ZŁY film: Noe: Wybrany przez Boga

Źródło: blogs.discovermagazine.com

Źródło: blogs.discovermagazine.com

„Noah”

USA, 2014

reż. Darren Aronofsky

scen. Darren Aronofsky, Ari Handel

wyk. Russell Crowe, Jenniffer Connelly, Anthony Hopkins, Emma Watson,

W kinie był tłok. Nie byłem zdziwiony, bowiem jak dzień wcześniej szukałem miejsca, gdzie można zobaczyć najnowszy film Darrena Aronofskiego, trochę się naszukałem przybytku, mającego się znajdywać naprzeciwko Traders Hotel, w centrum Rangunu. Zajrzałem więc do wszystkich okolicznych kin, tylko po to, by się dowiedzieć, że wersja oryginalna jest wyświetlana jedynie w Nay PyI Taw. Od początku było uroczo — bilet za 2 dolary, sklepik oferujący jaja przepiórcze, obsługa odziana w cudne różowe uniformy, bilety pokryte mjanmarskimi szlaczkami i śpiewanie na baczność hymnu przed rozpoczęciem projekcji. Potem było trochę mniej sympatycznie, gdy okazało się, że ktoś, wbrew zaleceniom, nie tyle ma włączony telefon, co jeszcze przez niego rozmawia! Do tego miarowe chrupanie dochodzące z początku zewsząd… Ale na szczęście po jakimś czasie chipsy się skończyły i można było się oddać oglądaniu ponad dwugodzinnego, najnowszego dzieła reżysera „Requiem dla snu” czy „Czarnego Łabędzia”.

Aronofsky — chwała mu za to, mówię na wstępie! — z rozmachem i kretywnością podszedł do trudnego zadania przedstawienia jednej z najpopularniejszych opowieści biblijnych, czyli tej o Arce i jej dzielnym budowniczym. Reżyser popuścił wodze fantazji, wydał mnóstwo pieniędzy i nieco zmienił historię, którą możemy przeczytać w szóstym rozdziale księgi Rodzaju. Dużo zatem nieścisłości i nie ma mowy o dosłownej adaptacji mitu o potopie. Jest za to dużo efektów specjalnych i inwencji autora.

Planeta Ziemia, po grzechu Adama, zdominowana została przez ludzi, którzy zapomnieli o swoim Stwórcy. Stworzyli oni jednocześnie potężną cywilizację, oplatającą cały glob. Poza nią znaleźli się jedynie Strażnicy, kamienne golemy, które są zaklętymi w skale aniołami (w Biblii możemy przeczytać o gigantach i chyba stąd też wzięły się te postaci w filmie) oraz ród Noego (Russell Crowe). Noe żyje poza cywilizacją, na postapokaliptycznym odludziu, wśród skał i pustkowia, ze swoją żoną Naameh (Jenniffer Connely) i dziećmi. Wkrótce ukazują mu się wizje, elementy proroctwa Boga, który postanowił ukarać ludzi za ich występek i pychę. Zesłany ma zostać potop, a Noe musi zbudować arkę, na której pomieścić trzeba wszystkie zwierzaki. Z ludzi natomiast  zabrać może  jedynie swoją rodzinę.

Źródło: images.christianpost.com

Źródło: images.christianpost.com

Cała ta opowieść wzbogacona zostaje interesującym wątkiem bliźnich, jakich Noe musi zostawić na lądzie na pastwę gniewu Stwórcy. Są oczywiście źli i paskudni, co najdobitniej ucieleśnia Tubal-Kain (Ray Winstone). Przywódca rasy ludzkiej uważa człowieka za dzieło Boga, jednak to własnie istota ludzka dostała w opiekę Stworzenie i ma obowiązek nimi zarządzać. W jego interpretacji — eksploatować według własnego uznania i dawać upust własnym rządzom. Dlatego też niewierny i zbuntowany wobec Boga Tubal-Kain zbiera armię, która ma na celu zniszczyć potężną arkę zbudowaną w środku ogromnego lasu, co będzie powodem do dania widzom epickiej sieczki.

W tej konfrontacji jednocznacznie kibicujemy Noemu, symbolizującemu boski ład i harmonię, mierzącą się z ludzką pychą. Jednak gdy Noe decyduje, by ukochana jego syna, Chama (Logan Lerman), została na lądzie, albo by dziecko Llai (Emma Watson) zgładzić, gdyby okazało się być dziewczynką, odczuwamy konsternację. Noe jest z jednej strony wybrańcem Boga, ma wykonać jego zadanie, ale jakby na to nie patrzeć, jest to zadanie okrutne, wręcz ludobójcze — biorąc na arkę jedynie swoją rodzinę skazuje przecież jednocześnie na śmierć cały ród ludzki.

Arronofsky sprytnie akcentuje ten przemilczany wątek opowieści biblijnej. Kirkegaard uwziął się na historię Abrahama, który w imię Boże miał złamać najświętsze przykazanie mordując syna Izaaka, wyciskając z niej sedno sprawy, jakim jest paradoks ludzkiej egzystencji, unaoczniane w nierozwiązywalnym napięciu między wolą słuchania Boga, a czynieniem dobra. Z kolei Aronofsky bierze na tapetę mit o Potopie. Noe jest przecież tyleż wybrańcem Boga, co narzędziem jego zagłady. I na tym polega geniusz i potencjalne DOBRO tego filmu.

Parostatkiem w piękny rejs... Statkiem na parę, w siną dal! Źródło: www.zekefilm.org

Parostatkiem w piękny rejs… Statkiem na parę, w siną dal! Źródło: http://www.zekefilm.org

Potencjalne, bo jednak niestety nie otrzymujemy w efekcie porywającego widowiska z głębokim dramatem ludzkim w tle i efektami rodem z „Władcy Pierścieni” (zobaczcie scenę walki Strażników z ludźmi, to zrozumiecie o co mi chodzi). Wszystko to bowiem trochę nie trzyma się kupy, jest rozlazłe i rozdęte, tonie w ilości szczegółów i wątków, które zamiast ożywić film, jedyne go spowalniają i powodują, że wszystko staje się mniej zrozumiałe. Dlatego też recenzent „Guardiana” pozwolił sobie na litanię nieścisłości. Mija się to oczywiście z celem, bowiem „Noe” jest swobodną interpretacją, a nie adaptacją, ale malkontenctwo angielskiej prasy jest dosyć czytelnym znakiem, że nie udało się odpowiednio lekko i rześko podejść do tematu, prowokując tym samym głupie uwagi.

Żartowano, że brakuje sceny zjadania jednorożca na śniadanie, co by oczywiście położyło powagę filmu, ale faktycznie, jest ciężko i poważnie, a jednocześnie bez psychologicznej głębi, choć woda pod arką niepłytka. Dramat Noego nie jest wyczuwalny i jasny do zrozumienia, choć znamy jego motywacje, nie rozumiemy niektórych decyzji. Nie budzi od pewnego momentu sympatii, wręcz przeciwnie, mamy jedynie wrażenie, że facet w pewnym momencie traci kontakt z rzeczywistością chcąc zabić w imię wierności Bogu nowonarodzone dziecko. Znamy jego motywacje, ale mimo wszystko, ciężko nam wczuć się w jego rozumowanie i uznać je za zdrowe.

Wyjątkowo przegadany jest początek historii, godzinę bowiem zabiera załadowanie się na arkę i rozpoczęcie dramatycznego rejsu ku nowemu początku. Pojawia się trochę fantastyki (strażnicy, magiczne kamyki energetyczne), która jak dla mnie mogły by przejść, ale jest ona jakoś w tym filmie niespójna, nielogiczna i pozbawiona większego sensu z punktu widzenia całości. Opowieść o stworzeniu świata zaś mimowolnie przypomina początek otwarcia igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 r. i niestety nic na to nie poradzę…

Bilet do kina w Rangunie.

Bilet do kina w Rangunie.

Podkreślę jednak — Aronofsky z niezwykłym wyczuciem wyłapał bardzo ciekawe fragment historii o Noe (moralne rozterki karzącej ręki Boga, jaką jest Noe, oraz sporu, do kogo należy Ziemia) jednak tworząc z niej liczące ponad 2 godziny dzieło, nie potrafił zbudować wiarygodnego, spójnego i wciągającego widza obrazu. Elementy si-fi mieszają się z poważnym przekazem i dramatem, ale zostawiają jednak niesmak i rozczarowanie, że coś po drodze jednak, poszło nie tak. Dużo tu wątków niezwykle aktualnych i ważnych: ekologii, społecznego oddziaływania religii, przemijania, osobistej odpowiedzialności człowieka za działania w imię nawet najchlubniejszej ideologii, ale nie są one intelektualnie prowokujące czy skłaniające do większej zadumy. Co ciekawe, komiks, który promował film, był dosłowną, choć ZŁĄ, ilustracją opowieści biblijnej!

Co do religii — film nie przypadł do gustu ani muzułmanom, ani chrześcijanom. Muzułmanie się zirytowali, bo nie można prezentować obrazów Proroków, którym w Islamie jest i Noe. (Dlatego też film nie był w dystrybucji w Malezji i musiałem uciekać do Mjanmy.) Z kolei chrześcijańskie kręgi miały problem ze zrobieniem z Noego bezdusznego ludobójcy, elementami fantasy, mrokiem i widowiskiem. Ewangelicy w USA zaprotestowali przed sceną z pijanym Noe. Hej, wiem, że jako chrześcijanie mamy problem z lekturą Pisma Świętego, ale na Boga, to jest szósty rozdział pierwszej księgi! Z resztą a propos Boga — jak tu traktować film biblijny, w którym słowo Bóg nie pada ani razu? W przeciwieństwie do deszczu. Ale to było chyba świadomym akcentem reklamowym, mającym na celu trochę poirytować chrześcijańską publikę.

Torchę przy okazji powiem, że film oglądałem w 3D i nie ukrywam, ku swojej radości nie miałem z tym większych problemów.

Mimo wszystko polecam „Noego: Wybranego przez Boga”, celem wyrobienia sobie samemu zdania. Niestandardowa we współczesnym kinie konwencja filmu (pierwsza taka produkcja od czasu „Pasji”), arcysprytny koncept niebanalnego i niegłupiego reżysera jakim jest Aronofsky i Anthony Hopkins grzebiący na kolanach w lesie w poszukiwaniu jagód każą wybrać się do kina (niekoniecznie w Mjanmie, choć na pewno nie w Malezji), jednak — jak mi się wydaje — koniec końców nie przeciągną szali mojego wyroku na stronę pozytywnej opinii. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Słoń

Przepiórcze jaja. Idealna przekąska w kinie!

Przepiórcze jaja. Idealna przekąska w kinie!

2 thoughts on “ZŁY film: Noe: Wybrany przez Boga

  1. Słoniu kochany, piszemy „żądzom”, a nie „rządzom”, jeśli komuś/czemuś się oddajemy, a nie słuchamy rozkazów 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s