Nudny i Zły Film: Igrzyska Śmierci. W pierścieniu Ognia.

Źródło: mashable.com

Źródło: mashable.com

The Hunger Games: Catching Fire

USA, 2013

reż. Francis Lawrence

scen. Simon Beaufoy, Michael Arndt

wyk. Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Liam Hemsworth

No i udało im się. Złapałem się w pułapkę zastawioną przez tłumaczy, czego bardzo nie lubię. W ogóle nie lubię wpadać w pułapki, ale te związane z tytułem filmu są szczególnie irytujące, bo to tytuł jest zawsze pierwszym wskaźnikiem tego, czy coś jest warte zobaczenia. Zestawcie sobie „Zabójcze ryjówki” z – powiedzmy – „Metro Manila”. Czujecie na wstępie, na co warto wydać kasę by się ukulturalnić, prawda?

Zobaczyłem angielski tytuł „Hunger Games”, więc licząc na wysoki poziom realizmu filmu, zakupiłem sobie przed seansem jakąś drożdżówkę (co w Malezji graniczy prawie z cudem) i sok z ananasa. Niestety, trzeba mi było zobaczyć polski tytuł („Igrzyska Śmierci”) i – o dziwo – posłuchać kreatywnych polskich speców od tłumaczeń. Nastawiłbym się wtedy na nieco inne zagrożenie i zamiast prowiantu, wziałbym poduszkę. Zamiast cierpieć głód i przerażenie, przyszło mi bowiem rzeczywiście umierać. Niestety, w ten najgorszy z możliwych sposobów – z nudów.

Z tej śmierci w kinie nie ma się co śmiać. Wprawdzie z nudów chyba nikt jeszcze nie umarł, choć zdarzały się zgony spowodowane śmiechem. Historycznym przykładem jest stoik Chryzyp, jednak pierwszą śmierć w kinie odnotowano dopiero w 1989 r., kiedy to Duńczyk Ole Bentzen tak się śmiał podczas senansu uroczego filmu „Rybka zwana Wandą”, że jego serce zaczęło bić – jak później oszacowano – z częstotliwością od 250 do 500 uderzeń na minutę. Nie wiadomo, czy jego żona była tak wspaniałomyślna jak małżonka Alexa Mitchella, która po śmierci swojego męża 24 lata wcześniej, wysłała do twórców serialu „The Goodies” list z podziękowaniami za to, że jej mąż miał tak przyjemną śmierć. Zmarł po 25 minutach nieustannego śmiechu przy odcinku „Kung Fu Kapers”, gdzie odziany w kilt Szkot walczy z mistrzem sztuk walki, jako broń wykorzystując ‚black pudding’.

Wracając do śmierci z nudów – rzecz jasna trochę przesadzam na okoliczność zgrabnego i nieco żartobliwego porównania, od którego zacząłem tę recenzję.

Źródło: geekedoutnation.com

Źródło: geekedoutnation.com

„Igrzyska Śmierci”, które miały swoją premierę w Polsce w zeszłym tygodniu, to kontynuacja trylogii, opartej na popularnej serii książek autorstwa Suzanne Collins. Kiedy w marcu 2012 r. na ekrany wchodziła adaptacja pierwszej części, pierwsza część trylogii utrzymywała się w pierwszej setce bestsellerów USA Today przez 135 kolejnych tygodnii (ponad 2,5 roku!). Według obliczeń angielskiego portalu Scholastic.co.uk, w dniu premiery filmu, na świecie znajdowało się 26 milionów egzemplarzy którejś z części trylogii. Collins udało się też wejść — jako jedynej autorce literatury młodzieżowej — do raczej elitarnego, bo liczącego w owym czasie pięć osób, grona „Million Kindle Club”, czyli dołączyć do autorów, którzy sprzedali więcej niż milion e-booków na Kindle’a. Co więcej, właśnie w marcu 2012 r. Amazon poinformował, że Collins jest najlepiej sprzedającą się autorką w historii wydawnictwa. I pomyśleć, że na pomysł książki autorka wpadła skacząc po kanałach; tu gladiatorzy na „Discovery History”, tam „Big Brother” i mamy patent na książkę roku 2008 r.

Słowem – powstanie ekranizacji było kwestią czasu. Tytułowe igrzyska śmierci to okrutne zawody, będące formą ukarania niepokornych obywateli postapokaliptycznej Ameryki Północnej — Panemu — za rebelię, jaką dawno temu zorganizowali mieszkańcy biednych dystryktów przeciwko obrzydliwie bogatemu, oderwanemu od problemów ludu, paskudnie autokratycznemu Kapitolowi. Stolica teraz się mści i żeby jeszcze bardziej pognębić żyjących w gułagu 12 dystryktów ciemiężonych poddanych, co rok organizuje igrzyska, w których biorą udział po jednym przedstawicielu obu płci z każdego z dystryktów.

W pierwszej części oglądamy zmagania bohaterów w ramach 74. edycji igrzysk. Głównej bohaterce, Katniss (Jennifer Lawrence), udaje się przechytrzyć złych organizatorów, którzy planowali wyeliminować wszystkich uczestników i razem z kumplem z klasy, Peetą (Josh Hutcherson), wygrać jako para, zawody. „W Pierścieniu Ognia” oglądamy ciąg dalszy historii.

Źródło: materiały prasowe

Źródło: materiały prasowe

Przez godzinę kreślony jest narastający bunt ludu, który zbiera się do rebelii. Katniss jest jedną z potencjalnych liderek opozycji, gdyż trochę zagrała na nosie reżimowi, sprytnie wygrywając igrzyska ratując przy tym Peetę, choć zgodnie z intencjami organizatorów mieli oboje umrzeć. Jej pozycja jest niezwykle trudna, bo staje się maskotką rządu, jednak nie ma żadnego pola manewru: jej rodzina żyje w straszliwych warunkach, o chłodzie, głodzie i bezkarnej bezpiece, a władza nieustannie daje do zrozumienia, że od jej współpracy zależy ich los. Katniss z nożem na gardle zgadza się jeździć po kraju jako celebrytka-ambasadorka igrzysk, pokazując, że rząd wcale nie jest taki zły, bo daje przecież szansę, choć minimalną, każdemu, kto chce uciec od biedy. Do jej zgryzot w trakcie tego Tournee Zwycięzców należy jeszcze dodać konieczność odgrywania przed publiką szczęśliwego związku z Peetą, choć na prowincji ukrywa się jej kolega/niekolega Gale (Liam Hemsworth, brat… Thora), wobec którego Katniss żywi dwuznaczne uczucia.

Katniss staje się dla władzy coraz większym problemem, więc ta stara się już elegancko zlikwidować niewygodny element — organizując jubileuszowe, 75-te Igrzyska, w których biorą udział zwycięzcy poprzednich gier. W tym Katniss. Trzeba na nowo zapuścić się w dżunglę, by wybić wszystkich dookoła, celem przeżycia… Tym razem jednak okaże się, że prawdziwa gra toczy się gdzie indziej, ale wtedy film zdąży się już skończyć.

Baaardzo długo zbiera się cała akcja. Przez prawie godzinę obserwujemy mozolnie ciągnący się dramat psychologiczny i thriller polityczny w jednym. Pętla zaciska się wokół Katniss, gdy Prezydent Snow (Donald Sutherland) oraz jego najbliższy doradca – Plutarch Heavensbee (Philip Seymour Hoffman) kombinują jak mogą, by subtelnie pozbyć się niewygodnej dziewczyny. Pomagają jej oczywiście przyjaciele (w tym… Lenny Kravitz:D), ale koniec końców ląduje na arenie, w gęstych krzakach otoczonej polem siłowym dżungli z małym morzem na środku.

Na zmagania w tropikalnej klatce z brodzikiem na środku czekamy ze zniecierpliwieniem, spodziewając się naprawdę ostrej sieczki, ale coraz większym zdumieniem obserwujemy to, co się dzieje na ekranie. Na początku walki wszyscy zawodnicy biegną w stronę wyspy na środku jeziora, na której jest skarbiec z bronią. Połowa z nich ginie. Czemu nikt nie wpada na pomysł, by zbiec w krzaki i potem porwać topór czy co tam jest? Nie chcę się pastwić, ale niech fakt, że przy scenie z morderczą mgłą, która zaskakuje nocą w środku lasu ekipę Katniss pół sali się śmiało (nikt nie umarł). Mgła kornie czekała, gdy któryś z bohaterów się potknął, ale bez litości wsysała drugoplanowe postaci. Potem wszyscy wyjąc z bólu myli się w jeziorku, co również rozbawiło publikę.

Źródło: businessinsider.com

Źródło: businessinsider.com

Spodziewaliśmy się igrzysk śmierci, dramatycznej walki, a kończy się na ucieczką przed mgłą i walką ze stadem nadpobudliwych makaków. Dużo przy tym rozmów, tłumaczeń i rozkmin, ale w żaden sposób nie czujemy napięcia sytuacji, wielkich dylematów moralnych czy grozy totalitarnego reżimy, przy którym Korea Północna to legoland. Jak w takich warunkach ma się w ogóle jakaś rebelia pojawić pozostaje dla mnie – jako politologa – wielką zagadką. Głębia przedstawionego świata właściwie nie istnieje, widzimy pojedyńcze, oderwane od siebie sceny, a cały system polityczny sprowadza się do rogrywki między starym dyktatorem, jego elokwentnym pomagierem i młodej laski.

A propos laski – nie siedzi mi gra Jennefer Lawrence. Tak, TIME umieścił ją na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie, z resztą nie ma co się dziwić — najmłodsza w historii kobieta nominowana dwukrotnie do Nagrody Akademii za najlepszą pierwszoplanową rolę żeńską i druga najmłodsza zdobywczyni statuetki w tej właśnie kategorii za „w sumie DOBRY” „Poradnik pozytywnego myślenia”. Ale jej gra sprowadza się do grymasów, krzywienia i płaczu. Gdzie ta bezlitosna zabójczyni, która tak okantowała reżim? Pełna wewnętrznej siły i energii łuczniczka, wprawiająca w kompleksy samego Legolasa? Biedna i zakłopotana, w ciągu dwóch scen staje się żeńskim Robocopem (premiera remake’u w 2014!!!), a cąły autorytet w grupie buduje na sali treningowej. Kupujecie to?

Dobra, trochę przesadziłem z tym, że nie przeczytam książki. Teraz mam na to ogromną ochotę. Widzę tę wielość wątków, napięcie i zwroty akcji, ale w kinie jakby schodzi z tego powietrze. W którym momecie przenoszenie na ekran nie zagrało — nie wiem. Ale nie jest to DOBRE dzieło. I fakt, że tak dużo ludu na to poszło — 146 milionów dolarów do sakiewki prodcentów w pierwszym tygodniu — tłumaczę jednak rewelacyjną książką.

Choć jasno zaznaczę – nie znalazłem ZŁEJ recenzji tego filmu, daje się mu 3/4 do 8/10 gwiazdek. Taki los wybrednego blogera…

Słoń

10 thoughts on “Nudny i Zły Film: Igrzyska Śmierci. W pierścieniu Ognia.

  1. Słoniu – oczywiście każdy ocenia wg własnego gustu ale zaraz zaraz czy my widzieliśmy ten sam film ? Jennifer Lawrence zagrała świetnie (jej grymasy są czasami dużo lepsze niż przegadane kino moralnego niepokoju) a co pokazali D.Sutherland, W.Harrleson, E.Banks lub Hoffman – znakomite aktorstwo. Może dla Ciebie „wybrednego” to jednak te „zabójcze mrówki” są odpowiednie – akcja pewna, zero rozmów, wprowadzenia oraz przedstawienia nowych postaci i tła ? A może to klimat Malezji, wersja językowa lub (nieświeży) sok były nieodpowiednie. Dlaczego chcesz tą książkę przeczytac skoro historia jest tak denna i zrobiona wyłącznie dla kasy ? A może jednak zaintrygowała końcówka ? To była ekranizacja i to bardzo bliska książce. A to że historia się dopiero rozkręca to nie jest niczyja wina. A jeszcze jeden mały szczegół którego nie wychwyciłeś – broń i inne rzeczy do przeżycia dostępne były wyłącznie na środku areny a ta zajęta została przez grupę „zawodowców” czyli ucieczka w dzunglę bez niczego oznaczała pewną śmierc! Oczywiście recenzenci na świecie i w kraju się nie znają, oceny na rottentomatoes lub imdb są zawyżone a książki rozeszły się całkowicie przez przypadek …
    PS – Tylko trzy filmy z elementami fantastyki nie nudziły mnie w tym roku – Niepamięc, Grawitacja oraz W Pierścieniu Ognia

    Polubienie

    • Hoffman i Sutherland, jasne — klasa, zgodzimy się, ale nie sądziłem, że muszę takie oczywistości pisać;) Podobnie „Zabójcze ryjówki”. A na poważnie – chcę przeczytać książkę, bo zastanawiam się po filmie, co jest w niej tak fenomenalnego. Zakładam – po ilości sprzedanych egzemplarzy – że COŚ w niej jest i chcę się o tym przekonać, ale film w żaden sposób tego nie pokazuje. Końcówka nie zaintrygowała, była do bólu przewidywalna i nie wiem, czy chcę oglądać finał serii. Bliskość książce to nie argument za tym, że film jest dobry. Akcja niech się rozkręca, ale niech coś z tego wynika, albo niech będzie ciekawe. Przez pierwszą godzinę było nudno jak flaki z olejem. I jedno sprostowanie: napisałem, że jestem odosobniony w swojej opinii, bynajmniej nie po to, by zdemaskować światowy spisek, ale lojalnie uprzedzić, że MOŻE się mylę. (No, współtowarzysze filmu też się ze mną zgodzili i żeby nie było, że moja opinia wpływa na ich ocenę — zawsze najpierw ich pytam o zdanie.) Nigdzie nie napisałem też, że uważam, iż oceny są zawyżone, a recenzenci się nie znają. A co do nakładu – Stachursky i „Cień wiatru” też się nieźle sprzedają, ale nikt nie powie, że jest to wysoka/dobra kultura. Reasumując – sala była klimatyzowana, sok porządnie zakonserwowany chemią, a angielski rozumiem;) PS – zaintrygowałeś mnie tą „Grawitacją”, bo słyszałem, że połowa piękna tego filmu to klimat i oczekiwanie. I z fantastyki jednak polecam jeszcze „Thora”^^ Widziałeś? Też znudził?:D

      Polubienie

      • Batman, Thor, Mroczny Rycerz lub Spiderman to nie są absolutnie moje klimaty. Mogę pooglądac ale kompletnie nie ruszają mnie …

        Polubienie

  2. Byłam, widziałam: ten film plasuje się między byciem „słabym” a „niezłym” filmem, ALE! jest bardzo dobrą adaptacją i to działa na jego korzyść; miałam wprawdzie nadzieję, że pozbęda się wszystkich drętwych dialogów z książki – tu początek mnie rozczarował, no ale nie można mieć wszystkiego…
    Aktorsko jest świetnie, Tucci i Banks kradną wszytskei sceny (jak miło, że w filmie pokazano Effie i jej bardzo ludzką twarz, w książce Katniss jest dla niej mało sprawiedliwa), tak jak Sutherland i Seymour Hoffman – boooru, ten człowiek przykuwa uwagę w kazdej scenie, patrząc na niego po prostu się czuje, że coś tu jeszcze się zdarzy, jego tajemniczość przyciąga ^^ Ale i tak najlepsi byli moi faworyci: Johanna – czyli Jena i Finnick – Sam: casting perfekcyjny, zapewne nieznającym książek umknęły ich kilka gestów, ale i tak powinno się być pod wrażeniem, nie jest ich scen zbyt wiele bo dopiero w drugiej połowie filmu się pojawiają, ale przekazują swoją postawą bardzo duzo.
    Napisałam, że to bardzo dobra adaptacja, bo wwyciągnięto z książki to co najciekawsze, dodano więcej polityki (och, gdyby autorka zrezygnowała z narracji 1osobowej, te książki byłyby o jakieś 40,50% lepsze!), ale i tak powinni nadać pierwszej części szybsze tempo, trochę inaczej poustawiać poszczególne watki.
    Brakuje Ci zaplecza rewolucji Słoniu? Będzie w kolejnym filmie, bo trzeba pamietać, że Katniss jest twarzą rewolucji, ale jest poza nawiasem wszelkich działań, i dopiero później odkryje jak się narodziła legenda jej jako kosogłosa, a my razem z nią.
    A w ogóle ktoś fajnie stwierdził na forum, które podczytuję, „Igrzyska Śmierci” w ogóle brzmią mądrzej, kiedy się o nich rozmawia, niż kiedy się czyta samą książkę” i ja się pod tym podpisuję 🙂

    Polubienie

    • Dziękujemy za Twoją wyważoną i bardzo ciekawą opinię:)A propos Hoffmana – widziałaś rok temu „Mistrza” P. T. Andersona? Cały film bazuje na jego aktorstwie, długie trochę, bo trzy godziny, ale naprawdę, jedna z wyrazistrzych kreacji w ostatnim czasie. Palce lizać! A jeśli chodzi o rewolucję w „IŚ”, to zupełnie — jako absolwent politologii — nie rozumiem, jak w tak zamordystycznym kraju miałoby się pojawić jakaś opozycja. Wszystkich pałują na lewo i prawo, a tu nagle Prezydent Snow boi się rewolty. Tym bardziej chyba w takim razie muszę zobaczyć trójkę:D I powtórzę – nienawidzę adaptacji, które nie są zrozumiałe dla tych, co nie przeczytali książki! ARGH!!! Tutaj wszystko wprawdzie zrozumiałem, ale powtórzę — nie było w tym nic urzekającego, fascynującego, zaskakującego czy mądrego.

      Polubienie

  3. Jesteś koleś zupełnym kretynem! Sam spróbuj wymyślić lepszą książkę, albo film. Co do gry aktorskiej Jeniffer Lawrence nie mam zarzutów. Tak w ogóle gra aktorska nie polega tylko na gadaniu bo film byłby jakby to uzmysłowić…? Bez tego czegoś. Do filmu są potrzebne różne wyrazy twarzy i w ogóle jakby tego nie było to co? To film by wyglądał, że po prostu stoisz i to tak jakbyś paplał swój tekst. To by w ogóle nie była gra aktorska. Jak będziesz następnym razem krytykował każdy film po kolei to zastanów się to co piszesz. Każdy normalny wie, że Igrzyska śmierci to jest mega fajny film! Ty po prostu nie rozumiesz prawdziwego dzieła, w ogóle sam nie wiesz co to jest. Zastanów się koleś co piszesz, bo nie czytałam, naprawdę aż takich bzdur jakich ty tu natyrałeś.

    Polubienie

    • Goniu, ostatnim ZŁYM filmem opisanym przeze mnie byli „Stażyści”, chyba, że Twoim zdaniem to też supermegafajny film. W międzyczasie napisełem o innych megasuperfajnych filmach („Reluctant Fundamentalist”, „Thor – Mroczny Świat”, „Londyn – Współczesny Babilon”, „Prezent dla Stalina”), ale nie wiem – może ich nie rozumiem, albo w ogóle sam nie wiem co to jest;)

      Polubienie

      • A co mnie obchodzi co ty skomentowałeś. A jeśli chodzi o to, że może rzeczywiście nie wiesz co to jest, to zdecydowanie tak. Nie znasz się, nie wiesz co to prawdziwe arcydzieło. Może i mam trzynaście lat, ale już jestem pokapowana w tym nudnym i przerażającym świecie starszych ludzi.

        Polubienie

      • Mnie również obchodzi Twój merytoryczny komentarz, tyle ile Ciebie mój, więc — trochę nagięty — imperatyw kategoryczny Kanta rozwiązuje nam problem relewantności Twojej repliki, jak i poprzedniego posta;)

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s