuła „LEGO Przygoda” zasadza się na starciu między kreatywnymi budowniczymi (Master Builders), zepchniętymi do życia w ukryciu przez złego autokratę, Lorda Biznesa, które zamknął wszystkie światy w takim stanie, jak wyglądają po wypełnieniu instrukcji. Co więcej, jego konserwatyzm idzie jeszcze dalej, gdy rozpoczyna on akcję uwieczniania i unieruchomiania całego lego stworzenia, wykorzystując do tego klej. Emmet Brickowowski (Chris Pratt), nasz główny bohater, wyczekiwany przez wyrocznię Wybrany, ostatecznie pokaże, że obie siły nie są wykluczające się, ale komplementarne, dopełniające niczym ying i yang, tworzą doskonałą dynamiczną całość. A prawdziwe zagrożenie czyha gdzie indziej, ale o tym w zakończeniu.

Źródło: brickanimation.com

Źródło: brickanimation.com

Twórcy filmu doskonale uchwycili sens zabawy klockami i wokół niego zbudowali fabułę: Emmet, zwykły obywatel świata LEGO, staje na czele krucjaty, mającej na celu obalić rządy złego Lorda Businessa (Will Ferrell). Pomagają mu w tym śliczna Lucy (Elizabeth Banks), Batman (Will Arnett) a nad całością akcji czuwa niewidomy czarownik Vitruvius (Morgan Freemann).

Film w pewnym momencie staje się nieco matriksowy, gdy przenosimy się do rzeczywistości, gdzie zderzenie kreatywności i klockowego konserwatyzmu przybiera charakter konfliktu generacyjnego. Sprytny zabieg, mający połączyć na widowni młodych jak i tych bardziej zaawansowanych wiekiem fanów klocków LEGO, trochę jednak wytrąca z rytmu, choć nie powiem, żeby wywołał we mnie jakieś większą niechęć. Tym bardziej, że tematyka rodzinna staje się podstawą do naprawdę świetnego żartu wieńczącego film.

Źródło: blogs-images.forbes.com

Źródło: blogs-images.forbes.com

Gdy już pod koniec pojawia się postać ducha latającego na sznureczkach, to choć wszyscy wiemy o co chodzi, mimowolnie na myśl przyszedł mi „Plan 9 z kosmosu” Eda Wooda ze spodkami kosmicznymi przyczepionymi do nitek. Tak, miałem momenty, kiedy czułem, że akcja trochę traci na tempie, żarty się tępią, a cała historia nie wkręca. Wrzucając kamyczek do ogórdka — jak zwiastun skrzył się doskonałymi żarcikami, tak mam wrażenie, że nie utrzymano poziomu przez cały film.

„Lego Przygoda” celuje w kino familijno-przygodowe, jednak czy rodzice, którzy pójdą film z kolejnym pokoleniem wychowanym na klockach będzie się wyśmienicie bawić? Mam wrażenie, że poza paroma aluzjami, ryzyko, że rodzice wyjdą z kina troszeczkę znużeni jest duże, choć ich pociechy na pewno będą szaleć z radości. Wyjaśnijmy — nie kwestionuję, że jest to DOBRY film, który koniecznie TRZEBA zobaczyć, choć by ze względu na nowatorskość formy, ale nie podzielam zachwytu tych, którzy obwieścili nową jakość w filmach animowanych. Sorry, ale nie jest to „Shrek” czy „Potwory i Spółka”, które i dzisiaj można bez znużenia oglądać w kółko. Z wyczekiwaniem czekam na kolejną część (tak, bardziej jarają mnie klocki LEGO niż Marvele), choć mam nadzieję, że będzie ona nieco bardziej dopieszczona pod względem komizmu.

Z blogerskiej powinności dodajmy, że film był wielkim komercyjnym sukcesem: wyprodukowany za 60 mln dolarów zarobił na całym świecie ponad 453 milionów dolarów. Póki co stał się najbardziej kasowym filmem roku po „Kapitanie Ameryce: Zimowy Żołnierz”, jednak bardziej tłumaczę to tematyką filmu, która ściąga do kin dzieci wraz z rodzicami, niż zachwytami krytyki.

Swoją drogą, ciekawe, na ile film pomoże duńskiej firmie robiącej klocuszki podciągnąć wyniki finansowe;) Bo już się nie wyzłośliwiam na kolejny film-reklamę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s