DOBRY, choć długi film o długiej drodze do wolności: Mandela. Droga do wolności

Żródło: moviehdwallpapers.com

Żródło: moviehdwallpapers.com

Mandela. Long Walk to Freedom

RPA, Wielka Brytania, 2013

reż. Justin Chadwick, scen. William Nicholson

wyk. Idris Elba, Naomie Harris

Pozwolicie, że pozwolę sobie tym postem raczej na kontynuację wątku filmów traktujących o walce o wolności, jaki — nieco mimochodem — zapoczątkowałem opisem „Zniewolonego”, a nie dokończenie pooscarowych komentarzy, w które wpisała się też ostatnia recenzja Współautorki  „Sierpień w hrabstwie Osage” . Oczywiście proszę się nie bać, niedługo na tym blogu przeczytacie zarówno o „Witaj w klubie” z dwoma świetnymi i słucznie nagrodzonymi Oscarami rolami męskimi, jak i włoskim „Wielkim Pięknie”, jednak odetchnijmy na chwilę od szumu Nagród Akademii i pojedźmy do Afryki. Na samo południe.

Żródło: wpmedia-o-canada-com

Żródło: wpmedia-o-canada-com

Z biografiami politycznymi, szczególnie w filmie, zawsze jest problem. No bo co właściwie trzeba pokazać? Działalność polityczną danej — najczęściej oczywiście wybitnej — jednostki, początki jej kariery, najważniejsze osiągnięcia, ostateczny upadek bądź zwycięstwo — to jasne. Ale zaraz potem pojawi się pytanie o inne, nie mniej ważne elementy, jak socjopolityczne tło przedstawionych wydarzeń, dylematy rodzinne, gąszcze sojuszy, czy batalie z wrogami, mające na celu osadzić całą akcję w jakimś szerszym kontekście. Jest z samym gatunkiem oczywiście problem, bo nie ukrywajmy, że wydarzenia polityczne są najczęściej tak skomplikowane, iż ciężko, nie wystawiając się na zarzuty o nadmierne uproszczenia i schematy, stworzyć fabułę, jaka znajdzie złoty środek między realizmem, a wymogami, by stworzyć interesujące widowisko.

Kluczem do rozwiązania tego dylematu, jest oddanie głosu samemu zainteresowanemu, by opowiedział o swoich losach. Jest to doskonały wybieg, by pozwolić sobie na subiektywizm i selektywność, nie tracąc przy tym na autentyzmie. Ułatwiając przy okazji trochę pracę scenarzystom, najłatwiej skrzystać oczywiście z pamiętników naszego bohatera. Nie inaczej jest w tym przypadku, gdzie choć Mandela (Idris Elba) nie jest klasycznym narratorem, to poszczególe wydarzenia są okraszone wyimkami z jego pamiętników.

I tak obserwujemy długą drogę pierwszego czarnoskórego prezydenta RPA (przypomnijmy: do 1961 r. Związek Południowej Afryki) do jego życiowego celu, jakim było zniesienie systemu segregacji rasowej w jego ojczyźnie, nazywanego z języka afrikaans apartheidem.

Żródło: static.squarespace.com

Żródło: static.squarespace.com

Obserwujemy najpierw Mandelę jako młodego i przebojowego prawnika, który początkowo nie ma zamiaru angażować się w jakąkolwiek działalność polityczną. Odnosimy nawet wrażenie, że bardziej mu w głowie kobiety, niż los ojczyzny. Dopiero gdy z końcem lat 40. i początkiem lat 50., kiedy to biali wdrażają w życie projekt ścisłej segregacji rasowej, opartej na koncepcji supremacji białej rasy (do której — ciekawostka — honorowo zaliczono Japończyków!), a aktywność polityczna wydaje się być tyleż skuteczna co nieunikniona, Mandela z prawnika staje się charyzmatycznym politykiem. Staje na czele Afrykańskiego Kongresu Narodowego i tutaj zaczyna się jego właściwa „biografia polityczna”. Szybko staje się liderem ruchu, który po dekadach walki doprowadza do zniesienia apartheidu.

Nie chcąc urządzać tutaj referatu na temat historii walki Mandeli przypomnijmy, że uniknął kary śmierci za działalność terrorystyczną (zamachy bombowe na budynki administracji burskiej), którą zamieniono mu na dożywocie. Wyrok odbywał najpierw na odludziu, jakim była wyspa Robben, a potem w Pretorii. Nieprzypadkowo w tytule filmu pojawia się „długa droga”, ponieważ Mandela spędził w więzieniach przeszło 27 lat! Mimo to udało mu się utrzymać władzę w partii, a w wyniku porozumienia z reformującą się Partią Narodową i prezydentem de Klerkiem doprowadzić do w pełni demokratycznych wyborów, zostając w 1994 r. pierwszym czarnoskórym prezydentem RPA. Rok wcześniej, wraz z prezydentem de Klerkiem został laureatem pokojowej nagrody Nobla.

Ku mojemu zaskoczeniu, „Mandela…”, pomimo moim początkowym obawom, staje na wysokości zadania. Choć nie jest to wybitnie porywająca produkcja, a i trzeba poświęcić 140 minut swojego życia, to zaryzykuję opinię, że jest to godny polecenia film. A przynajmniej przekonania się, czy mam rację i dowiedzenia czegoś więcej o historii RPA. Jak widać, twórcy zakreślili sobie raczej szerokie ramy czasowe, dlatego też niektóre wątki właściwie zasygnalizowali, nie wgłębiając się zanadto w szczegóły. Jest zatem męka odosobnienia w więzieniu, trudy negocjacji z początku lat 90., podziały frakcyjne w partii jak i rodzinie, oraz dramat rodzinny. Wszystko to ma na celu pokazać konsekwencję i wiarę Manedli w osiągnięcie celu i trudności, jakie musiał pokonać, choć — niestety — traci na tym głębia. Albo inaczej: trochę trzeba sobie dopowiadać, doczytać. Pojawia się na przykład wątek izolacji kraju na arenie międzynarodowej, ale to widz musi wiedzieć, że choć były kraje, gdzie dzieją się gorsze rzeczy, to zaskakujaco jednolita postawa społeczności międzynarodowej wynikała z geograficznej odległości. Choć na przykład Wielka Brytania dalej utrzymywała kontakty z Pretorią, a sam Ronald Reagan nazwał ANC „organizacją terrorystyczną”.

Pewnie, znacznie bardziej fascynujący byłby krótki wyimek (weźmy te rozmowy z rządem z lat 1990-92), w którym wszystkim tym elementom można by poświęcić znacznie więcej uwagi, jednak cóż — wolna wola twórców. Dostajemy zatem przekrojową historię bohatera, przeplataną wspomnieniami z dzieciństwa i autentycznymi materiałami telewizyjnymi. Wychodzi z tego dość zgrabnie zmontowana i jednak miła oku laurka dla — nie przesadzając — światowego symbolu walki o prawa człowieka.

Żródło:  s1.ibtimes.com

Żródło: s1.ibtimes.com

Moja ostrożnie pozytywna ocena, przyznam się szczerze, jest uwarunkowana trzema czynnikami. Po pierwsze, jak już pisałem parokrotnie, fasynuje mnie wszelaka tematyka polityczna i choćby ze względu na walory poznawcze, utrwalenie i poukładanie sobie niektórych faktów, na wstępie daję fory każdemu takiemu filmowi. Tym bardziej, że „Mandela…” wymaga od odbiorcy przeglądnięcia historii RPA. Po drugie, lubię Idrisa Elbę. Uwiódł mnie swoją kreacją w Luthrze, zaś tutaj przekonująco wciela się w postać byłego prezydenta RPA, urzekając akcentem południowoafrykańskim oraz sprawnością w graniu zarówno tryskającego entuzjazmem młodzieńca, jak i stoickiego staruszka. Po trzecie w końcu — dałem się złapać na trochę tego taniego sentymentalizmu, sączącego się w scenach rozłąki z rodziną, bądź wyjścia z więzienia. Jakże pięknym momentem była scena, gdy nowo zaprzysiężony prezydent spokojnym krokiem idzie przez korytarze pałacu odbierając saluty od dowódców wojsk (prawie wszyscy biali).

Światowa premiera filmu odbyła się na festiwalu w Toronto, 7 września 2013 r. Brytyjska uroczysta przedpremiera, na której zjawili się aktorzy, rodzina królewska, a także rodzina Mandeli, miała miejsce 5 grudnia 2013 r. Zindzi, córka Mandeli, na czerwonym dywanie powiedziała, że: „Mój ojciec ma się w porządku. […] Spodziewamy się go widzieć częściej”. Tymczasem chwilę potem, jeszcze przed projekcją, podano do wiadomości informacje o śmierci Nelsona Mandeli w wieku 95 lat. Idris Elba miał się rozpłakać.

W oświadczeniu wydanym przez producenta filmu, czytamy, że: „jednym z przywilejów twórców filmów jest możliwość uwiecznienia tych, którzy mieli ogromny wpływ na ludzkość”. Mandela nie potrzebował oczywiście filmu, żeby wpisać się do historii walki o lepszy świat, a jego legenda na pewno będzie trwać o wiele dłużej niż pamięć o produkcji Justina Chadwicka. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to przyzwoity, godny naszej uwagi film.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s