ZŁY film: HOMEFRONT

Homefront

USA, 2013

reż. Gary Fleder, scen. Sylvester Stallone

wyk. Jason Statham, James Franco, Winona Ryder

Jeśli w trakcie niezobowiązującego filmu sensacyjnego klasy B, który oglądacie właściwie tylko dlatego, że posypały wam się wszystkie plany na piątkowy wieczór, łapiecie się na tym, iż nie słyszycie dialogów, bo scenariusz wywołuje aż tak głośny zgrzyt waszych zębów, to znaczy, że pora zacząć biegać. Albo kupić psa. Albo znaleźć DOBRĄ książkę. No cokolwiek, byle by mieć jakąś rezerwę na te niedobre piątkowe wieczory, gdy cały świat ma was w głębokim poważaniu, za ścianą impreza sąsiadów i wiecie, że nic nie uratuje tego wieczoru…

Źródło: wallpapermine.com

Źródło: wallpapermine.com

„Homefront” jest niestarą starocią, bo na ekrany kin tu i tam wszedł w listopadzie zeszłego roku. Jak mi się jednak wydaje, przez swoje lekkie i pretendujące do bycia odkrywczym podejście do gatunku, gwiazdę w postaci Jasona Stathama i zaskakującego autora scenariusza, jest tylko kwestią czasu, gdy film pojawi się w piątkowy wieczór na canal+ czy jakimś innym Polsacie. Albo w kinie. Pod tytułem… niech zgadnę: „Front domowy”?

Jeśli uważnie czytacie ten blog, to już pewnie zarejestrowaliście, że na górze każdej recenzji pojawia się krótka notka dotycząca twórców, kraju produkcji i aktorów. Sylvester Stallone pojawił się tutaj w zaskakującej rubryczce… scenariusz. I co z tego wyszło? Sensacyjne kino familijne klasy B, z odpowiednią ilością wybuchów i strzałów, ale z bardzo mocno naciąganą historią, którą — pal licho — wybaczyłbym, gdyby nie dławienie z zarodku każdego zwrotu akcji czy suspensu. Akcja toczy się po równi pochyłej do szczęśliwego końca, a ewentualne przeszkody bohaterowie (bohater:) rozwiązują zanim naprawdę się staną przeszkodami.

Bardzo interesująco wygląda ta konwencja emerytowanego herosa, byłego policjanta departamentu narkotykowego, Phila Brokera (Jason Statham), który ucieka na odległą i nudnawą prowincję by uciec od traumy po śmierci żony i ukoić nerwy po trudach pogoni za gangami. Niestety, nie jest mu dane w spokoju jeździć z córeczką Kit (Isabela Vidovic) na konikach na polanach za pięknym drewnianym domkiem, bo córeczka wdaje się w szkole w bójkę, ktora kończy się tym, że Phil będzie miał na karku gang motocyklistów, szaloną matkę obitego kolegi z klasy i pretendującego swoimi chemicznymi zainteresowaniami do roli Waltera White’a Apallachów szwarga owej żony, cwanego Gatora (James Franco, pamiętacie rapera ze „Spring Breakers”?) A Gator pójdzie po bandzie i skontaktuje się z kimś, komu bardzo zależy na porządnym obiciu papy Brokera…

Byłoby to wszystko niezłe, gdyby nie jakiś lęk Stallone’a by postawić Phila w naprawdę trudnej sytuacji, nawet bez wyjścia. Pętla wokół byłego policjanta parokrotnie zaciska się wokół jego szyi, ale my zdecydowanie za szybko dowiadujemy się, że węzełek jest niezawiązany, a Phil na tyle wytrenowany, że z wszystkim da sobie radę bez jednego zadraśnięcia na twarzy, a i trauma po śmierci żony minie.

Gdzieś tam w tle przewija się jeszcze Winona Ryder, jako koleżanka Gatora, Sheryl, ale jest cieniem samej siebie i trochę nie wiadomo co i po co tutaj robi. Krząta się, rzuca jakieś dziwne pomysły, kocha się namiętnie z Gatorem w jego warsztacie, na samochodzie, ale… no dobra, jest piątkowy wieczór dajmy spokój.

Może za mało piwa i chipsów miałem, by zwiększyć dystans i jeszcze bardziej zmrużyć oczy, ale niestety za bardzo się męczyłem oglądaniem „Homefront”, któremu daleko do choćby do pierwszego „Transportera”. Statham, wiadomo, nie grzeszy występami w pierwszorzędnych produkcjach, ale sprawdza się w takim wybuchowo-pościgowym kinie do browara. Tutaj niestety trochę przekombinowano, rozwałka na całego została powstrzymana przez nie do końca dobrze wmontowany w opowiastkę wątek familijno-prowincjonalny.

Dlatego też przygotowałem się na kolejne samotne piątkowe wieczory, z całego serca polecam „Pierwszy Śnieg” Jo Nesbø. Chyba rozumiem, dlaczego co piąty Norweg przeczytał jego książkę.Ale jak przeczytałem, że za ekranizację jego powieści „The Son” zabiera się Channing Tatum, jeden z „ulubionych” aktorów Współautorki, zadrżałem.

Słoń

A po filmie chodziliśmy na kremówki... Źródło: cf.badassdigest.com

A po filmie chodziliśmy na kremówki… Źródło: cf.badassdigest.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s