Do DOBREJ Evy: 300: Początek Imperium

300: Rise of an Empire

USA 2014

reż. Noam Murro,

scen. Zack Snyder, Kurt Johnstad

wyk. Eva Green, Sullivan Stapleton

Droga Evo,

już myślałem, że mnie szlag trafi. Przygotowałem się najlepiej jak potrafiłem do nowego filmu z Twoim udziałem: zakupiłem sushi, kurczaka a la Malaysia no i chipsy. Wszystko bez problemu przemyciłem przez bramki na wejściu do kina, razem z kawą ze S. dla koleżanki P. Wziąłem nawet odpowiednio gruby sweterek, bo jak wiesz, rano, wieczór, we dnie, w nocy jest tutaj 30 stopni, ale jak już włączają klimatyzację w pomieszczeniach to można zamarznąć. Dlatego jak się jedzie autobusem, bądź idzie do właśnie kina należy się odpowiednio grubo odziać, by nie umrzeć z hipotermii. Pierwszy atak złości przyszedł, gdy próbowałem otworzyć chipsy. Nie wiedzieć czemu, do zamknięcia paczki jakichkolwiek chrupsów używają tutaj super kleju, wiec zawsze jest walka. No, ale harcerzem byłem to sobie poradziłem (zębami). Złość mnie ogarnęła, gdy się okazało, już po seansie, że te purytańskie sukinsyny wycięły najlepszą scenę filmu…

Tak, tę w którym dowódca Ateńczyków, Temistokles (Sullivan Stapleton) przychodzi, by na statku złej Artemidy (granej, Evo, przez Ciebie), dogadywać warunki ewentualnego pokoju. W końcu wojna nigdy nie ma wygranych, trzeba próbować się dogadać. Negocjacje są twarde, napięte, Temistokles i zła Artemida, komandor floty Persów, wymieniają się elektryzującymi spojrzeniami, kamera perwersyjnie wyciąga na pierwszy plan spowitą złotym materiałem lewą pierś irańskiego wampa. Rozmowy w pewnym momencie przechodzą na komunikację niewerbalną, a jednocześnie przenoszą się na stół z planami bitwy. Nagle Temistokles, na propozycję „wolności bez konsekwencji”, choć jest już nagi, mówi „nie” i zostaje wyprowadzony przez straże. Naprawdę? Czy czegoś nie zabrakło?

Bogu dzięki za internet. Przyznam się Evo, że zgrzeszyłem, i musiałem skorzystać po seansie z pomocy tych stron, gdzie zanim się zobaczy nędznej jakości film nagrywany kalkulatorem zza pazuchy w ciemnym kinie, trzeba podziękować za kilkanaście ofer seksu z kobietami z tego samego miasta, zarobku 253 dolarów na minutę i wygranej w super loterii internetowej. I ku mojemu zdziwieniu malajski cenzor — niech go trafi — zostawił sobie na własność gorącą wymianę dyplomatycznych uprzejmości między Artemidą a Temistokles, gdzie pokazujesz Evo dużo, choć po „Marzycielach” Bertolucciego, w filmie którym to kamera cierpliwie spenetrowała całe Twoje ciało, nie zaskoczysz już nas chyba niczym. A my zostaliśmy pozbawieni sceny ostrej czułości i wymiany niekoniecznie dyplomatycznych argumentów w HD na gigantycznym ekranie.

Zawsze wiatr w oczy.

Źródło: phimchieurap.vn

Źródło: phimchieurap.vn

Ach, wylewam tu swoje żale, Evo, a miałem Ci napisać, co myślę o filmie. Powiem tak — nie jest to pierwsza część, gdzie dzielne wojaki Leonidasa, konkretnie dały radę. Gdzie było kultowe THIS IS SPARTAAA!!!, cudowna muzyka i naprawdę fascynujące, totalnie epickie widowisko. Tak, „Początek Imperium” jest chyba mniej energetyczne, nie wejdzie do kanonu kultury internetowo-popularnej, bardziej stawia na klimat, nie ma tego fatalizmu i napięcia, ale, cholera, dalej jest fantastycznym pokazem tego, jak film może twórczo zinterpretować komiks. Dużo tutaj spowolnień, które przywodzą na myśl świetnie skomponowane rysunku, kamera lata nad całym pobojowiskiem, by nagle szybko uciec do tyłu, zanurzyć się w toń wody pod bitwą morską i ukazać nam szaleństwa geniusza bitwy morskiej spod spodu. Dostrzegamy wraz z Temistoklesem niewyraźny kształt na oddalonym statku, kamera w jednej chwili, niczym w dobrej grze komuterowej, robi przybliżenie na przeciwnika, by w sekundzie z powrotem wrócić.

Dreszcze wywołują te ujęcia, gdy topór/miecz/strzała leci prosto na nas. Bohaterowie, zgraja napakowanych dzięki ostrej pracy speców od efektów specjalnych Ateńczyków, rozmawiają na tle niewyraźnych, niemal namalowanych pejzaży. Krew leje się soczyście, choć dla efektu ma ona konsystencję syropu malinowego do herbaty na zimne zimowe wieczory. Nie brak oczywiście osocza bryzgającego na kamerę, motywu sięgającego chyba serialu „Spartacus” (ale może się mylę?), gdzie — jak pamiętasz — padały te wszystkie urocze rzymskie przekleństwa („for Jupiter’s cock!”)

Bardzo mi się podobało oparcie fabuły na intrygującej relacji między Temistoklesem a Artemidą. Kserkses (Rodrigo Santoro), król Persów, zszedł tutaj w ogóle na drugi plan. W ogóle, ech, co Ci będę Evo gadał, wiesz jak jest: film nakręca postać Artemidy (choć koleżanki pewnie powiedzą, że Temistokles, aczkolwiek jestem ciekaw, jak zapatrują się one na tę uroczo odstającą dolną jedynkę. Evo, tata jest dentystą, prawda? Nie wiem czemu to piszę, może dlatego, że ostatnio zaliczyłem wizytę u chińskiego stomatologa na przedmieściach Kuala Lumpur…) Okrutna, trupio blada, z ostrym makijażem, doskonale wyszkolona Artemida uosabia całe zło perskiego imperium, chcącego zniszczyć wolnych Ateńczyków/Greków, miłujących ideały demokracji. Pasujesz tutaj jak ulał z tymi swoimi sfochowanymi minami, wyraźnymi kośćmi policzkowymi i nosem (podobno zrobionym?!), jesteś hipnotyzującą i gotycką famme fatale, wyzwoloną i żądną władzy. I tym, którym nie w smak fontanny krwi, powiem, by skupili się na Twojej kreacji. Choć wiem, że co wrażliwsi mogą odpaść przy obfitych scenach podrzynania gardeł, rozpłatywania czasek i siekania zwłok.

Źródło: apnatimepass.com

Źródło: apnatimepass.com

Haha, jakby tam w pewnym momencie pojawił się taki epizod, że do umęczonych walką Ateńczyków dołączają jacyś brudni wąsaci wojownicy z północnej Europy mówiący, że są Gotami (widziałbym ich tak jak zilustrował przodków Niemców Uderzo w komiksach o przygodach Gala Asteriksa, z pikelhaubami i podkręconymi wąsami w stylu Bismarcka) chcącymi pomóc, naprawdę moglibyśmy traktować film jako optymistyczny komentarz do bieżącej sytuacji politycznej. Choć większy problem jest obecnie z Rusią Moskiewską.

Nie wytykaj mi przy tej kinowej fantazji, Evo, nieścisłości historycznych. Historia jest tutaj jedynie pretekstem, do nieskrępowanego festiwalu ruchu, koloru i czystej dynamiki zawrotnych akcji i scen walki.

I, Evo, czy jestem jedyny, który uważa, że znana z „Gry o Tron” Lena Headey, w „300: Początek Imperium” grająca spartańską królową Gorgo, przypomina tymi swoimi grymasami naszą koleżankę, Keirę Knightley?

Źródło: filmracket.com

Źródło: filmracket.com

Kończąc: ja się bawiłem dobrze, ale podkreślę: jestem Twoim cichym wielbicielem i lubię te odmożdżające rozwałki w konwencji starożytnej, jakimi raczą nas twórcy sagi o Spartanach i Ateńczykach.

Ach, jeszcze jedno: rankiem następnego dnia wyprowadzałem nad rzeką psa na spacer. Nagle usłyszałem takie: AU-AU-AU!  Bałem się, że to gdzieś za rogiem czycha na mnie zgraja napakowanych Ateńczyków/Spartan (bo i oni w filmie tak krzyczą: AU-AU-AU!), a to tylko banda dzieciaków stała na drugim brzegu rzeki i darła się: HAU-HAU-HAU!

Czekam na trzecią część, a Tobie życzę wszystkiego najlepszego. Aż niedługo sobie zobaczę chyba „Królestwo Niebieskie”, film, po którym zaczęłaś być kojarzona przez szerszą publikę. Choć najbardziej Ci i tak wyszła Vesper w „Casino Royale”.

Serdeczności,

Słoń

P.S. Zaproszenie na kawę do KL ciągle aktualne, czemu nie odpisujesz na fejscie?!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s