Dobry film: Uznany za fundamentalistę

Źródło: o.canada.com

Źródło: o.canada.com

The Reluctant Fundamentalist

USA, Wielka Brytania, Katar, 2012

reż. Mira Nair

scen. Ami Boghani, Mohsin Hamid, William Wheeler

wyk. Riz Ahmed, Liev Schreiber, Kate Hudson

Lahore, Pakistan, 2011 rok. Bobby Lincoln (Liev Schreiber), amerykański pisarz, ma do obgadania sprawę z wykładowcą miejscowego uniwersytetu — Changezem Khanem (Riz Ahmed). Khan pracował na jednej uczelni z amerykańskim profesorem, Anse Rainierem porwanym zeszłej nocy. Bobby jest przekonany, że Khan pomoże mu odnaleźć zgubę, tym bardziej, iż uniwersytet na którym pracuje przyciąga element — nazwijmy to — patriotyczny.

Changez nie jest głupkiem i szybko orientuje się o co tak naprawdę chodzi. Lincoln pracuje dla C.I.A. Niewinna z początku rozmowa, staje się dla Khana okazją, by jasno określić swój skomplikowany stosunek wobec Ameryki, co sprowadza się do dłuższej opowieści o jego pobycie w USA. W miarę upływu czasu sytuacja robi się jednak coraz bardziej napięta. Przed kafeją, w której rozmawiają Amerykanin i Pakistańczyk zbiera się tłum, zaś C.I.A. coraz bardziej naciska na Bobbiego, by ten w końcu wyciągnął od Khana jakieś informacje…

Źródło: curatormagazine.com

Źródło: curatormagazine.com

Cała akcja toczy się w tym uroczym lokalu w Lahore i tam też będzie miał miejsce finał. Jednak ten wątek sensacyjny jest jedynie pretekstem, by Khan mógł opowiedzieć swoją historię. Po studiach na świetnej amerykańskiej uczelni szybko dostaje pracę analityka finansowego w renomowanej korporacji na Manahttanie. Jest młody, bystry i cholernie inteligentny, więc od razu wpada w oko Jima Crossa (Kiefer Sutherland), który bierze go pod swoje skrzydła. Jakby tego było mało, przypadkowo poznana na ulicy artystka, Erica (Kate Hudson) okazuje się być córką znajomego Jima. Wszystko wygląda na podręcznikową realizację amerykańskiego snu, gdy przychodzi 9/11, który jest początkiem końca starego życia.

W opowieści Changeza widzimy dramat wszystkich muzułmanów w Stanach po zamachach na WTC. Amerykański sen sypie się, gdy kraj zaczyna być trawiony strachem, skutkującym rasizmem, ksenofobią; ale przede wszystkim coraz większym ograniczaniem swobód obywatelskich. W wszystko w imię bezpieczeństwa. Okazuje się, że paranoja dotyka wszystkich, nawet najbliższych, a różnice kulturowe stają się barierami nie do przeskoczenia.

„Uznany za fundamentalistę” jest jednak zbyt DOBRYM filmem, by popaść w proste schematy. Zadaje wprawdzie proste pytanie: po czyjej stronie stoisz, jako Pakistańczyk zawdzięczający swoją edukację łaskawej Ameryce, którego w imię bezpieczeństwa rozbiera się do naga na lotnisku i upokarza? Nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi. W opowieści Pakistańczyka kreślona jest paralela między muzułmańskimi fundametalistami, a bezlitosnymi kapitalistami pracującymi na 53. piętrze swojego szklanego pałacu, z którego bez mrugnięcia okiem są w stanie posłać na bruk tysiące ludzi w imię efektywności firmy. Jedni i drudzy mają swoje ‚fundamenty’, jedni i drudzy decydują o czyimś życiu, ale nie wiedzieć czemu, fundamentalistami są tylko terroryści wykorzystujący religię jako pretekst do walki zbrojnej.

Źródło: zekefilm.com

Źródło: zekefilm.com

Khan, szukając odpowiedzi na powyższe pytanie rozpoczyna szukanie swoich korzeni (łac. radix, z tego też wzięło się z kolei kolejne radośnie rozumiane współcześnie słowo – ‚radykalny’) i tego, kim tak naprawdę jest. „Fundametalista…” to nie tyle thriller polityczny, co dramat psychologiczny. Jak zdefiniować swoją tożsamość w bipolarnym świecie, gdzie proste opowiedzenie się po którejś ze stron zawsze oznacza otrzymanie niesprawiedliwej łatki? Jak jesteś Pakistańczykiem, który przez mikrosekundę odczuwa satysfakcję, że w końcu ktoś pokazał zadufanym Amerykańcom, że wcale nie są super, to nie oznacza, że jesteś terrorystą. Jak jesteś Amerykaninem, dla którego terroryzm jest nieusprawiedliwialną zbrodnią, to nie oznacza, że współpracujesz z C.I.A.

Doskonałym pomysłem było zamknięcie akcji w jednym dialogu, toczącym się w jednym miejscu. Oczywiście, opowieść Changeza przenosi nas od Stanów, przez Turcję po Filipiny oraz dotyczy wydarzeń sprzed 10 lat, to jednak to, co najważniejsze dla fabuły dzieje się w tej uroczej knajpie gdzieś w Lahore.

Film ma doskonałą dynamikę, przypominającą tę z „Domu Złego” — czekamy na koniec opowieści głównego bohatera oraz rozwój sytuacji w czasie rzeczywistym. Żżera nas ciekawość, jakie decyzje podjął w przeszłości Khan, a odpowiedź na to pytanie jest decydująca dla rozwiązania narastającego napięcia, spowodowanego zniecierpliwioną brakiem postępów w poszukiwaniu profesowa C.I.A. i frustracją antyamerykańskiego tłumu studentów.

Wszystko zmierza do mocnego finału, który okaże się być przede wszystkim dramatem dwójki ludzi — Bobbiego i Khana. Każdy z nich podjął decyzję po której stronie stoi i jakie działania podejmuje. Jednak DOBRYM człowiekiem jest się niezależnie od swoich poglądów i niektóre decyzje są skutkiem tego, kim jesteśmy, a nie po której stronie kulturowej barykady stoimy.

Źródło: skymovies.sky.com

Źródło: skymovies.sky.com

Jeszcze jedna sprawa — film powstał na bazie książki Mohsina Hamida o tym samym tytule wydanej w 2007 r. Mamy zatem dobry przykład sprawnie zrobionego filmu, który ucieszy najpewniej zarówno fanów książki jak i tych, którzy nie mieli przyjemności się z nią zapoznać. Nie ukrywam, miło jest w końcu zobaczyć zrozumiałą adaptację i spokojnie pisać recenzję bez adnotacji, że „DOBRY dla fanów”.

Rodzynkiem w tym torciku jest jest gra Riza Ahmeda, o którym już kiedyś pisaliśmy i pewnie jeszcze nie raz napiszemy. Nie ukrywam, że na film polowałem od dawna, głównie za względu na postać głównego bohatera.

Filmu niestety nie było jeszcze w Polsce. A szkoda, bo przydałaby się nam porcja takiego mocnego, głębokiego, a zarazem zgrabnego — bo nie powiem „wielkiego” — kina; bardzo ożywczego i odświeżającego intelektualnie. Opinie o filmie były podzielone, ogólnie rzecz ujmując „Fundamentalista…” został uznany za „bardzo umiarkowanie DOBRE dzieło”, choć pojawiły się bardzo entuzjastyczne głosy. Publika nie podzieliła tej ostatniej oceny i niechętnie wyłożyła grosza na bilet – w Szwecji, gdzie film miał premierę w marcu br., obraz zarobił nieco ponad 12 tys. dolarów (globalnie – ponad 2 mln), przy budżecie przekraczającym… 15  mln dolarów!

Cieszę się jednak z drugiej strony, że mam okazję zaproponować polską wersję tytułu filmu, który gdzieś w internetach został przetłumaczony jako: „Uznany za fundamentalistę”. Nikt nikogo nie uznaje za fundamentalistę, wprawdzie Khan zgadza się, że to okoliczności skłoniły go do powrotu do rodzinnego miasta i zmiany swojego życia, to była to jego w pełni świadoma decyzja. Dlatego też, biorąc pod uwagę jego wolną wolę, wielowątkowość całego filmu oraz kontekst, który zmusza naszego bohatera do opowiedzenia się po jednej lub drugiej stronie proponuję: „Fundamentalista mimo woli”. Ładne? Dziękuję.

Słoń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s