DOBRY film: Austenland

źródło: atthecinema

źródło: atthecinema.com

Austenland

USA, Wielka Brytania 2013

reż. Jerusha Hess, scen. Jerusha Hess i Shannon Hale (na podstawie książki tej ostatniej)

wyk. Keri Russell, JJ Feild, Jennifer Coolidge, Jane Seymour

Czytelnicy czytający tego bloga półregularnie mogli się już zorientować, że bardzo lubię książki (i adaptacje) Jane Austen. Ci z pośród nich, co znają mnie osobiście, a co gorsza są ze mną spokrewnieni, tym bardziej. Jak podczas „Tygodnia w kostiumie” na zaprzyjaźnionym blogu Pulpozaur Joanna Kucharska wspomniała o filmie Austenland, wiedziałam, że muszę to zobaczyć. Zwłaszcza, że dawno, dawno temu (chyba zamiast się uczyć do matury…) przeczytałam książkę, na której opiera się reżyserski debiut Jerushy Hess. W skrócie: fanka prozy Jane Austen jak i — przede wszystkim — adaptacji BBC z Colinem Firthem wydaje wszystkie oszczędności, by spędzić kilka tygodni w ośrodku, który ma do złudzenia przypominać świat z czasów Autorki. To mogło być ZŁE, a wyszedł uroczy eskapistyczny (pozornie)anty-eskapistyczny film.

źródło: rogerebert.com

Tym, co ratuje  Austenland przed przesłodzeniem jest traktowanie siebie — i wszystkich bohaterów — z przymrużeniem oka, choć jeden wątek mógłby zostać poważniej potraktowany. Radzę zwracać uwagę na służbę! Niewiele zapamiętałam z książki Hale, jednak pamiętam, że czytając odniosłam wrażenie, że historia bardziej nadawałaby się na film. Tutaj autorka-scenarzystka pousuwała kilka niepotrzebnych wątków, z korzyścią dla całości. Mamy liczne, lecz nie nachalne, odwołania do Jane Austen; wiele strojów, a wręcz kadrów do złudzenia przypomina te z „Firthowej wersji” Dumy… .

 Znudzona i zniesmaczona prozaicznością życia Jane (Russell) wybiera się do Austenlandu, by choć przez chwilę pożyć w krainie marzeń niejednej miłośniczki Jane Austen: świecie dobrych manier, pięknych sukien i ślicznych ogrodów, tyle, że z ugodnieniami w postaci współczesnych toalet, dezodorantów i bez konieczności borykania się z prawdziwymi życiowymi  problemami. Ośrodek, którego centrum stanowi piękne domostwo, na pierwszy rzut oka jest niczym fragment austenowskiego świata, przy bliższym poznaniu jest pełne anachronizmów i ma pewne cechy domu publicznego. Koleżanki z turnusu to nie miłośniczki angielskiej pisarki, tylko bogate Amerykanki nie wiedzące, co to Duma i uprzedzenie, a miejscowi dżentelmeni to (w większości) nienajlepsi aktorzy. Jednak bohaterka nie traci ducha i mimo wszystko postanawia się dobrze bawić. I my też się dobrze bawimy, mimo dość strasznej ścieżki muzycznej i zdarzajacych się co jakiś czas zbytnich przerysowań.

Dobrze musieli się też bawić aktorzy, zwłaszcza Jennifer Coolrodge, która w mistrzowski sposób mówiła fatalnym „brytyjskim” akcentem. Keri Russell dobrze gra „normalną” fankę Jane Austen. Bardzo dobrym pomysłem było zaangażowanie elfouchego sobowtóra Michaela Caina, czyli JJ Feilda, który grał jednego z moich ulubionych bohaterów literackich w DOBREJ adaptacji Opactwa Northanger, a tutaj był „etatowym panem Darcy” i jedynym, który tu gra „na poważnie”.

Austenland mógł wpaść w pułapkę, w którą często wpadają niektóre adaptacje i fan fiction, czyli zbytniej glamouryzacji epoki Regencji i przylukrowaniu powieści Austen zapominając, że są one — w skrócie — o tym, jak bardzo kobiety w tamtych czasach miały przechlapane. Nie wpada w nią, choć ledwo, a nie wspomina niestety o „ciemnej stronie Austen”. Film mógł też w brutalny sposób ukarać główną bohaterkę za jej wygórowane oczekiwania wobec mężczyzn i marzenie o innym, „grzeczniejszym” świecie, lecz akurat mu się udało — przy równoczesnym wyśmianiu wielu przedstawionych w nim postaw — potraktować Jane z humorem i sercem. Ekstremizm jest wyszydzony, jednak przesłaniem filmu jest to, że nie należy rezygnować z pasji i marzeń.

Nie jest to majstersztyk kinematografii, ma swoje wady, ale to DOBRY  lekki sposób na spędzenie mroźnego zimowego wieczoru.

Rybka

PS: Przeniesienie się współczesnej fanki do czasów Jane Austen nie jest oczywiście niczym nowym. W 2009 roku wyszło BBC’owskie Lost in Austen, w którym bohaterka  (przez tajemnicze przejście w łazience) zamienia się rolami z Lizzy Bennet i robi (metaforyczny) bigos w Dumie i uprzedzeniu. Pomysł DOBRY, serial ZŁY, głównie przez jedną z najbardziej (niezamierzenie!) antypatycznych bohaterek w historii brytyjskiej telewizji.

tumblr_mzbj1sXsze1s8f35do1_500

8 thoughts on “DOBRY film: Austenland

  1. „Film mógł też w brutalny sposób ukarać główną bohaterkę za jej wygórowane oczekiwania wobec mężczyzn i marzenie o innym, “grzeczniejszym” świecie, lecz akurat mu się udało — przy równoczesnym wyśmianiu wielu przedstawionych w nim postaw — potraktować Jane z humorem i sercem.” Reżyserka gdzieś w jednym z wywiadów mówi, że film niby trochę się rozprawia z fantazjami, ale to jest mimo wszystko też jej własna fantazja, więc Jane dostaje w końcu wymarzonego mężczyznę. I dla mnie to jest właśnie duża siła filmu – widzimy te klisze, możemy się z nich śmiać, ale jednak trochę chcemy w nich żyć.

    P.S. Podoba mi się tag „eskapizm” 🙂

    • No właśnie! Kto po lekturze/seansie czegokolwiek związanego z Austen nie pomyślał: „O, też chcę taką sukienkę/mmm! jakie pieczyste!/Fajnie byłoby mieć taki dom/Kiedyś to ładnie się wysławiali!/Jakie on ma śliczne baczki!” niech pierwszy rzuci kamień:)

  2. Oglądałam Lost in Austen i na zamianę umierałam z bólu i śmiechu. Następny film, jaki obejrzę, to będzie właśnie Austenland. Dzięki za polecenie! 😀

    • Polecam się:) Lost in Austen się rzeczywiście ogląda z bólem i śmiechem zamierającym na ustach. Gdyby nie ta głupia Amanda, to by był to nawet DOBRY serial.

      • Obejrzałam Austenland! Jestem zachwycona! Ten film ma tak świetny dystans do samego siebie, cudownie przedstawia komercjalizację epoki, a jeszcze na dodatek mocno mnie zaskoczył, nie spodziewałam się tego romantycznego twistu na końcu! Cud, miód i orzeszki. I ta piosenka na napisach dobiła. Och, pan żeglarz, który ciągle na sobie rozrywa ciuchy, patent z wskakiwaniem do rzeki (ach, nenufary z Nocy i Dni niemal jak Colin wskakujący do stawu!), awkward scena z porodem konika, paskudno-urocza pani Charming, której uśmiech tak bardzo mi przypominał Renée Zellweger, ta fatalna sztuka, którą odgrywali jak w Mansfield Park… DOBRY film na samotny zimowy wieczór przy kieliszeczku likieru :3 (bo moje chłopię odmawia oglądania ze mną takich pozycji, to nie jego przedział – cóż, trudno się dziwić)

        Aha, a co do Twojego komentarza – to prawda, gdyby nie fatalny dobór aktorki, byłoby naprawdę nieźle w Lost in Austen;)

    • Odpowiadając na Twój komentarz poniżej (z jakiegośpowodu nie można na niego odpowiadać bezpośrednio.) : Cieszę się, że Ci się podobało! Znając książkę znałam twist, ale był on niemniej uroczy (zauważ poprawianie przez sama-wiesz-kogo tekturowej głowy Colina Firtha). Pan żeglarz miażdży, jest uosobieniem nieaustenowskości skomercjalizowanej austeności (if you know what I mean). 😀

  3. Zgadzam się w zupełności. Brakowało tylko sceny w której pan Nobley wyszedłby z jeziora obwieszony wodorostami i cuchnący mułem, obalając romantyczną wizję głównej bohaterki. Chociaż… jakby się nad tym zastanowić, to JJ pewnie nawet w glonach wyglądałby uroczo…

    Kto nie widział polecam „Bloopers” z filmu, Jennifer jest przekomiczna. 😉

    • Właśnie przez ten urok pewnie nie dodano tej sceny:) Ale bardzo urocza była scena gdy JJ w cywilu poprawia oderwaną głowę Firthowi…

      A teraz uciekam zapoznać się z „bloopersami” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s