DOBRY film: Wilk z Wall Street

Źródło: blog-wallstreetsurvivor-com

Źródło: blog-wallstreetsurvivor-com

„Wolf of the Wall Street”

USA, 2013

reż. Martin Scorsese, scen. Terence Winter

wyk. Leonardo di Caprio, Jonah Hill, Margot Robbie

Weźcie bardzo głęboki oddech. Bo najnowszy film Martina Scorsese to nic innego jak chwycenie kurczowo za płetwę szalonego rekina biznesu, który zabiera nas w otchłań fascynującej i przerażającej opowieści o tym, jak się robi naprawdę dużą kasę. Utoniemy w morzu kokainy, oceanie nagich kobiecych ciał, nieskończonym przestworze dolarów. „Wilk z Wall Street” pomimo tego, że i tak został autoocenzurowany przez reżysera, żeby zmieścić się ze swoim nowym działem w niższej kategorii wiekowej — czytaj: zarobić jeszcze więcej — pozostaje obrazem mocnym i szokującym. Leonardo naprawdę świetnie dźwiga rolę, która — jak się wydaje — ma mu w końcu utorować drogę do upragnionego Oscara. W końcu to już jego piąta nominacja…

Świętej pamięci Tadeusz Mosz, dziennikarz ekonomiczny, nie polubił „Wilka z Wall Street”. Na antanie radia TOK FM stwierdził, że film ten jest w dużej mierze przerysowany i w żadnen sposób nie można go traktować, jako prawdziwy obraz tego, jak funkcjonuje dzisiejszy świat finansistów. Nie ukrywam, kto oczekiwał miarodajnego dokumentu o kulisach Wall Street na pewno może poczuć się lekko zawiedziony. Ale od początku wiemy, czego się spodziewać. Fakt, dużo tu imprez i szalonych akcji robionych pod wpływem tych czy innych substancji psychoaktywnych, ale nie miałem ani przez moment wrażenia, że oglądam „Kac Vegas”. Wszystko to jest miejscami trochę przerysowane i jak już, to bardziej przypomina szalone balangi nastolatków ze „Spring Breakers”, ale Scorsese zachowuje ostatecznie umiar, sprawnie posuwając całą akcję do przodu, niezauważalnie przechodząc przy tym do dramatu głównego bohatera. Mistrzostwo tego filmu zawarte jest, moim zdaniem, w jednej scenie z wsiadaniem do samochodu…

Jordan Belford (Leonadro di Caprio) znajduje się niecałą milę od swojego domu. Ma do obgadania sprawę życia i śmierci, dlatego woli skorzystać z budki telefonicznej w pobliskim motelu. Niestety, jeszcze w trakcie rozmowy telefonicznej dopada go ostry odlot. Okazuje się, że legendarne narkotyki z początku zeszłej dekady nie dość, iż dają kopa takiego, że od razu wpada się w etap porażenia mózgowego (pomijając standardowe fazy bełkotania, ślinotoku i ekstazy), to działają z opóźnieniem. Belford doznaje częściowego paraliżu niemal całego ciała i do swojej najnowszej bryki musi się czołgać. W tym momencie zawieszony zostaje dotychczasowy rytm całego filmu, który składał się z dynamicznnie następujących po sobie scen. Czas niemal zatrzymuje się i cierpliwie obserwujemy tyleż śmieszne, co przerażające wysiłki, mające na celu otworzenie drzwi samochodu. Na własne życzenie Belford doprowadza się do stanu kaleki, nie jest w stanie iść, więc czołga się żałośnie po podłodze, by stoczyć się po schodach i próbować nogami otworzyć samochód. Dopiero gdy rusza, wracamy do zawieszonej na tę parę chwil dynamicznej opowieści. Ten moment wyrywa nas z szalonej i szybkiej opowieści naszego bohatera, ukazując wszechmocnego finansistę jako nędzną kreaturę wijącą się po podłodze.

Źródło: 3.bp.blogspot.com

Źródło: 3.bp.blogspot.com

Fascynujący jest obraz Belforda, jako szefa firmy, którego odprawy w pracy przypominają coś pomiędzy wiecem NSDAP, występem Ozziego Ozzbourne’a i nabożeństwem zielonoświątkowców. Główny bohater za każdym razem robi widowisko, wprawiające w ekstazę całe ogromne biuro jego firmy. Kto wie, może są na świecie firmy, gdzie odbywają się takie bachanalia, jak wtedy, gdy do gigantycznego biura firmy Belforda wpada armia striptizerek, seks jest uprawiany gdzie popadnie (nawet w szklanej windzie), a kokaina spożywana w ilościach większych niż cukier do kawy? Oddający się orgii chciwości i rozwiązłości pracownicy bardziej przypominają Spartan z „300”, a nie pracowników biurowych. Nie jest to katorżnicza i totalitarna korporacja z „Obywatela Kane’a”, ale szalona impreza wyrośniętych nastolatków, którzy jednym telefonem załatwiają sobie nowy garnitur u Versace. Belford z resztą wie, jak to wygląda: „Dla świata zewnątrzego to coś obscenicznego” — tłumaczy w duchu ojcu, zafascynowanemu, a jednocześnie trochę zgorszonemu tym, ile synek wydaje z kolegami na prostytutki wszystkich trzech rodzajów — „ale kto chce żyć w tamtym świecie?”.  A przecież jest jeszcze życie poza pracą i nie mamy tu do czynienia z tą kategorią poj#bów, którzy sycą się po godzinach pracy tym, co schowali w prywatnej kapliczce, ale bezlitośnie imprezują.

Tytułem małej dygresji. Jechałem kiedyś stopem z facetem, który bardzo lubił opowiadać o swoim życiu. W sześć godzin, jakie z nim spędziłem wiedziałem o nim już prawie wszystko. Miał już trochę kasy, wiedział co lubi, a do tego szczerze opowiadał o swoim życiu, seksualnych przygodach, orgiach, zabawach z kolegami i koleżankami, które wysysają kasę z bogatych Szwajcarów i pewnych adwokatów w Polsce. Ciężko mi to było w to wszystko uwierzyć, bo akcje facet miał niewyobrażalne, ale do cholery — nie można ściemniać przez ćwierć doby tak, żeby ani razu się nie wyłożyć. A wszystko trzymało się naprawdę kupy. I wierzcie, albo nie — tacy ludzie naprawdę są na tym świecie!

Osią całego filmu jest historia wspomnianego Belforda — od trudnych początków na Wall Street i cennych lekcji od bardziej doświadczonych biznesmenów (króciótka, acz urzekająca rola Matthewa Mc Conaughey’a), pracy w badziewiastych korporacjach, poprzez żmudne budowanie marki swojej firmy, zarabiającej w końcu krocie na sprzedawaniu śmieciowych obligacji komu trzeba i praniu brudnych pieniędzy. Wraz z kasą pojawia się wszystko to, co lubią tygryski, w tym kobiety, w tym żona (Margot Robbie). A przy okazji kłopoty, a konkretniej FBI i namolny agent Denham (Kyle Chandler), co wiedzie do chyba dosyć przewidywalnego końca.

Polecam wszystkim zwrócić uwagę na drugoplanową rolę Jonaha Hilla, którego dotychczas kojarzyłem z mniej lub bardziej śmiesznych komedii. W „Wilku…” gra najbliższego współpracownika Belforda, Donnie Azoffa, mającego coś w sobie z Alana z „Kac Vegas”. Bo Donnie, z sikaniem przy wszystkich na pozwy sądowe czy zjadaniem rybek pracowników, którzy w ważnym dla firmy dniu czyszczą akwarium, wybija się nawet na tle przyzwyczajonych do ostrej degeneracji współpracowników.

Źródło: thenypost.files.wordpress.com

Źródło: thenypost.files.wordpress.com

Scorsese zrobił kawał dobrego kina, jednak wymyka się on prostej kategoryzacji. Ni to dramat, ni komedia. To dobrze. Jednak daleko mu do fascynującego psychologizmu kultowego „Taksówkarza”, a koncentrując się na grach i zabawach skończonego degenerata reżyser odbiera sobie trochę możliwość zarówno zbadania duszy bohatera, jak i sformułowania ostrej krytyki spuszczonego z łańcuchów jakichkolwiek ograniczeń kapitalizmu, niszczącego zarówno tych co zarabiają, jak i tych, co tracą. Lecz i bez tego dostajemy wciągającą i ekscytującą historię faceta, który robił takie rzeczy, o których nam się nawet nie śniło.

I nie bójcie się tych trzech godzin!

P.S. Dzisiaj mamy małą święto na blogu, dokładnie rok temu zaczęliśmy mądrzyć się tutaj na temat filmów. Mamy jeszcze problemy z regularnością i interpunkcją, ale jak powiedział Churchill: „Sukces nigdy nie jest ostateczny. Porażka nigdy nie jest totalna. Liczy się tylko odwaga”. Dlatego życzcie nam odwagi i cierpliwości, by dalej wypełniać misję alarmowania społeczeństwa przed niewartymi czasu gniotami i informowania o produkcjach, po których poczujemy się jako lepsi ludzie.

 

2 thoughts on “DOBRY film: Wilk z Wall Street

  1. Świetna recenzja, zresztą u siebie tez pisałam o „Wilku z Wall Street”… Również uważam, że to porządny film, a przynajmniej mile spędzone 3 godziny.
    A anegdotka z Twoją podróżą – piękna! 😀

    Pozdrawiam serdecznie,
    W.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s